The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, October 2, 2026

Policjanci mieli zgwałcić zatrzymanego na komisariacie? Sąd kwestionuje dowody prokuratury

Translate

Sąd już dwukrotnie uznał, że to za mało, by aresztować policjantów.

Na światło dzienne wychodzą nowe informacje ws. zarzutów wobec dwóch funkcjonariuszy z komisariatu policji w Szczecinie-Pogodnie, które opisaliśmy w czwartek w tekście: "Policjanci ze Szczecina z zarzutami. Mogli dokonać samosądu na skazanym za krzywdę niemowlęcia".

Choć prokuratura i policja wprowadziły embargo informacyjne na śledztwo, którym objęci są funkcjonariusze z dzielnicy Pogodno, udało nam się ustalić więcej szczegółów tej sprawy.

Według naszych informacji pod koniec 2025 r. do prokuratury trafiło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Wysłał je z aresztu mężczyzna, który miał wówczas nieprawomocny jeszcze wyrok za gwałt na dziewięciomiesięcznym dziecku. Wyrok 20 lat więzienia uprawomocnił się kilka tygodni później (w grudniu 2025 r.) po decyzji Sądu Okręgowego w Szczecinie. Od tego czasu pedofil przebywa w więzieniu.

Zgodnie z tym, co słyszymy od osób znających kulisy sprawy, pedofil twierdzi, że w sierpniu 2024 r., kilka godzin po zatrzymaniu przez policję, miał zostać pobity i zgwałcony pałką służbową przez dwóch policjantów, którzy przeprowadzali z nim czynności aresztowe. Zgodnie z jego zeznaniami policjanci mieli dokonać samosądu w pomieszczeniu komisariatu, w którym nie ma zainstalowanego monitoringu.

Po wyjściu na jaw tych informacji prokuratura przez kilka miesięcy przyglądała się sprawie. Ostatecznie w czerwcu tego roku obu policjantom postawiono zarzuty. Jeszcze w czwartek Julia Szozda, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Szczecinie, potwierdziła ten fakt. - Dwaj policjanci są podejrzanymi w prowadzonym przez nas postępowaniu, które koncentruje się wokół przestępstwa z artykułu 231 Kodeksu karnego. Mowa o przekroczeniu uprawnień - poinformowała.

Sąd uważa, że prokuratura nie ma mocnych dowodów na winę policjantów

Jak ustaliła Wirtualna Polska, od czerwca sądy łącznie trzy razy pochylały się nad kwestią tymczasowego aresztowania policjantów, rozpoznając wnioski i zażalenia prokuratury. Ta chciała umieścić funkcjonariuszy w areszcie, obawiając się, że na wolności mogą mataczyć w sprawie.

Sąd, który jako pierwszy rozpatrywał wniosek o areszt tymczasowy, miał jednak go odrzucić, uznając, że prokuratura nie ma mocnych dowodów na uprawdopodobnienie samosądu i gwałtu.

Prokuratura odwołała się od tego postanowienia i kolejny skład sędziowski faktycznie umieścił na kilkanaście godzin policjantów w areszcie. Sprzeciw ich obrońcy sprawił, że kolejny - trzeci skład sędziowski - wypuścił funkcjonariuszy na wolność. Także i on stwierdził, że prokuratura nie ma dowodów na poparcie zarzutów poza zeznaniami skazanego już kryminalisty, które trzeba traktować z dużą dozą ostrożności.

Według naszych ustaleń sąd, odrzucając wniosek o areszt, nie uznał też za mocny dowód zeznań innej policjantki z komendy, która twierdzi, że miała słyszeć o wymierzeniu samosądu.

Trzeci ze składów orzekających w sprawie wniosku o areszt dla policjantów odrzucił też wszystkie inne wnioski prokuratury o sankcje dla mundurowych. Właśnie dlatego obaj policjanci nie mają dziś nawet dozoru policyjnego. Nie musieli też wpłacić żadnej kaucji i nie mają zakazu opuszczania kraju czy meldowania się w komendzie.

- Z uwagi na trwające postępowanie prokuratorskie i dobro mojego klienta nie mogę zdradzać szczegółów tej sprawy - mówi w rozmowie z WP mec. Radosław Flasza, szczeciński adwokat broniący jednego z policjantów. - Mój klient, podobnie jak drugi policjant, nie popełnił zarzucanego mu czynu i wykazujemy to w toku postępowania. Zarzuty wobec nich są oparte w zasadzie wyłącznie na pomówieniu osoby, która ma interes prawny w tym, by im zaszkodzić.

Jak dodaje adwokat, mężczyzna skazany prawomocnym wyrokiem za przestępstwo seksualne przeciwko kilkumiesięcznemu dziecku na początku swojego procesu nie mówił nic o domniemanym samosądzie, którego ofiarą miał paść.

- Zaczął stawiać taki zarzut, dopiero gdy jego proces zbliżał się do zakończenia prawomocnym wyrokiem. Ta osoba, jeśli udałoby się jej udowodnić to, co zarzuca policjantom, miałaby wznowiony swój proces. To jest prawdopodobny cel, dla którego pokrzywdzony robi to, co robi, pomawiając policjantów - dodaje mec. Flasza.

Policyjny związkowiec pyta wprost: czyje słowo jest więcej warte?

- O tej sprawie nasz związek dowiedział się dopiero dwa dni temu. Oskarżeni policjanci nie są bowiem naszymi członkami - mówi w rozmowie z WP Jacek Łukasik, przewodniczący rady krajowej związku zawodowego "Policyjna Solidarność".

- Muszę jednak przyznać, że myśląc o tym, co się stało, włos mi się na głowie jeży. Oczywiście trzeba te zarzuty wyjaśnić, ale jeśli prokuratura faktycznie chciała wsadzić dwóch naszych kolegów do aresztu głównie na podstawie zeznań kryminalisty, który może kierować się chęcią zemsty wobec osób, które go zatrzymały, to jest skandal. Dla prokuratury po raz kolejny słowa przestępcy są więcej warte niż słowa policjantów. To jakaś aberracja systemu sprawiedliwości - dodaje.

Związkowiec mówi też, że jest bardzo ciekawy tego, co ustali nie tylko prokuratura, ale też Biuro Spraw Wewnętrznych Policji.

Oficjalnie nie wiadomo jednak, czy takie postępowanie trwa. WP zapytała o to najpierw w Komendzie Miejskiej Policji w Szczecinie, a później w Komendzie Wojewódzkiej w tym samym mieście. Ostatecznie odesłano nas z tym pytaniem do rzecznika prasowego Komendanta Głównego Policji w Warszawie. Wysłaliśmy zarówno SMS-y, jak i e-maila z pytaniami o postępowanie wewnętrzne wobec dwójki szczecińskich policjantów. Odpowiedź jak na razie nie nadeszła.

Bulwersująca sprawa z sierpnia 2024 r. Konkubent zgwałcił niemowlę pod nieobecność swojej partnerki

Wracając do skazanego już prawomocnie za pedofilię mężczyzny, to do tej zbrodni doszło pod koniec sierpnia 2024 r. w Szczecinie. Matka 9-miesięcznej dziewczynki wyszła z domu i zostawiła córkę pod opieką swojego konkubenta. Gdy wróciła, zauważyła, że dziecko krwawi. Natychmiast pojechała z córką do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1. Tu lekarze nie mieli wątpliwości, że niemowlak został zgwałcony. O sprawie poinformowano policję, która szybko ujęła konkubenta kobiety.

Dziecko przeżyło i wróciło do zdrowia.

Sprawca gwałtu na niemowlaku oprócz kary 20 lat więzienia ma też zapłacić pokrzywdzonej 50 tys. zł odszkodowania. Sąd również zabronił mu zajmowania wszelkich stanowisk związanych z opieką nad małoletnimi przez 15 lat po wyjściu z więzienia.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.