Kolejny skandal w Szpitalu Południowym. Dziecko nie żyje
Jak podaje Onet, kobieta z pękniętą macicą i krwotokiem wewnętrznym czekała ponad trzy godziny na ginekologa w Szpitalu Południowym w Warszawie. Jej córka Michalinka zmarła.
Szpital Południowy w Warszawie
Źródło zdjęć: © PAP | Marcin Obara
21 czerwca, w niedzielę, kobieta trafiła na SOR Szpitala Południowego karetką o godz. 14.23. Była w 22. tygodniu ciąży. Zapewniono ją, że ginekolog zbada ją niezwłocznie. W rzeczywistości lekarka zjawiła się dopiero o godz. 17.45 – z przenośnym USG – po tym, jak pielęgniarka ponownie zadzwoniła na oddział ginekologii.
– Czekałam z umierającym dzieckiem w brzuchu kompletnie sama. Gdy mówiłam, że boli mnie przeraźliwie, nikt nie reagował – relacjonuje kobieta w rozmowie z Onetem. Co pół godziny przywoływała machaniem ręki kogoś z personelu, pytając o lekarza. Słyszała, że czekają na wyniki krwi. Nie podłączono jej do KTG. Nie wykonano USG.
"Stan dobry" przy wykrwawianiu się
W dokumentacji medycznej SOR-u jej stan opisano jako "dobry" – mimo że z powodu krwi zbierającej się w otrzewnej nie była w stanie samodzielnie dojść do gabinetu USG. Jak się później okazało, utraciła ok. trzech litrów krwi, a w jamie otrzewnej zebrało się ponad dwa litry. Miała ponad 40 szwów i 17-centymetrową bliznę po operacji ratującej życie.
Ginekolog, który w końcu przeprowadził badanie USG, stwierdził niskie tętno płodu – 90 zamiast prawidłowych ok. 140–150– oraz obecność krwi w brzuchu. Podejrzewał pęknięcie macicy. Decyzja o natychmiastowej operacji zapadła błyskawicznie. Wezwany chirurg, który przyszedł roześmiany, potwierdził diagnozę i zlecił pilny zabieg.
Córkę kobiety, Michalkę, wyciągnięto z worka owodniowego, który przemieścił się przez pęknięcie macicy do jamy otrzewnej. Zespół reanimacyjny walczył o dziecko przez dwie godziny. Dziewczynka raz podjęła samodzielną próbę oddychania, ale w skali Apgar otrzymała 0 punktów. Była niedotleniona i sina. Nie przeżyła.
Gdzie byliście przez te trzy godziny? – zapytała kobieta personel w chwili, gdy wokół niej zaczął się nagły ruch. Nikt nie odpowiedział. Lekarka tylko spuściła wzrok. Kobieta zapowiada, że złoży skargę do Rzecznika Praw Pacjenta i konsultuje możliwość zgłoszenia sprawy do prokuratury.
– Mam niezgodę na to, jak traktowane są kobiety ciężarne w szpitalach – podkreśla.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.