Śmierć 5-latki w Lipnie. Prokuratura: to tragedia tej rodziny, ale konsekwencje ojciec ponieść musi
Zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci własnej córki usłyszał 44-letni Przemysław P. To ojciec 5-letniej Amelii z Lipna, na którą w niedzielę 27 września zawalił się płot, na którym stał ojciec zrywający z pobliskiego drzewa orzechy. – To olbrzymia tragedia głównie dla tej rodziny. Uznaliśmy jednak, że mężczyzna powinien odpowiedzieć za swoje działanie – mówi w rozmowie z WP prokuratura.
Źródło zdjęć: © Policja | Policja
– Mogę to potwierdzić: ojciec zmarłego dziecka usłyszał od nas zarzuty nieumyślnego doprowadzenia do jego śmierci – mówi w rozmowie z WP prokurator Małgorzata Kręcicka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Włocławku. – Grozi mu za to od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Nie wnioskowaliśmy o to, by umieścić 44-latka w areszcie tymczasowym. Ma on dozór policyjny. Podczas przesłuchania przyjął on do wiadomości stawiane mu zarzuty, ale odmówił składania wyjaśnień – dodaje.
Jak dodaje prokurator Kręcicka, sprawa nie jest jednak tak oczywista, jak uznaje wiele osób.
– Media zaraz po tragedii odkryły, że mężczyzna był pijany, a w tej rodzinie ogólnie była pomoc instytucjonalna, bo obaj rodzice mieli ograniczone prawa rodzicielskie. I to jest prawda. Ale jednak w przypadku tej konkretnej tragedii mówimy raczej o "nieszczęśliwym wypadku" niż działaniu celowym – wyjaśnia rzeczniczka prokuratury. – Dlatego prokurator prowadzący tę sprawę długo zastanawiał się, czy stawiać ojcu zarzuty.
Jak dodaje prok. Kręcicka, tragedia w Lipnie rozegrała się na rodzinnym spacerze. Byli na nim rodzice zmarłej 5-latki oraz jej niemalże już dorosły kuzyn. Amelia była więc pod opieką trzech dorosłych, z których tylko jeden był pod wpływem alkoholu. Matka dziecka i jego kuzyn byli trzeźwi. Nie można więc mówić w tym wypadku o jakimś skrajnie nieodpowiedzialnym zachowaniu opiekunów dziecka.
– Nie chcę też mocno wchodzić w szczegóły, bo o to lepiej zapytać sąd rodzinny, ale w tej rodzinie były ograniczone prawa rodzicielskie z innego powodu niż przemoc – mówi rzeczniczka PO we Włocławku. – Dlatego też długo ważyliśmy wszystkie za i przeciw postawieniu zarzutów temu mężczyźnie. Ostatecznie uznaliśmy, że człowiek nie powinien wdrapywać się na płoty. Zwłaszcza jeśli jest pod wpływem alkoholu (Przemysław P. miał blisko 3 promile alkoholu w wydychanym powietrzu) – tłumaczy nasza rozmówczyni.
Świadek zawiózł kobietę do szpitala
Wirtualna Polska dotarła też do świadków całego zdarzenia w niedzielę. Ci twierdzą, że ranna po zawaleniu się płotu Amelia bardzo szybko trafiła pod ręce lekarzy. Do pobliskiego szpitala zawiozła ją bowiem kobieta, która przypadkowo przejeżdżała obok miejsca, gdzie wydarzył się dramat i ruszyła Amelii na pomoc. To ona zawiozła dziecko do szpitala i tym samym 5-latka trafiła tam szybciej, niż gdyby na miejsce wzywano karetkę.
– W tym czasie matka Amelii miała już jednak dzwonić po pomoc. Nie jest więc prawdą, że po zawaleniu się płotu rodzice dziecka nie wezwali na miejsce służb – mówią nasi rozmówcy.
Wirtualna Polska próbowała też dowiedzieć się w Sądzie Rodzinnym, jakie problemy były w rodzinie zmarłej Amelii, że rodzice dziecka mieli nad nią ograniczone prawa rodzicielskie. Rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego we Włocławku – sędzia Aneta Sudomir-Koc odsyła jednak z tym pytaniem bezpośrednio do prezesa Sądu Rejonowego w Lipnie. Na odpowiedzi czekamy.
– Pan prezes ma dziś wokandy i cały dzień nie będzie miał przestrzeni na rozmowę z dziennikarzami – usłyszeliśmy w sekretariacie sądu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.