Władimir Semmirunnij o życiu rodziców w Rosji. "Jest ciężko”

„W politykę nie wnikam, rodzice to wiedzą (...) bardzo się martwię, jak widać, że dolatują do nich drony. Strasznie to wygląda”. Srebrny medalista olimpijski w łyżwiarstwie szybkim z Mediolanu, Władimir Semmirunnij, w rozmowie z dziennikarzem sportowym RMF FM Cezarym Dziwiszkiem przyznaje, że ponad pół roku od osiągnięcia największego sukcesu w karierze jego życie bardzo się zmieniło - na plus. Ale wcześniej przyjęcie polskiego obywatelstwa i wyjazd z kraju nie przysporzyły mu w Rosji sympatii. A zostali tam jego rodzice.
Nowe otwarcie w kadrze. „Wszyscy na mnie patrzą”
Zdobycie przez „Władka” srebrnego medalu zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie, w biegu na 10 000 m, było jedynym sukcesem reprezentantów Polski w łyżwiarstwie szybkim na tej imprezie. Władimir Semmirunnij skradł choć część „show” naszym skoczkom. Dzięki czemu szybko stał się rozpoznawalny.
To jest fajne, że jak pójdę do sklepu w Tomaszowie Mazowieckim, czy na przykład w Warszawie na jakimś sportowym wydarzeniu, to poznają mnie. W takim zwykłym życiu może bardziej czułem to po igrzyskach, bardziej mnie rozpoznawali (...) Ale spokojnie z tym wszystkim. Podoba mi się to, jak mnie rozpoznają, zawsze zrobię sobie zdjęcie. Jak ktoś chce pogadać, zrobić „fotę”, to nie ma problemu - podkreśla „Władek”.
Sukces zbudował też pozycję Semmirunnija w kadrze, w której był do tej pory traktowany jako „młody”.
Wiem, że wszyscy na mnie patrzą, co trzeba robić. Teraz jestem takim ... mentorem? Masterem? (śmiech). Ale podoba mi się, że mogę pokazać swoje doświadczenie, komuś doradzić - mówi.
Posłuchaj: Władimir Semirunnij w rozmowie z Cezarym Dziwiszkiem
Przeprowadzka. „Jestem uzależniony od toru”
Władimir Semmirunnij odkąd w 2023 roku przyjechał do Polski, mieszkał w Tomaszowie Mazowieckim. Wiadomo dlaczego - w tym mieście jest jedyny w naszym kraju tor spełniający międzynarodowe wymogi. Dlatego - jak mówi panczenista w RMF FM - nie rozważał na razie dalszej przeprowadzki. Zaliczył za to bliższą.
Na razie jestem uzależniony od toru, który jest w Tomaszowie - trener tam mieszka. Ja się przeprowadziłem z Tomaszowa do Spały - jest blisko, łatwo mi wyjeżdżać na treningi - rowerem jestem od razu na drodze. Jest blisko COS (wym. Centralny Ośrodek Sportu), gdzie można robić siłownię. Są parki, jest cicho. Mam dużo więcej czasu i miejsca na wypoczynek - podkreśla zawodnik.
„Władek” pochodzi z Jekaterynburga, czyli dużego miasta. Dlatego w rozmowie z Cezarym Dziwiszkiem przyznaje, że najbardziej lubi jednak spędzać czas w dużym mieście, gdzie jest po prostu więcej atrakcji i więcej się dzieje.
Życie w Rosji. „Strasznie to wygląda”
Nie jest tajemnicą, że strona rosyjska była przeciwna wyjazdowi Władimira Semmirunnija do Polski. Jak opowiadał nieraz, uzyskanie pozwolenia na wyjazd, żeby trenować z kadrą Polski, nie było łatwe. Było to po ataku Rosji na Ukrainę i wykluczeniu jej sportowców z rywalizacji w większości międzynarodowych zawodów. Wyjeżdżając z kraju „Władek” wiedział, że do ojczyzny prędko nie wróci.
Panczenista zawsze podkreśla, że Polska stała się w ostatnich latach jego domem. On ze względu na młody wiek mógł sobie pozwolić na to, żeby zostawić Rosję za sobą. Jego rodzice mieszkający od lat w Jekateryngurgu - nie.
W rodziców mój wyjazd nie uderzył. Za dużo nie wnikam w politykę. Rodzice wiedzą, że tego nie lubię i dopóki nie zapytam (red. co się u nich dzieje), to oni mi nie opowiadają, ale teraz już widać, że przez wojnę w Rosji są kłopoty z paliwem. Często nie można zatankować auta (...) bardzo mnie martwi, jak czasem widzę, że drony tam dolatują do nich. Strasznie to wygląda. I wiem, że nie będą mogli zostawić tam życia. Mają też swoich rodziców, mieszkanie, kredyt (...) ja miałem dużo łatwiej. Nawet nie mam jak im pomóc - przelać pieniądze (...) jest ciężko - opowiada zawodnik.
Przeciętni Rosjanie - jak mówi Władimir Semmirunnij w RMF FM - na co dzień nie mają lekko: Jest drożej niż w Polsce (...) a pieniądze zarabia się w Rosji mniejsze, dużo mniejsze niż w Polsce.
Srebro znów na szyi. „Cieszę się, że medal do mnie wrócił”
Pewnie tylko sam Władimir Semmirunnij wie, jak wiele kosztowało go dojście do miejsca, w którym się znalazł. A zdobycie srebrnego medalu olimpijskiego w wieku 23 lat to nie byle co.
W kwietniu udowodnił jednak, że są dla niego ważniejsze sprawy, niż sukces. Swoje cenne, olimpijskie srebro zdecydował się wystawić na licytację. Za ponad 40 tys. złotych medal kupił jeden ze sponsorów PKOl, firma PROFBUD, po czym kilka dni temu zdecydowała się przekazać krążek z powrotem „Władkowi”.
Dowiedziałem się, że dostanę ten medal 2-3 tygodnie temu. Byłem tym super zaskoczony. Fajnie (...) oddawałem medal z myślą, że już do mnie nie wróci - podkreśla zawodnik.
Lada dzień Władimir Semmirunnij wylatuje z reprezentacją Polski na zgrupowanie do Holandii. Pod koniec października odbędą się mistrzostwa Polski, a w połowie listopada pierwszy w nowym sezonie Puchar Świata w Pekinie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.