ESPNTransfer rumors, news: Premier League clubs eye Alexander-Arnold amid Real Madrid uncertaintyInquirerGeneral Santos City heat index hits 55°C Tuesday morningThe Jerusalem PostManhunt launched as suspect flees scene of attempted ramming of police officer near Modi'inRTP DesportoCarlos Vicens despedido do Sp. BragaPunchPolitical elite do not believe in free, fair elections – Ex-INEC commissionerZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFNHK 社会遺体なき傷害致死事件 夫に懲役12年6か月の判決 大阪地裁n-tvZinsen mehr als vervierfacht: Wenn der Immobilienkredit plötzlich 150.000 Euro mehr kostetDaily MaverickBANA PELE: ECD subsidy expands as government races to close SA’s one-million-child gapABC NewsMidterm vote is about 'what's best for my family': Voters talk 2026 midtermsNOSMan opgepakt voor brand in stadhuis Limoges, is bekende van Franse politieAntara NewsIndonesia pushes universities to accelerate net-zero transition
The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, October 20, 2026

Trump oskarża wszystkich, tylko nie Putina. Idzie w ślady Kissingera [OPINIA]

Translate

Przynajmniej jeden z wielkich nestorów amerykańskiej dyplomacji, dziś już nieżyjący, z równą gotowością przymykał oko na wcześniejszą inwazję na Ukrainę. Ten były sekretarz stanu i doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego wolał obwiniać za rosyjski ekspansjonizm wszystkich, tylko nie Putina. Co więcej, winą za tragedię Ukrainy obarczał nawet przywódców własnego kraju.

W jego przekonaniu Ukraina była "w sensie prawnym rosyjska" i nie należało pozwalać jej na samodzielne decydowanie o sojuszach. Putin przypominał mu postać z powieści Fiodora Dostojewskiego. Właściwym rozwiązaniem było, jego zdaniem, dążenie przez Amerykę do nawiązania z rosyjskim przywódcą "szczególnych relacji".

A któż był tym tytanem dyplomacji? Henry Kissinger.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

"Putin to postać rodem z Dostojewskiego"

Niemal dekadę temu, gdy pracowałem w brytyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, towarzyszyłem ówczesnemu szefowi tego resortu, Borisowi Johnsonowi, podczas wizyty u Kissingera w Nowym Jorku. Był marzec 2017 r. Putin od trzech lat prowadził już wojnę przeciwko Ukrainie: w 2014 r. zajął Krym i dokonał inwazji na Donbas. Do czasu naszego spotkania rosyjska ofensywa pochłonęła już 10 tys. ukraińskich ofiar i zmusiła 1,6 mln osób do opuszczenia domów.

A jednak tego wiosennego poranka słuchałem, jak 93-letni wówczas Kissinger z właściwą sobie zręcznością umniejszał odpowiedzialność Putina za tę tragedię.

— Putin to postać rodem z Dostojewskiego, która próbuje zachować własne wyobrażenie o godności swojego kraju — wyjaśniał Kissinger swoim charakterystycznym, chrapliwym, niskim głosem. — Należę do mniejszości, która bardziej obawia się rozpadu Rosji niż jej zwycięstwa.

Następnie dodał: — [Na konflikt w Ukrainie] trzeba patrzeć jak na reakcję na określone okoliczności. On [Putin] walczył jak Rosjanin, a więc brutalnie. Obwiniam ludzi Obamy, którzy nie utrzymywali z nim kontaktów i traktowali go z wyższością.

Kiedy dziś Trump zrzuca winę za tragedię Ukrainy na Wołodymyra Zełenskiego, Joego Bidena i Europę — albo kogokolwiek innego, byle nie Putina — podąża intelektualnym śladem Kissingera z 2017 r.

Pamiętam, jak tamtego dnia na Manhattanie Kissinger z dumą podkreślał, że "wielokrotnie spotykał się z Putinem". Przypomniał jedną szczególną rozmowę dotyczącą upadku muru berlińskiego i załamania się sowieckiej dominacji w Europie za rządów Michaiła Gorbaczowa w 1989 r.

— Zapytałem Putina: "Dlaczego Gorbaczow nie rozważył wynegocjowanego wycofania się z Europy Wschodniej, zamiast oddawać nam ją za darmo?". Uznał to za uwagę o niezwykłej głębi. Później wielokrotnie do niej wracał — powiedział Kissinger z wyraźną satysfakcją.

Putin rzeczywiście często do tego wracał — i trudno się dziwić. To, że Kissinger traktował suwerenne państwa europejskie, które właśnie odzyskały wolność — takie jak Polska, Węgry czy ówczesna Czechosłowacja — jak przedmiot przetargów między mocarstwami, który jedno z nich może przekazać drugiemu, a przy tym uznał, że Gorbaczow popełnił błąd, nie domagając się za to odpowiedniej ceny, świadczyło o tym, że jego sposób myślenia doskonale współgrał z poglądami Putina.

Później przeczytałem, że Kissinger przedstawił tę mądrość już podczas swojej pierwszej rozmowy z Putinem w latach dziewięćdziesiątych, gdy ten był zastępcą mera Petersburga. Putin wspomina o niej w książce "Pierwsza osoba", zbiorze wywiadów opublikowanym w 2000 r., gdy obejmował urząd prezydenta.

— Powiedziałem mu, co myślę — mówi Putin. — I powtórzę to panu teraz: Kissinger miał rację.

Nie mam wątpliwości, że Putin rzeczywiście tak uważał. Pomysł, że większe państwa mogą targować się o los mniejszych, a Gorbaczow powinien był zażądać negocjacji w sprawie przyszłości połowy Europy, musiał brzmieć dla niego jak najpiękniejsza muzyka.

Nic więc dziwnego, że Putin uznał Kissingera za człowieka, o którego względy warto zabiegać i któremu warto schlebiać. W końcu pewnego dnia ten amerykański mąż stanu mógł przedstawić wyrafinowaną apologię rosyjskiej agresji komuś takiemu jak — dajmy na to — brytyjski minister spraw zagranicznych.

Tamtego poranka w 2017 r. Kissinger coraz bardziej rozwijał swoją argumentację, obarczając winą za tragedię Ukrainy rozszerzenie NATO o państwa europejskie, które wyrwały się spod sowieckiej dominacji.

— Kiedy wkroczyliśmy na terytorium rosyjskie, albo na terytorium, które w sensie prawnym było rosyjskie, powstał problem — powiedział Kissinger. — Popierałem rozszerzenie NATO na [byłe] państwa satelickie [ZSRR], ale Ukraina nie jest dla Rosji takim samym krajem jak inne.

Ukraina, dodał, powinna mieć "swobodę nawiązywania politycznych i gospodarczych relacji [z Zachodem], ale nie zawierania sojuszu wojskowego".

A tak mówił o zamiarach rosyjskiego przywódcy: — Putin chce nawiązać szczególne relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Kissinger uważał, że jest to mało prawdopodobne, mimo że zaledwie dwa miesiące wcześniej Trump po raz pierwszy objął urząd prezydenta. — W Ameryce jest tak wiele sił, które są mu tak wrogie — powiedział Kissinger tonem napomnienia. — Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby do tego doszło.

Na tym spotkanie się zakończyło. Odszedłem z niego z przekonaniem, że Kissinger wygrywał wszystkie nuty melodii, którą Niemcy określali już wówczas mianem "Putin-Versteher", czyli "rozumiejących Putina".

Henry Kissinger i Donald Trump w 2017 r.

Henry Kissinger i Donald Trump w 2017 r.

Michael Reynolds / PAP

Rosyjski przywódca był w tej opowieści postacią niezrozumianą, która pragnęła jedynie przyjaźni ze Stanami Zjednoczonymi. Za inwazję Putina na Ukrainę odpowiadało NATO, Obama albo ktokolwiek inny — tylko nie człowiek, który faktycznie wydał rozkaz ataku.

A jedynym rozsądnym rozwiązaniem miało być porozumienie między Putinem a amerykańskim prezydentem, po którym należałoby wskazać niewygodnemu europejskiemu państwu, takiemu jak Ukraina, jego miejsce i nakazać mu podporządkowanie się. W końcu Ukraina i tak była przecież "w sensie prawnym rosyjska".

Trump idzie w ślady Kissingera

Dziś te właśnie założenia stały się fundamentem polityki Trumpa wobec Putina. Kissinger wyłożył je jednak z całym autorytetem, jakim się cieszył, już nieco ponad dziewięć lat temu.

Kissinger wciąż żył w lutym 2022 r., gdy Rosja rozpoczęła drugą, pełnoskalową inwazję na Ukrainę. Trzeba uczciwie przyznać, że potępił tę agresję, a przed śmiercią w 2023 r., w wieku 100 lat, zmienił zdanie i uznał, że Ukraina powinna jednak otrzymać możliwość przystąpienia do NATO.

W 2017 r. Kissinger nieświadomie dostarczał jednak intelektualnego uzasadnienia dla tego, co Trump robi dziś: wyciągania ręki do Putina i współdziałania z nim na rzecz rozczłonkowania Ukrainy.

View the original on Onet →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.