Żyją w najpiękniejszej wiosce świata. Mają już dość i pakują walizki

Bibury od lat wygrywa rankingi na najpiękniejszą wioskę świata, a jej zabytkowe domki trafiły nawet na strony brytyjskich paszportów i były scenerią do hollywoodzkich filmów. Dla mieszkańców ten bajkowy raj zamienił się jednak w turystyczne piekło. Przez bezmyślne zachowania tłumów, zaglądanie w okna i permanentny brak prywatności, kolejni rodowici mieszkańcy decydują się na spakowanie walizek i ucieczkę z własnych domów.
Arlington Row w Bibury - magnes na tysiące turystów /Shutterstock
Bibury przyciąga rokrocznie dziesiątki tysięcy turystów z całego świata. Największą atrakcją wioski jest Arlington Row – ciąg XVII-wiecznych domków, które nie tylko widnieją na wewnętrznej stronie brytyjskich paszportów, ale także pojawiły się w hollywoodzkich produkcjach, takich jak „Dziennik Bridget Jones” czy „Gwiezdny pył”.
Z czasem popularność Bibury jeszcze wzrosła, zwłaszcza po pandemii Covid-19. W szczytowe weekendy przez wioskę przewija się nawet 20 tysięcy osób, z których wielu przybywa autokarami w ramach zorganizowanych wycieczek.
Koniec cierpliwości. Dlaczego mieszkańcy pakują walizki?
Brian i Jill, którzy od ponad 14 lat mieszkają przy Arlington Row, zdecydowali się opuścić swój dom. Jak podkreślają, nieustanne trzaskanie drzwiami, zaglądanie w okna czy niekończące się sesje zdjęciowe turystów sprawiły, że codzienne życie stało się dla nich nie do zniesienia.
Według nich po pandemii zachowanie turystów uległo zmianie: stali się bardziej bezmyślni, a ich liczba często uniemożliwia mieszkańcom nawet wyjście z domu czy przestawienie samochodu.
„Row zawsze znajduje się w centrum zainteresowania turystów w wiosce i wydaje się, że każdy z nich chce zrobić sobie selfie, zdjęcie lub wideo z samym sobą i czternastoma znajomymi gdzieś przy Row. Prawie wszystkie pozy i wysiłek, jaki w to wkładają, dotyczą bardziej ich samych niż budowli, którą przyszli zobaczyć!” – napisał Brian w swoim pożegnalnym felietonie na łamach lokalnej gazety.
Chociaż Bibury od lat cieszy się renomą bajkowego miejsca i regularnie pojawia się w rankingach najpiękniejszych wiosek świata, dla jej mieszkańców sława okazuje się mieczem obosiecznym. Turyści nie tylko naruszają prywatność, ale także wpływają negatywnie na środowisko naturalne. Latem odwiedzający brodzą w płytkiej rzece Coln, rozstawiają w niej krzesła i niepokoją lokalną faunę – łabędzie, kaczki, czy ryby.
Żywa wioska czy turystyczny skansen?
Rząd domków przy Arlington Row powstał w 1380 roku jako magazyn wełny, a 300 lat później został przebudowany na domy tkaczy. W latach 70. XX wieku National Trust odrestaurował te wyjątkowe budynki, a dwa z nich są wynajmowane turystom.
Jednak nawet to nie wystarcza, by powstrzymać niepożądane skutki masowej turystyki. Mieszkańcy skarżą się na coraz większe autokary, wykorzystywanie dronów przez odwiedzających czy przeskakiwanie przez prywatne mury.
Mieszkańcy Bibury przyznają, że z jednej strony mają szczęście żyć w tak pięknym miejscu, z drugiej – codzienne życie staje się coraz trudniejsze.
„To przepiękna wioska, którą niestety niszczą właśnie ci, którzy przyjeżdżają ją zobaczyć!” – podsumowuje Brian, którego oświadczenie cytuje „The Independent”.
Dla wielu mieszkańców to właśnie ta sprzeczność jest największym wyzwaniem: jak zachować urok i dziedzictwo Bibury, nie zamieniając jej w skansen i nie odbierając lokalnej społeczności prawa do spokojnego życia. Odpowiedzi na to pytanie wciąż szukają zarówno mieszkańcy, jak i władze oraz organizacje opiekujące się dziedzictwem narodowym.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.