Nie wszyscy wiedzieli o akcji w TK? Zaskakujące doniesienia z koalicji
– O tym, że w piątek dojdzie do przesilenia w Trybunale Konstytucyjnym, wiedziało zaledwie kilka osób w koalicji. Nawet Kosiniak-Kamysz nie był informowany, że będzie wjazd do Trybunału – przekonuje rozmówca z obozu rządzącego. Podobnie rozwojem sytuacji zaskoczony miał być Szymon Hołownia.
To, zdaniem naszego rozmówcy, może tłumaczyć wczorajsze milczenie liderów PSL i Polski 2050 w mediach społecznościowych. Obaj politycy byli wczoraj wywoływani do tablicy przez opozycję, namawiającą ich do przejścia na jej stronę i doprowadzenia do wcześniejszych wyborów. – Przy każdym kryzysie PiS mówi "zróbcie z nami rząd", ale nie ma na to szans. Nikt nie przejdzie na drugą stronę polaryzacji, bo tu trzeba depolaryzacji - zapewnia jeden z rozmówców koalicyjnych. Inny z rozmówców wyraża zdziwienie zaskoczeniem. Jego zdaniem, skoro poszczególne ugrupowania typowały sędziów, to ich liderzy nie powinni być zaskoczeni rozwojem wypadków.
Polityczne konsultacje
W sobotę o godz. 13 zaczęła się seria spotkań prezydenta Karola Nawrockiego z przedstawicielami klubów parlamentarnych. Na pierwsze zaproszony został wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, który przyszedł w towarzystwie wicemarszałka Sejmu Piotra Zgorzelskiego. Ale nie wszyscy mają ochotę na takie rozmowy. Odmówiła np. Lewica. – Jaki sens ma rozmowa z kimś, kto jest stroną w całym sporze? – przekonuje polityk tej formacji.
Jego zdaniem może dojść do swoistego podziału w koalicji, jeśli chodzi o pozycjonowanie się względem całej awantury o TK. Po jednej stronie jest KO i Lewica, które przyjmują ostrzejszą postawę, a po drugiej PSL i Polska 2050, które apelują o deeskalację.
W koalicji widać więc wyraźny podział, choć, jak zapewnia nasz rozmówca z Lewicy, nie ma pretensji do Kosiniaka-Kamysza, że poszedł na konsultacje.
– Kosiniak-Kamysz w sprawie każdego prezydenta może więcej od innych liderów i takie ustalenie jest od dawna, dlatego że prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, więc nie może po prostu robić mu totalnie wbrew. Jest też kwestia relacji z USA, a szef MON ma tu kontakty – mówi polityk Lewicy.
Z kolei Szymon Hołownia po wyjściu z Pałacu Prezydenckiego ocenił obecną sytuację jako pat i namawiał do zdecydowanych ruchów. – Trzeba zresetować TK. To, co się wydarzyło w TK, nie podnosi prestiżu. Trybunał Konstytucyjny w tym kształcie jest nie do odbudowania – mówił Hołownia.
Spora część prawicy – zwłaszcza Konfederacja i Rozwój Plus – chętnie może wsłuchać się w wypowiedzi Hołowni, bo same proponują reset. Natomiast nasi rozmówcy z prawicy, pytani rano, z czym idą do Pałacu, przyznawali, że dynamika zdarzeń była tak duża, że trudno wypracować jakieś koncepcje. To, co łączy prawicowe ugrupowania, to kwestionowanie zarządzeń wydanych przez Annę Korwin-Piotrowską i odmowa uznania jej działań.
Dalsze kroki
Co dalej? Tego na ten moment nie wie nikt, bo wiele zależy od tego, czy i z czym wyjdą głównie polityczni decydenci w tym temacie, a więc premier i prezydent. W koalicji głosy są zróżnicowane – jedni rozmówcy chcą się trzymać twardej linii względem Pałacu i TK, drudzy przyznają, że po wczorajszych wydarzeniach przyszła pora na jakąś formę deeskalacji.
– Donald Tusk musi usiąść do stołu z Karolem Nawrockim, nikt inny o tym nie zdecyduje. Problem w tym, że na razie ani jeden, ani drugi nie ma interesu politycznego w dogadaniu się. Oni wiedzą, że to jest ten historyczny moment próby. Im większa eskalacja, tym większa zasługa tych, którzy wytrzymają to ciśnienie – argumentuje rozmówca z obozu rządzącego.
Ale z drugiej strony słychać, że plan będzie realizowany.
– We wtorek zbierze się Zgromadzenie Ogólne i po prostu podejmie decyzję w stosunku do Święczkowskiego i jego zastępcy. Teraz wszystko jest w rękach sędziów. Jeżeli ktoś się spodziewał, że został tam posłany Berek, jeżeli ktoś znał Korwin-Piotrowską i myślał, że oni tam będą siedzieli po prostu sześć lat i nic nie robili, to się mylił – mówi koalicyjny rozmówca.
Z tego punktu widzenia kluczowe jest, czy, jeśli faktycznie dojdzie do Zgromadzenia Ogólnego w TK, to uda się zebrać co najmniej 10 sędziów. To znaczy, że z tych wybranych w poprzednich kadencjach przynajmniej dwóch powinno wziąć w nim udział. Pytanie, czy w obecnych okolicznościach to się uda. – Moim zdaniem przyjdą – zapewnia rozmówca z koalicji. Choć wcześniej i w koalicji, i wśród sędziów stanowiących większość w TK były oczekiwania, że na ich stronę przejdzie wiceprezes TK sędzia Bartłomiej Sochański.
Ale wczorajsze wydarzenia w TK – w tym zarządzenie Anny Korwin-Piotrowskiej zawieszające go w czynnościach służbowych na okres miesiąca – są dowodem na to, że nawet jeśli sędzia rozważał taki wariant, to jednak finalnie opowiedział się po stronie Bogdana Święczkowskiego i Karola Nawrockiego. Co więcej, nie widać na ten moment perspektyw, by w łatwy sposób udało się przeciągnąć na drugą stronę pozostałych sędziów.
"W obliczu wydarzeń, które miały miejsce 30 października 2026 r. w siedzibie Trybunału Konstytucyjnego, a które oceniamy jako całkowicie bezprawne, apelujemy do konstytucyjnych organów RP oraz sił politycznych o podjęcie natychmiastowych i skutecznych działań zmierzających do rozwiązania obecnej sytuacji wokół sądu konstytucyjnego z zachowaniem zasad demokratycznego państwa prawnego" – pod takim apelem podpisała się siódemka sędziów: Święczkowski, Sochański, Piotrowicz, Stelina, Sych, Wojciechowski i Wyrembak.
Z kolei w Pałacu Prezydenta trwają analizy, czy i jak można wyjść z klinczu. – Różne scenariusze są na stole – przyznaje rozmówca z otoczenia Karola Nawrockiego. Tyle że kurs prezydenta i tak pozostaje twardy, działania sędziów w TK są określane jako "branie udziału w złamaniu prawa i siłowego przejęcia instytucji konstytucyjnej". To stanowisko, które było widać na filmikach z TK w wypowiedziach zarówno samego Karola Nawrockiego, jak i szefa jego kancelarii Zbigniewa Boguckiego, gdzie sędziów Korwin-Piotrowską, Berka i Markiewicza, których na filmach widać, określano jako uzurpatorów.
Krajobraz po burzy
Jak słyszymy, choć przed TK cały czas trwa manifestacja, to sytuacja w samym TK jest już "spokojna", a sędziowie wybrani przez obecny Sejm – z Anną Korwin-Piotrowską na czele – dalej przebywają w budynku. – Zostało wydane zarządzenie, że jak ktoś chce wejść, najpierw zgłasza się do sędzi Korwin-Piotrowskiej i to ona decyduje – tłumaczy jeden z rozmówców przebywających w gmachu przy Alei Szucha w Warszawie.
Jak dodaje, mimo wczorajszych szokujących obrazków, które obiegły świat (zwłaszcza prezydent przeciskający się przez drzwi wejściowe w TK), "wszystko idzie zgodnie z planem". – Poza tym, że policja wpuściła prezydenta i jakieś 40 osób do budynku. To był jedyny błąd, gdyby tego nie było, to nie byłoby problemu – przekonuje rozmówca.
Jak dodaje, wczorajsze spotkanie – a właściwie konfrontacja – z prezydentem i jego ludźmi w siedzibie TK przebiegała w nerwowej atmosferze.
– Minister Bogucki zachowywał się tak, jakby przemawiał w Sejmie. Mówiliśmy mu, że trzeba do czegoś dojść, złożyliśmy różne propozycje, jak to dalej widzimy. Ale on w ogóle nie był tym zainteresowany. Oni nie są zainteresowani zgodą, tylko narracją zaostrzającą – relacjonuje jeden z sędziów.
Jak dodaje, prezydent i jego współpracownicy głównie zajmowali pomieszczenie na piętrze i niespecjalnie wchodzili w interakcje.
Także I prezes SN Zbigniew Kapiński miał "raczej stać z boku" i nie zabierać głosu w dyskusjach. Zdanie prezesa w kwestii ostatnich wydarzeń w TK jest jednoznaczne, czemu dał wyraz w piątkowym programie specjalnym na łamach Wirtualnej Polski. – To siłowe przejęcie nosi znamiona zamachu stanu. W sposób bezprawny pozbawiono stanowiska zarówno prezesa, jak i wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego i wprowadzono do Trybunału uzurpatorkę, panią sędzię, która "nie ma trybu" do tego, żeby kierować TK w sytuacji, kiedy mamy legalne władze Trybunału w postaci pana prezesa Święczkowskiego i pana wiceprezesa Sochańskiego – grzmiał w Teraz WP I prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński.
WIDEO
"Znamiona zamachu stanu". I prezes SN reaguje na chaos w TK
WIDEO
Przy okazji nasz rozmówca z koalicji bagatelizuje nocną interwencję prezydenta w TK.
– Przyjechał Nawrocki, przywiózł nie Święczkowskiego, tylko jego zastępcę Sochańskiego. Nie było z nim innych sędziów TK. Wiceprezes miał zostać, a spotkał się z sędziami, po czym pojechał do domu, więc Nawrocki się zdenerwował i potem sam zabrał swoją ekipę. To raczej brak skuteczności, a nie jej pokaz – mówi polityk koalicji.
– Gdyby chciał osiągnąć jakiś efekt, to Nawrocki powinien tam wejść z ekipą sędziów, wymienić ochronę budynku i pokazać, że zrobił porządek. A żaden z sędziów, poza Sochańskim, nie pokazał swojej twarzy i nie pojawił się tam – dodaje polityk.
W tej chwili mamy bitwę na pisma i kolejne zarządzenia w TK. Z jednej strony jest Anna Korwin-Piotrowska, podpisująca się jako sędzia "zastępująca prezesa TK", która m.in. zdecydowała o ograniczeniu wykonywania zadań przez Kancelarię TK, zawieszeniu wykonywania obowiązków pracowniczych (w tym stawianiu się do pracy w TK, z pewnymi wyjątkami). "Ze względu na podwyższone ryzyko zakłóceń porządku publicznego w pobliżu siedziby Trybunału, zalecam sędziom Trybunału Konstytucyjnego wykonywanie ich zadań poza siedzibą Trybunału" – radzi sędzia Korwin-Piotrowska.
Swoje zarządzenie w odpowiedzi wydał – wciąż uważający się za funkcjonującego prezesa TK – Bogdan Święczkowski. Stwierdza w nim, że pismo wydane przez Annę Korwin-Piotrowską nie wywołuje skutków prawnych, a pracownicy "nie mają obowiązku stawiać się na nielegalne wezwania osób nieuprawnionych".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.