The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, October 2, 2026

Lider Konfederacji o powszechnym poborze. Szacunek, panie Mentzen

Translate

"Każdy, kto twierdzi, że powinniśmy mieć wyłącznie armię zawodową, tak naprawdę domaga się tego, żeby Polska nie miała szans obronić się przed Rosją. Gdyby Ukraina opierała się na armii zawodowej, upadłaby jakieś cztery lata temu. Ukraina broni się tylko dlatego, że ma pobór" - napisał Sławomir Mentzen, jeden z dwóch liderów Konfederacji, na platformie X.

"Nie zdążą uciec za granicę. To w ich najlepszym interesie jest przygotować się do tego. Znacznie zwiększy to ich szanse na przeżycie. Gdy miliony ludzi ruszą na zachód, a wojsko potrzebować będzie dróg dla swoich potrzeb, korki zrobią się tak gigantyczne, że ciężko będzie wyjechać z miasta, a co dopiero dotrzeć do Niemiec. Mało komu uda się uciec" - przewiduje polityk.

"Chciałbym oczywiście żyć w świecie, w którym wszyscy są młodzi, piękni i bogaci, nie ma wojen, chorób, podatków i złych ludzi. Ale taki świat niestety nie istnieje. A w świecie, który istnieje, mamy sąsiada, który poważnie rozważa zaatakowanie nas. Dlatego Finlandia, Szwecja, Estonia, Litwa i Łotwa szkolą młodych mężczyzn. Tylko polscy politycy boją się jeszcze powiedzieć prawdę swoim wyborcom" - napisał lider Konfederacji.

Konkluzja jest dla niego oczywista: "Powszechne szkolenia dla 19-latków trzeba przywrócić już teraz. A tak naprawdę to trzeba ich było nigdy nie zawieszać".

Wołanie o gotowość

Od dłuższego czasu Mentzen szczególnie chętnie wypowiada się na temat obronności. Jego stałym motywem jest przestroga przed kiepskim przygotowaniem polskiego państwa do jakiejkolwiek konfrontacji zbrojnej z wrogiem (w domyśle z Rosją). Lider partii Nowa Nadzieja mówi, że polskie oddziały nie są ćwiczone na wypadek jakiejkolwiek mobilizacji, a system obrony cywilnej jest kompletnie rozmontowany. Obwinia o to zarówno poprzednią, pisowską, jak i obecną władzę.

Co ciekawe, równocześnie politycy Konfederacji zarzucają Donaldowi Tuskowi, że straszy wojną, sami zaś wiele razy domagali się aby "nie drażnić Rosji". Logika Mentzena jest taka: skoro obecny rząd ostrzega, powinien to powiązać z większą gotowością. Niemniej jego wpis o powszechnym poborze to coś dużo więcej niż łapanie Tuska i jego ministrów za słówka. Wygląda na to, że uznaje on zagrożenie za co najmniej prawdopodobne, a w każdym razie docenia znaczenie ewentualnego odstraszenia Putina wojenną gotowością.

To, że przywrócenie powszechnego poboru może się okazać niezbędne, powtarzają niektórzy wojskowi: generał Leon Komornicki, były zastępca szefa sztabu generalnego czy generał Jarosław Kraszewski, były dyrektor departamentu w BBN. Ostatnio przyłączył się do nich generał Maciej Klisz, dowódca operacyjny rodzajów sił zbrojnych - członek aktualnego kierownictwa armii, mówiąc, że trzeba sobie zadać pytanie, nie czy przywracać pobór, ale jak to zrobić efektywnie.

Pobór do wojska. Decydują nastroje społeczne

Takie głosy padają i ze strony polityków: Przemysława Czarnka czy Mateusza Morawieckiego. Ale choć Czarnek to kandydat PiS na premiera, a Morawiecki - lider środowiska Rozwój Plus, żadna z tych formacji nie wpisała tego postulatu do swojego programu. Nie zrobiła tego również Konfederacja.

Podobne sugestie zdarzają się i politykom rządzącej koalicji, premier Tusk zapowiadał jakąś formę powszechnych szkoleń już w marcu 2025 roku. Nie zrealizowano tych zapowiedzi do dziś.

Teraz "nie wyklucza tego" nowa wiceminister obrony Magdalena Czarnecka-Sobkowiak. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przypomina, że pobór został jedynie zawieszony w roku 2009. Stało się tak wtedy na wniosek rządu PO-PSL, ale poparł go w Sejmie także opozycyjny PiS, poza jednym posłem Antonim Macierewiczem. Decydowały społeczne nastroje i one się nie zmieniły. Z lipcowego sondażu IBRiS dla "Rzeczpospolitej" wynikało, że przeciwko odwieszeniu poboru jest 51,1 proc. badanych, za - 37,7 proc., a nie ma zdania 11,2 proc.

Czy pobór ma sens?

Niektórzy politycy już przystąpili do polemik z Mentzenem, choćby jego oponent usytuowany na przeciwnym biegunie polityki, Adrian Zandberg, lider Partii Razem. Napisał on, że nadzieje związane z powszechnym poborem są bezsensowne. Dla mas kierowanych do przeszkolenia brakuje i sprzętu, i miejsca.

To nota bene był jeden z argumentów, kiedy pobór zawieszano. Przedstawiano go jako marnowanie czasu powoływanych młodych ludzi, bo wojsko nie było w stanie ich efektywnie wykorzystywać.

Podobnie brzmią opinie niektórych ekspertów od obronności. Mariusz Cielma (redaktor naczelny "Nowej Techniki Wojskowej") wskazuje na bariery logistyczne. Wojsko Polskie nie ma obecnie bazy koszarowej, kadry instruktorskiej ani wyposażenia, by skutecznie przeszkolić cały rocznik młodych Polaków (co stanowiłoby setki tysięcy osób rocznie).

Nie rozstrzygnę tej różnicy zdań, zwłaszcza wobec stanu finansów publicznych, drenowanych od lat, ale przez obecną koalicję doprowadzonych do katastrofy. Jest rzeczą ciekawą, że Mentzen rezygnuje ze swojej postawy nieufnej wobec silnego państwa i wielkich wydatków. Żąda od niego gigantycznego wysiłku.

Powaga i kompromitacja w jednym człowieku?

Jeszcze ciekawsze jest potężne ryzyko polityczne związane z tą wypowiedzią. Konfederacja jest popularna wśród ludzi młodych. Oni szczególnie niechętnie mogą się odnieść do pomysłu przymusowych szkoleń.

Mnie to przypomina ryzyko, jakie podjął ten polityk podczas kampanii prezydenckiej, kiedy kilka razy wypowiadał się bardzo twardo za bezwzględnym zakazem aborcji, idąc wyraźnie przeciw nastrojom sporej części swojego elektoratu.

Możliwe, że Mentzen ma przekonanie, iż w przypadku gotowości obronnej nastroje zaczną się zmieniać, a jemu przypadnie rola poważnego polityka prowadzącego wyborców do nowych konkluzji. Ale powtórzę: na razie ryzyko jest dla niego spore. Mamy politykę rządzącą się sondażami.

Jestem na ogół krytyczny wobec naiwnie wolnorynkowej, czasem wręcz libertariańskiej, agendy tego lidera. I tym bardziej muszę wyrazić dla niego w tym przypadku szacunek, niezależnie od tego, na ile ma rację.

Zarazem on sam gotów jest owo poważne wrażenie na swój temat zniszczyć. Oglądając zdjęcie policjantek przyjmowanych do służby, nie mógł się powstrzymać. "Do dolnośląskiej policji trafiło 150 nowych policjantów. Od razu czuję się bezpieczniej. Gruzińskie gangi, weterani ukraińscy prosto z frontu już drżą ze strachu. Zorganizowana przestępczość po czymś takim się nie podniesie" - mówił na nagraniu.

Oczywiście sytuacja, w której wszyscy święci z premierem i szefem MSWiA zajmują się na gwałt taką wypowiedzią, jest groteskowa. Przypominam sobie pojęcie "kultura oburzingu". Ona w tym przypadku kwitnie na całego, a do grzmiącego chóru polityków koalicyjnych z ogromną skwapliwością dołączył PiS.

Niemniej wypowiedź nie była mądra, policjantki są potrzebne polskiemu państwu, a Mentzen zapomniał o podstawowej zasadzie obecnej medialnej demokracji, że nie warto się narażać żadnej grupie bez poważnej przyczyny, dla samej satysfakcji. Zwłaszcza jeśli to satysfakcja wątpliwa.

A jednak nie mogę się powstrzymać, aby jeszcze raz nie wyrazić mu szacunku w sprawie po stokroć ważniejszej. Natrafienie na niekoniunkturalne zachowanie politycznego lidera to dla mnie święto. I piszę to jako ktoś, kto raczej nie będzie wyborcą Konfederacji.

"Polityczny WF": Powiedział wprost o drogim paliwie. "Nie możemy być niewolnikami"INTERIA.PL


View the original on Interia →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.