Trump oskarża wszystkich, tylko nie Putina. Idzie w ślady Kissingera [OPINIA]
Przynajmniej jeden z wielkich nestorów amerykańskiej dyplomacji, dziś już nieżyjący, z równą gotowością przymykał oko na wcześniejszą inwazję na Ukrainę. Ten były sekretarz stanu i doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego wolał obwiniać za rosyjski ekspansjonizm wszystkich, tylko nie Putina. Co więcej, winą za tragedię Ukrainy obarczał nawet przywódców własnego kraju.
W jego przekonaniu Ukraina była "w sensie prawnym rosyjska" i nie należało pozwalać jej na samodzielne decydowanie o sojuszach. Putin przypominał mu postać z powieści Fiodora Dostojewskiego. Właściwym rozwiązaniem było, jego zdaniem, dążenie przez Amerykę do nawiązania z rosyjskim przywódcą "szczególnych relacji".
A któż był tym tytanem dyplomacji? Henry Kissinger.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
"Putin to postać rodem z Dostojewskiego"
Niemal dekadę temu, gdy pracowałem w brytyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, towarzyszyłem ówczesnemu szefowi tego resortu, Borisowi Johnsonowi, podczas wizyty u Kissingera w Nowym Jorku. Był marzec 2017 r. Putin od trzech lat prowadził już wojnę przeciwko Ukrainie: w 2014 r. zajął Krym i dokonał inwazji na Donbas. Do czasu naszego spotkania rosyjska ofensywa pochłonęła już 10 tys. ukraińskich ofiar i zmusiła 1,6 mln osób do opuszczenia domów.
A jednak tego wiosennego poranka słuchałem, jak 93-letni wówczas Kissinger z właściwą sobie zręcznością umniejszał odpowiedzialność Putina za tę tragedię.
— Putin to postać rodem z Dostojewskiego, która próbuje zachować własne wyobrażenie o godności swojego kraju — wyjaśniał Kissinger swoim charakterystycznym, chrapliwym, niskim głosem. — Należę do mniejszości, która bardziej obawia się rozpadu Rosji niż jej zwycięstwa.
Następnie dodał: — [Na konflikt w Ukrainie] trzeba patrzeć jak na reakcję na określone okoliczności. On [Putin] walczył jak Rosjanin, a więc brutalnie. Obwiniam ludzi Obamy, którzy nie utrzymywali z nim kontaktów i traktowali go z wyższością.
Kiedy dziś Trump zrzuca winę za tragedię Ukrainy na Wołodymyra Zełenskiego, Joego Bidena i Europę — albo kogokolwiek innego, byle nie Putina — podąża intelektualnym śladem Kissingera z 2017 r.
Pamiętam, jak tamtego dnia na Manhattanie Kissinger z dumą podkreślał, że "wielokrotnie spotykał się z Putinem". Przypomniał jedną szczególną rozmowę dotyczącą upadku muru berlińskiego i załamania się sowieckiej dominacji w Europie za rządów Michaiła Gorbaczowa w 1989 r.
— Zapytałem Putina: "Dlaczego Gorbaczow nie rozważył wynegocjowanego wycofania się z Europy Wschodniej, zamiast oddawać nam ją za darmo?". Uznał to za uwagę o niezwykłej głębi. Później wielokrotnie do niej wracał — powiedział Kissinger z wyraźną satysfakcją.
Putin rzeczywiście często do tego wracał — i trudno się dziwić. To, że Kissinger traktował suwerenne państwa europejskie, które właśnie odzyskały wolność — takie jak Polska, Węgry czy ówczesna Czechosłowacja — jak przedmiot przetargów między mocarstwami, który jedno z nich może przekazać drugiemu, a przy tym uznał, że Gorbaczow popełnił błąd, nie domagając się za to odpowiedniej ceny, świadczyło o tym, że jego sposób myślenia doskonale współgrał z poglądami Putina.
Później przeczytałem, że Kissinger przedstawił tę mądrość już podczas swojej pierwszej rozmowy z Putinem w latach dziewięćdziesiątych, gdy ten był zastępcą mera Petersburga. Putin wspomina o niej w książce "Pierwsza osoba", zbiorze wywiadów opublikowanym w 2000 r., gdy obejmował urząd prezydenta.
— Powiedziałem mu, co myślę — mówi Putin. — I powtórzę to panu teraz: Kissinger miał rację.
Nie mam wątpliwości, że Putin rzeczywiście tak uważał. Pomysł, że większe państwa mogą targować się o los mniejszych, a Gorbaczow powinien był zażądać negocjacji w sprawie przyszłości połowy Europy, musiał brzmieć dla niego jak najpiękniejsza muzyka.
Nic więc dziwnego, że Putin uznał Kissingera za człowieka, o którego względy warto zabiegać i któremu warto schlebiać. W końcu pewnego dnia ten amerykański mąż stanu mógł przedstawić wyrafinowaną apologię rosyjskiej agresji komuś takiemu jak — dajmy na to — brytyjski minister spraw zagranicznych.
Tamtego poranka w 2017 r. Kissinger coraz bardziej rozwijał swoją argumentację, obarczając winą za tragedię Ukrainy rozszerzenie NATO o państwa europejskie, które wyrwały się spod sowieckiej dominacji.
— Kiedy wkroczyliśmy na terytorium rosyjskie, albo na terytorium, które w sensie prawnym było rosyjskie, powstał problem — powiedział Kissinger. — Popierałem rozszerzenie NATO na [byłe] państwa satelickie [ZSRR], ale Ukraina nie jest dla Rosji takim samym krajem jak inne.
Ukraina, dodał, powinna mieć "swobodę nawiązywania politycznych i gospodarczych relacji [z Zachodem], ale nie zawierania sojuszu wojskowego".
A tak mówił o zamiarach rosyjskiego przywódcy: — Putin chce nawiązać szczególne relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Kissinger uważał, że jest to mało prawdopodobne, mimo że zaledwie dwa miesiące wcześniej Trump po raz pierwszy objął urząd prezydenta. — W Ameryce jest tak wiele sił, które są mu tak wrogie — powiedział Kissinger tonem napomnienia. — Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby do tego doszło.
Na tym spotkanie się zakończyło. Odszedłem z niego z przekonaniem, że Kissinger wygrywał wszystkie nuty melodii, którą Niemcy określali już wówczas mianem "Putin-Versteher", czyli "rozumiejących Putina".
Henry Kissinger i Donald Trump w 2017 r.
Michael Reynolds / PAP
Rosyjski przywódca był w tej opowieści postacią niezrozumianą, która pragnęła jedynie przyjaźni ze Stanami Zjednoczonymi. Za inwazję Putina na Ukrainę odpowiadało NATO, Obama albo ktokolwiek inny — tylko nie człowiek, który faktycznie wydał rozkaz ataku.
A jedynym rozsądnym rozwiązaniem miało być porozumienie między Putinem a amerykańskim prezydentem, po którym należałoby wskazać niewygodnemu europejskiemu państwu, takiemu jak Ukraina, jego miejsce i nakazać mu podporządkowanie się. W końcu Ukraina i tak była przecież "w sensie prawnym rosyjska".
Trump idzie w ślady Kissingera
Dziś te właśnie założenia stały się fundamentem polityki Trumpa wobec Putina. Kissinger wyłożył je jednak z całym autorytetem, jakim się cieszył, już nieco ponad dziewięć lat temu.
Kissinger wciąż żył w lutym 2022 r., gdy Rosja rozpoczęła drugą, pełnoskalową inwazję na Ukrainę. Trzeba uczciwie przyznać, że potępił tę agresję, a przed śmiercią w 2023 r., w wieku 100 lat, zmienił zdanie i uznał, że Ukraina powinna jednak otrzymać możliwość przystąpienia do NATO.
W 2017 r. Kissinger nieświadomie dostarczał jednak intelektualnego uzasadnienia dla tego, co Trump robi dziś: wyciągania ręki do Putina i współdziałania z nim na rzecz rozczłonkowania Ukrainy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.