„Nie wiem, co robić w tej strasznej sytuacji”. 30 lat od Nobla, który wywrócił świat Szymborskiej do góry nogami

Opracowanie: Joanna Potocka Publikacja: Dzisiaj, 3 października (06:58)
Dzwoniący z gratulacjami i wyrazami współczucia Czesław Miłosz, żarty o porwaniu samolotu i szwedzkie embargo na zdjęcie z królem. Kiedy 30 lat temu Akademia Szwedzka ogłosiła swój werdykt o przyznaniu Polce Nagrody Nobla z literatury, Wisława Szymborska chciała tylko dokończyć pisanie wiersza w zakopiańskim pensjonacie. Zamiast tego musiała stawić czoła medialnemu tsunami.
Zakopane 03.10.1996. Poetka Wisława Szymborska w willi Astoria po otrzymaniu informacji o przyznaniu jej Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. W głębi Teresa Walas, szefowa krakowskiego oddziału Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich (foto: Jacek Bednarczyk) /PAP
„Nawet w Tatry uciec nie mogę”. Telefon, który zmienił wszystko
3 października 1996 roku Wisława Szymborska przebywała w Domu Pracy Twórczej Astoria w Zakopanem. Pochłonięta pracą nad nowym wierszem, nie spodziewała się, że za chwilę jej życie zmieni się na zawsze. Nagle została wywołana do telefonu – dzwonił pracownik Akademii Szwedzkiej z oficjalnym powiadomieniem o przyznaniu jej literackiego Nobla.
Zaskoczona i poruszona poetka przyznała, że „nie wie, co robić w tej strasznej sytuacji i że nawet w Tatry uciec nie może, bo jest zimno i pada deszcz”. Do rozpoczętego tego dnia wiersza wróciła dopiero po trzech latach.
Już wcześniej nazwisko Szymborskiej pojawiało się w gronie kandydatów do tej prestiżowej nagrody, lecz po wyróżnieniu Seamusa Heaneya w 1995 roku była przekonana, że Akademia nie przyzna Nobla dwóm poetom z rzędu. Tym większe było jej zaskoczenie, gdy okazało się, że to właśnie ona została doceniona za „poezję, która z ironiczną precyzją pozwala historycznemu i biologicznemu kontekstowi ukazać się we fragmentach ludzkiej rzeczywistości”.
Obiad na zimno i ucieczka do łazienki. Koszmar nagłej sławy
Wieść o Noblu rozniosła się błyskawicznie. Do Astorii w Zakopanem przybyli dziennikarze z całej Polski. Szymborska, na szybko zwołanej konferencji prasowej w hallu Astorii, mówiła:
„Mam nadzieję, że nie przewróci mi się w głowie”.
Mimo prób zachowania spokoju, jej prywatność została wystawiona na ciężką próbę – tłum dziennikarzy i fotoreporterów czatował pod drzwiami jej pokoju, a nawet drogę do łazienki musiała pokonywać przez kordon reporterów.
Poetka nie miała chwili wytchnienia. Podczas próby zjedzenia obiadu kolejny raz została wezwana do telefonu – tym razem dzwonił Czesław Miłosz z gratulacjami i wyrazami współczucia, tłumacząc, że doskonale zna ciężar sławy, który właśnie spadł na barki Szymborskiej. Do końca pobytu w Astorii nie udało jej się zjeść nic ciepłego.
Papieros z królem i embargo na zdjęcie
Podróż do Sztokholmu po odbiór nagrody również obfitowała w anegdoty. Szymborska z przyjaciółką Teresą Walas żartowały, że mogłyby „sterroryzować załogę, porwać samolot i skierować go na południe, by przeczekać uroczystości w ciepłych krajach”.
Na wielkim bankiecie noblowskim Szymborska siedziała obok króla Karola Gustawa XVI. Rozmawiała z monarchą po francusku, opowiadała dowcipy, a nawet udało jej się wyciągnąć króla na papierosa. Władze szwedzkie nałożyły embargo na zdjęcie, na którym oboje trzymają papierosy, by nie gorszyć poddanych.
Popularność i obowiązki związane z Noblem okazały się dla poetki ogromnym wyzwaniem. Jej bliscy zaczęli dzielić jej życie na dwa etapy: przed i po „tragedii sztokholmskiej”. Jednak, jak wspominał publicysta i krytyk literacki Jerzy Illg, „zniosła to z godnością”.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.