Rosja zaostrza kurs. Wiceszef MON w WP: "Scenariusz czarny, ale nie nieprawdopodobny"
- Masywny atak dronów i rakiet połączony z sabotażem to dziś "scenariusz czarny, ale nie nieprawdopodobny" - ocenia wiceminister obrony Cezary Tomczyk. Deklaruje, że Polska zestrzeli każdy obiekt naruszający granicę, także rakiety balistyczne. Przyznaje jednak, że w lotnictwie jesteśmy "w trudnym momencie": F-35 nie weszły jeszcze do dyżurów, F-16 czekają na modernizację, FA-50 dopiero dostały uzbrojenie, a Apache jeszcze nie dotarły.
- Decyzja w sprawie stałej bazy USA może zapaść w grudniu, gdy zakończy się przegląd amerykańskiej obecności w Europie. Według Tomczyka najbardziej prawdopodobne lokalizacje to Wielkopolska lub Dolny Śląsk, choć ostatecznej decyzji jeszcze nie ma.
- Wiceszef MON oskarża prezydenckiego ministra Marcina Przydacza o kłamstwo w sprawie informacji od szefa CIA. Chodzi o wiedzę o sytuacji na wschodniej flance NATO, którą John Ratcliffe przekazał ministrowi Tomaszowi Siemoniakowi. Tomczyk podkreśla, że jest ona konkretna i objęta klauzulą tajności, a spór w Kancelarii Prezydenta nazywa "amatorszczyzną" urzędników Karola Nawrockiego.
- Polska wciąż chce przekazać Ukrainie MiG-29, w zamian licząc na dostęp do ukraińskich dronów dalekiego zasięgu. Zdolności uderzeniowe dalekiego zasięgu i obrona przed dronami, rakietami manewrującymi i balistycznymi mają być priorytetem wojska na najbliższe miesiące.
Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, Wirtualna Polska: Biorąc pod uwagę wiedzę, którą posiadacie - dojdzie do rosyjskiej agresji na państwa bałtyckie?
Cezary Tomczyk, wiceminister obrony narodowej: Zaczynamy od mocnego pytania.
Wszyscy sobie je dzisiaj zadają. Ostatnio mocne wystąpienie miał w Sejmie premier, dlatego pytamy.
Wachlarz scenariuszy nakreślił premier. Dla nas wszystkich najczarniejszy jest oczywisty, czyli prowadzenie operacji obronnej, ale jestem przekonany, że nie jest to scenariusz pewny i wszystko zależy od nas. Spektrum jest bardzo szerokie, od "nic się nie dzieje" aż po "dzieje się wojna", a wszystko, co jest pomiędzy, jest dziś scenariuszem, który może się wydarzyć w Europie.
Czy zagrożenie dla państw bałtyckich jest bardziej prawdopodobne niż scenariusz bazowy, o którym mówił premier w kontekście Polski, czyli "przypadkowe" uderzenia dronów?
Zagrożona jest cała flanka wschodnia. W każdym z tych państw można się spodziewać eskalacji w takiej czy innej formie. Są kraje, w których prowokacje w rodzaju akcji krymskiej są bardziej prawdopodobne. W Polsce nie wyobrażam sobie takiego scenariusza, bo oznaczałby de facto wojnę. Natomiast masywny wlot dronów i rakiet, połączony z sabotażami i dywersją, to dziś scenariusz czarny, ale nie nieprawdopodobny.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Czy taka powtórka z września zeszłego roku, tym razem z uzbrojonymi dronami, nie byłaby już wojną?
To trudne pytania i nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Z naszego punktu widzenia byłby to scenariusz co najmniej przedwojenny. Rosja też sobie takie pytania zadaje, a to, że nie potrafimy dziś odpowiedzieć na wszystkie, świadczy o powadze sytuacji. To pytanie o granice art. 5. Jestem przekonany, że w razie ataku na Polskę artykuł zadziała i możemy liczyć na sojuszników.
Jeden z pana kolegów z rządu postawił znak równości między cyberatakiem wyłączającym elektrownię a zrzuceniem na nią bomby. Trzymając się tej logiki, byłby to art. 5. Zgadza się pan?
Polska jest dziś jednym z najbardziej atakowanych państw świata w cyberprzestrzeni, na pewno w pierwszej trójce, jeśli chodzi o sieci wojskowe. Odpieramy te ataki skutecznie. Dopiero ocena konsekwencji takiego ataku pozwala na jego kwalifikację. Strategia rosyjska jest trochę jak anegdota o gotowaniu żaby. Mamy powolną eskalację i nie ma jasnej granicy między wojną hybrydową a konfliktem kinetycznym. Jak zakwalifikować zeszłoroczny wlot dronów? Art. 5 czy nie? Użyliśmy wtedy art. 4. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli zadawać sobie więcej tych pytań. Zacieśniamy nasze relacje z sojusznikami, w tym z Ameryką.
(Art. 4 uruchamia się w momencie zagrożenia (obliguje sojuszników do pilnych rozmów i analizy sytuacji), podczas gdy Art. 5 wchodzi w życie w przypadku realnego ataku zbrojnego na państwo członkowskie i oznacza uruchomienie reakcji całego Sojuszu - przyp.red.).
Jeszcze niedawno premier ostrzegał ogólnie, że kolejne miesiące mogą przynieść eskalację. Teraz zdecydował się wyłożyć karty na stół i pokazać scenariusz. Co się zmieniło?
Po pierwsze, ostrzeżeń jest coraz więcej; płyną zarówno z polskich, jak i zagranicznych wywiadów, w tym także Stanów Zjednoczonych. Po drugie, premier Tusk mówi o tym od kilku miesięcy, ale mam wrażenie, że jego słowa nie zostały potraktowane z wystarczającą powagą. Dlatego ostrzeżenie musiało zostać wypowiedziane wprost. Zagrożenie jest realne.
Jak było w końcu z raportem Ratcliffe'a? Raz słyszeliśmy, że istnieje, potem że premier go nie widział, a Pałac mówi, że to co najwyżej notatka ze spotkania.
To konkretna wiedza, którą przywiózł minister Tomasz Siemoniak po spotkaniu z szefem CIA. Dotyczy ona sytuacji na wschodniej flance NATO oraz koniecznych i możliwych reakcji na scenariusze, które obserwujemy, ale i te, które mogą zadziać się w przyszłości. Te informacje minister Siemoniak przekazał w pierwszej kolejności premierowi. Z tymi informacjami został zapoznany także szef BBN-u, minister Grodecki, który mówił o tym publicznie. Widziałem wpis ministra Przydacza, który kwestionował te dane. Czyli mamy jednego ministra z Kancelarii Prezydenta, który nie zgadza się z innym ministrem z Kancelarii Prezydenta. To nie buduje powagi prezydenta Nawrockiego oraz świadczy o amatorszczyźnie w działaniu jego urzędników. Minister Przydacz kłamie nie pierwszy raz. Myślę, że prezydent powinien zareagować.
Chodziło mu chyba o to, że nie ma raportu w sensie dokumentu.
Treść jest objęta klauzulą "tajne" i "ściśle tajne", więc ani forma przekazanych informacji, ani szczegóły nie mogą zostać ujawnione. Mówimy o bardzo konkretnej wiedzy przekazanej najważniejszym osobom w państwie.
Wróćmy do wątku bałtyckiego. Mariusz Błaszczak mówił, że polscy żołnierze powinni bronić Polski, a teraz łagodzi to stanowisko, twierdząc, że odpowiedzią powinien być cały sojusz.
Mariusz Błaszczak być może próbuje zmyć z siebie głupotę, którą wygłosił. To bardzo poważne słowa, które na Kremlu są czytane. Jeżeli wprowadzimy do obiegu publicznego wątpliwość co do działania art. 5, to znaczy, że on nie zadziała. Jeżeli dziś kwestionujemy pomoc państwom bałtyckim, to jutro ktoś zakwestionuje pomoc Polsce.
A jeśli będą to operacje pod fałszywą flagą i Rosja powie, że to nie jej drony? Sojusz może uznać, że nie ma stuprocentowych dowodów.
NATO to organizacja o dużej wiedzy, która dysponuje materiałami wywiadowczymi wszystkich państw sojuszu. W razie incydentu na poziomie natowskim na pewno będziemy wiedzieli, kto za nim stoi.
Niemcy ponad wszelką wątpliwość ustaliły, że za incydentem w Lipsku stała Rosja, a ładunki nie wybuchły tylko przez zepsute zapalniki. I co? Nie widać retorsji poza wydalaniem dyplomatów.
Gwarantuję panom, że państwa używają różnych instrumentów, żeby w takich przypadkach odpowiedzieć retorsjami. Dzieje się tak w każdym silnym kraju. Nie o wszystkim dowiemy się publicznie; najważniejsze, żeby Rosja poniosła konsekwencje.
Można odnieść wrażenie, że to jak w słynnym skeczu: my gramy z Rosjanami w szachy, a oni z nami w dupniaka.
Jako Unia Europejska nałożyliśmy na Rosję setki różnych sankcji - na produkcję, jej towary, obywateli. Każdy kolejny atak powoduje reakcję ze strony UE i NATO. O części reakcji wiemy i to wachlarz, o którym wspomniałem przed chwilą. Jest też druga sfera, niejawna; mogę zapewnić, że państwo rosyjskie odczuwa skutki swoich działań.
Mieliśmy uderzenie rakiety Ch-101 na Lubelszczyźnie, potem uderzenie drona w przejście graniczne tuż obok Polski. Co reakcja na nie mówi o stanie naszego przygotowania?
Wszystko zadziałało tak, jak trzeba. Mieliśmy parę F-16 gotowych do zestrzelenia obiektu, a nasze systemy obrony przeciwlotniczej śledziły go i w razie przekroczenia granicy doszłoby do zestrzelenia. Dowódca operacyjny wydał taki rozkaz.
Pytamy też o obronę cywilną: ewakuację, zaskoczone płaczące dzieci.
Tak wygląda kryzys. Reakcja zawsze będzie opatrzona takimi obrazami. Przejście graniczne zostało ewakuowane. Mieliśmy wcześniej tego typu informacje w sprawie przejścia w Dorohusku i za każdym razem było ono zamykane. Straż Graniczna przeprowadziła ewakuację w odpowiednim momencie, na miejscu już dzień później było wojsko i wybudowało miejsca ukrycia na wypadek zagrożenia z powietrza. Wszystkie służby zrobiły to, co do nich należy.
Od lat słyszymy o zagrożeniach i mamy ustawę reaktywującą obronę cywilną. Czy ludzie wiedzą, gdzie są schrony? Ewakuacja okazała się nieprzećwiczona. Uczymy się na żywym organizmie.
Ten rząd odbudowuje obronę cywilną w Polsce, która została zlikwidowana przez rząd PiS. Wydatek państwa w ciągu dwóch lat to w sumie prawie 34 miliardy złotych. Wzmacniamy właściwie każdą gminę. Kupujemy syreny, specjalistyczny sprzęt i samochody. Budujemy magazyny na sprzęt, magazyny energii, miejsca ukrycia czy schrony. Przygotowujemy państwo na wypadek wszelkich zagrożeń. To ogromny strumień finansowy dla samorządów. Nie musielibyśmy budować schronów, gdyby ktoś zbudował je wcześniej. Chodzi o system, w którym ludzie wiedzą, jak się zachować i jak zareagować. Co znaczy dźwięk syreny modulowany przez trzy minuty?
Zagrożenie.
I co dalej?
Powinniśmy udać się do miejsca schronienia i sprawdzić komunikaty w telewizji. Jeśli nie ma schronu, jest garaż podziemny albo miejsce we własnym domu bez okien, gdzie jest największa możliwa ochrona. Zdaliśmy?
Zdaliście. Mówię o tym, bo przy uderzeniu rakietowym mówimy o reakcji na poziomie kilku minut, od momentu, kiedy nasze stacje radiolokacyjne zlokalizują rakietę. Wynika to z prędkości rakiety, która w przypadku rakiet hipersonicznych wynosi nawet kilka tysięcy km/h. Nie zawsze będzie czas, żeby iść dwa kilometry dalej, by szukać schronu. Każdy obywatel musi odpowiedzieć sobie na pytanie – jak się zachować, co jest mu potrzebne, co, jeśli zabraknie prądu, czy dzieci wiedzą, jak się zachować, jeśli przez jakiś czas nie będą działać telefony, a będą poza domem. O tym jest poradnik bezpieczeństwa i tego uczymy na szkoleniach. Samo wojsko szkoli dziś około 600 tysięcy ludzi rocznie tylko w ramach obrony cywilnej. Taki system buduje się latami, my próbujemy walczyć z czasem.
Na ile jesteśmy gotowi militarnie? Gdyby powtórzył się atak z września zeszłego roku, ale z uzbrojonymi dronami?
Polska jest gotowa do zestrzelenia wszelkiego rodzaju systemów powietrznych, które naruszą naszą granicę, łącznie z rakietami balistycznymi.
Czy nadal obowiązuje wymóg identyfikacji wizualnej przed decyzją o zestrzeleniu?
Rozwiewam tutaj wątpliwości. Potrzebna jest nam pozytywna identyfikacja, niekoniecznie wizualna. Chodzi o to, że dowódca operacyjny musi być pewien, że jest to wrogi obiekt. Wojsko doprecyzowuje dokumenty i instrukcje w tym zakresie. Zmieniliśmy prawo i wydaje mi się, że prawie nikt tego nie zauważył. Ustawa uchwalona w grudniu 2025 r. daje prawo preautoryzacji dla systemów półautomatycznych, takich jak Patriot. Dowódca operacyjny uzbraja Patrioty i, kiedy do systemu trafia informacja, że leci rakieta, na przykład w kierunku Warszawy, system może zadziałać automatycznie.
Czy wiadomo, dlaczego Amerykanie odwołali wizytę wicepremiera? Czy to świadczy o ochłodzeniu relacji?
Wizyta została przełożona na pilną prośbę strony amerykańskiej, wynikającą z konfliktu terminów. Trwa ustalanie nowego terminu i prawdopodobnie w ciągu kolejnych kilku tygodni dojdzie do spotkania wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza z amerykańskim odpowiednikiem. Jednocześnie rozmowy z Amerykanami są prowadzone cały czas. Do Waszyngtonu jadą wiceministrowie Magdalena Sobkowiak-Czarnecka i Paweł Zalewski, którzy będą kontynuować rozmowy i przygotowywać kolejne umowy dotyczące współpracy Polski i USA.
Czy przełożenie wizyty ma związek z nowymi informacjami dotyczącymi zagrożeń?
Jesteśmy w bardzo intensywnym okresie, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo całej wschodniej flanki. Po sygnałach ze strony amerykańskiej oraz po spotkaniu szefów sztabów państw NATO potrzebne są teraz pilne działania dotyczące bezpieczeństwa państw Sojuszu. Na tym właśnie skupiamy się w tej chwili.
Czy przełożenie wizyty wpływa na rozmowy o bazach amerykańskich albo współpracy przemysłowej?
Rozmowy idą dalej. Polska prowadzi z USA konsultacje dotyczące wzmocnienia amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce, a rząd podjął już działania przygotowujące Polskę do utworzenia stałej bazy wojsk USA. Równolegle rozwijamy współpracę przemysłów obronnych i rozmowy o koprodukcji uzbrojenia. To właśnie między innymi te kwestie będą przedmiotem kolejnych rozmów polskiej delegacji w Waszyngtonie.
Kiedy spodziewać się decyzji w sprawie amerykańskiej bazy?
W grudniu zakończy się przegląd obecności amerykańskiej w Europie i to jest moment, kiedy możemy oczekiwać szczegółów. Najbardziej prawdopodobne jest województwo wielkopolskie lub dolnośląskie, ale nie mamy ostatecznej decyzji. Trwają prace zespołów negocjacyjnych po polskiej i amerykańskiej stronie.
Raczej Wielkopolska czy Dolny Śląsk?
Zostaję przy tej ocenie, a ostatnia wizyta delegacji z Departamentu Wojny, która oglądała lokalizacje i rozmawiała z żołnierzami tu służącymi, prowadzi nas w dobre rejony.
Kto ogłosi decyzję: rząd czy prezydent? Mamy rozmowy międzyrządowe, ale i zabiegi prezydenta Nawrockiego u Trumpa.
Po pierwsze, kibicuję relacjom prezydenta Nawrockiego z prezydentem Trumpem i uważam, że każdy patriota powinien. Tego samego oczekuję od Pałacu Prezydenckiego względem rządu. To nie jest żaden wyścig. To dla nas wszystkich kolosalnie ważne. Ogłoszenie nastąpi albo przez prezydenta Stanów Zjednoczonych, albo przez prezydenta Nawrockiego, albo przez premiera Tuska. Czas pokaże.
Kiedy baza realnie może powstać i kto za nią zapłaci?
Rząd zapewni konieczne finansowanie. Za większość kosztów infrastrukturalnych będą odpowiadać Polska i NATO, a za utrzymanie żołnierzy w większości sami Amerykanie. Jesteśmy gotowi zacząć choćby jutro. Harmonogram budowy to kwestia ustaleń między państwami, a z naszej perspektywy im szybciej, tym lepiej. Od wielu lat budujemy zdolności do przyjęcia wojsk amerykańskich i NATO: magazyny paliw, magazyny uzbrojenia, koszary. Ale za stałą obecnością idzie coś innego: infrastruktura dla rodzin, domy, szpitale, szkoły. To największe obciążenie, które spoczywa na państwie.
Minister Błaszczak powiedział w programie "Tłit", że gdyby rządziło PiS, mielibyśmy już od roku wybudowany Fort Trump.
Patrząc na ministra Błaszczaka i słuchając go, nie dziwię się, że PiS jest w tak trudnej sytuacji politycznej. Wydaje mi się, że śp. Ludwik Dorn mocno przewidział pewne fakty i miał dużo racji, nie inwestując w tę postać.
Ale notowania rządu też nie błyszczą.
Koalicja Obywatelska od dawna zajmuje pierwsze miejsce w sondażach wyborczych, a notowania rządu są ostatnio coraz lepsze.
Zaginął gdzieś słuch o pięciu tysiącach żołnierzy amerykańskich, którzy mieli tu przybyć.
Ta sprawa została ogłoszona przez prezydenta Trumpa. Przede wszystkim wstrzymano wycofywanie żołnierzy amerykańskich i wracamy do stanu, który był wcześniej. Mam nadzieję, że negocjacje w sprawie bazy zaprowadzą nas do dodatkowych żołnierzy, o których wspominał prezydent Trump.
No właśnie – czy to mają być dodatkowi żołnierze w stosunku do stanu sprzed decyzji Trumpa, czy odtworzenie stanu dotychczasowego, sprzed decyzji USA o wstrzymaniu rotacji?
Jeszcze nie pytałem o to prezydenta Trumpa, ale zrobię to przy kolejnym spotkaniu. (Śmiech.) Na pewno prezydent Nawrocki wie na ten temat więcej.
Na ile jesteśmy gotowi ze sprzętem, który mamy i który wchodzi do uzbrojenia?
Polska buduje swoje zdolności, a w wielu przypadkach zastaliśmy ruinę. Tak było w Polskiej Grupie Zbrojeniowej i w naszym programie amunicyjnym. Każdy wie, że artyleria i suwerenność amunicyjna powinny być podstawą budowania zdolności. Rząd Donalda Tuska rozpoczął budowę trzech fabryk amunicji i zagwarantował nam pełną suwerenność w tym zakresie.
Kluczowym punktem jest lotnictwo. Mamy F-35, które trafiają do Polski, ale minie jeszcze wiele miesięcy, zanim na dobre wejdą w dyżury bojowe. Mamy F-16 przed modernizacją, a kontrakt w tej sprawie podpisał wicepremier Kosiniak-Kamysz. Mamy samoloty FA-50, które dawno powinny być w dyżurach bojowych, ale minister Błaszczak to pierwszy minister, który kupił samoloty bojowe bez uzbrojenia. To tak, jakby kupić samolot bez silnika. Uzbrojenie do nich zakupiliśmy dopiero kilka miesięcy temu i w ciągu kilku miesięcy wejdą w skład dyżurów bojowych. Jesteśmy pięć lat po zakupie samolotu z Korei, którego minister Błaszczak dokonał w ciągu kilku tygodni. To nie samolot był zły, tylko głupota ministra Błaszaka wielka. Jesteśmy więc w trudnym momencie: przed uzyskaniem zdolności operowania F-35, przed modernizacją F-16, w trakcie uruchamiania dyżurów bojowych FA-50 i przed dostawami Apache. Zaraz będziemy mieli ogromne zdolności lotnicze, ale teraz je przebudowujemy.
Kiedy FA-50 wejdą w dyżury bojowe?
W przyszłym roku na pewno. Mają odciążyć F-16 w bieżącym patrolowaniu polskiego nieba. Mogą służyć w dyżurach przeciwko dronom odrzutowym i pociskom manewrującym. Będą wchodziły do akcji na zmianę z F-16.
Jaki sprzęt planujemy jeszcze przekazać Ukrainie?
Nie mogę powiedzieć, ale o MiG-ach-29 mogę, bo ta sprawa została właściwie uzgodniona i nasze stanowisko się nie zmieniło. Chcemy je przekazać Ukrainie. Chcemy uzyskać dostęp do ukraińskich technologii dronowych i jesteśmy bliżej finału. Strona ukraińska uważa, że sprawa zostanie dopięta wkrótce.
Ile MiG-ów przekażemy i co dostaniemy w zamian - wspomniane drony?
Byliśmy gotowi przekazać kilka sztuk, ale nie wiem, jaki będzie finał. W zamian chcemy drony. Przekazaliśmy Ukrainie listę systemów, którymi jesteśmy zainteresowani.
Interesują nas pojedyncze drony czy cały system dronowy? Niektóre ukraińskie drony powstają w garażu z części z Tajwanu czy z AliExpress.
Interesują nas głównie drony dalekiego zasięgu - jedna z najważniejszych zdolności uzyskanych przez Ukrainę, która będzie miała kolosalne znaczenie, także dla Polski. Gdyby mnie panowie zapytali, czym będziemy się zajmować przez najbliższe miesiące, to właśnie Deep Precision Strike. To cel numer jeden. Walka z dronami odrzutowymi dalekiego zasięgu, rakietami manewrującymi i balistycznymi to dziś bezwzględnie pierwsza potrzeba Wojska Polskiego.
A co z przekazaniem Ukrainie pocisków do Patriotów?
Donacje są dokumentami zastrzeżonymi, więc o nich nie mówimy. Decyzję podejmuje Rada Ministrów, a taka jeszcze nie zapadła.
A my zaczniemy produkcję pocisków do Patriotów?
Wiele państw europejskich deklaruje zainteresowanie budową takiej fabryki lub fabryk. Polska w oczywisty sposób też, ale finał dopiero przed nami.
Przystąpiliśmy do koalicji antybalistycznej jako 11. kraj. Co ma z tego wyniknąć?
Koalicja antybalistyczna to budowanie zdolności do wytwarzania na poziomie europejskim efektorów, które mogą uzupełniać obecnie posiadane systemy. Widzimy, jak Amerykanie zużywają sprzęt i ile Patriotów wykorzystano na Bliskim Wschodzie. Na Ukrainie te zasoby są na wyczerpaniu. Europa nie może być zakładnikiem tego, czy dostaniemy pociski w ramach kontraktów. Dlatego Ukraina wystąpiła z inicjatywą i zaprosiła do niej państwa europejskie, żeby wspólnie zbudować dodatkowy system antyrakietowy.
Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen zapowiedziała, że niewykorzystane środki z SAFE trafią na projekty z Ukrainą. Wywołało to zamieszanie, bo państwa członkowskie spłacają pożyczkę w całości.
Polska wystąpiła o środki i w 100 proc. je dostała. I także w 100 proc. je wykorzysta. Na tym się teraz skupiamy. Kwestiami dotyczącymi SAFE w relacjach z Unią Europejską zajmuje się minister Sobkowiak-Czarnecka.
Jak pan przyjął pomysły sprzedaży akcji PGZ innym spółkom państwowym?
Uważam, że im więcej kapitału w polskim przemyśle zbrojeniowym, tym lepiej. Orlen nie ma dziś spółki defence, a na pewno powinien mieć ją w przyszłości. Ma dużo kapitału, który może służyć inwestycjom w kraju. Paliwa kopalne mają swój kres, więc Orlen powinien inwestować w branże przyszłościowe. Jestem zdecydowanym zwolennikiem tego, by spółki Skarbu Państwa wchodziły w kooperacje, także w przemyśle zbrojeniowym.
Tyle że sens operacji polega na tym, że pieniądze trafią nie do PGZ na inwestycje, ale do ministra finansów, dzięki czemu zmniejszy się deficyt.
Minister aktywów państwowych, przy wsparciu ministra finansów, finansuje największe inwestycje zbrojeniowe w ramach Funduszu Inwestycji Kapitałowych. Budowa fabryk amunicji i rozszerzenie możliwości produkcyjnych PGZ to środki bezpośrednio z budżetu państwa i jesteśmy tym głęboko zainteresowani. W ramach SAFE aż 89 procent środków ma trafić do polskiego przemysłu i gospodarki.
Nie boicie się zarzutu, że to furtka do częściowej prywatyzacji sektora zbrojeniowego? Orlen nie jest w całości państwowy.
Orlen jest pod kontrolą państwa. Chyba nikt w Polsce nie ma w tej sprawie wątpliwości. Ale są też inne przykłady. Firma WB Electronics: tam 26 proc. akcji należy do Skarbu Państwa. Rzadko o tym mówimy, a to świetna kooperacja. Powinniśmy robić wszystko, żeby stwarzać możliwości kapitałowe.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.