Alberta zostaje w Kanadzie? Podano wstępne wyniki referendum
Do udziału w historycznym głosowaniu uprawnionych było około 3,1 mln spośród ponad 5 mln mieszkańców prowincji. Mobilizacja okazała się bezprecedensowa – ponad 1,3 mln osób oddało głos korespondencyjnie lub we wcześniejszym terminie. Biuro wyborcze Elections Alberta szacowało, że ostateczna frekwencja może sięgnąć od 80 do nawet 85 proc., co stanowi gigantyczny wzrost w porównaniu z wyborami prowincjonalnymi z 2023 r. (60,5 proc.).
Głosowanie nie obyło się jednak bez problemów organizacyjnych. Spośród ponad 1400 lokali wyborczych około setka musiała pracować dłużej – co najmniej do godziny 22:00 czasu lokalnego – z powodu porannych opóźnień w ich otwarciu. Media relacjonowały wielogodzinne kolejki przed komisjami oraz incydenty z brakującymi kartami do głosowania. Zgodnie z przepisami publikacja pierwszych cząstkowych wyników mogła ruszyć dopiero po ostatecznym zamknięciu wszystkich lokali.
DLA CIEBIE
Hyundai na Paris Motor Show 2026
DLA CIEBIE
Dziesięć pytań i jedno kluczowe
Chociaż wyborcy odpowiadali łącznie na dziesięć pytań, cała uwaga opinii publicznej skupiła się na kwestii ewentualnej secesji. Na dedykowanej karcie mieszkańcy wybierali między dwiema opcjami: pozostaniem w Kanadzie a zobowiązaniem rządu prowincji do rozpoczęcia konstytucyjnej procedury zmierzającej do rozpisania właściwego referendum niepodległościowego. Ze względu na wagę sprawy komisje wyborcze przystąpiły do liczenia głosów z tego pytania w pierwszej kolejności.
Za utrzymaniem jedności kraju mocno lobbowały ruchy społeczne, w tym inicjatywa "Forever Canadian", stworzona w zeszłym roku przez byłego wicepremiera Alberty, urodzonego w Polsce Thomasa Lukaszyka.
Pozostałe dziewięć pytań dotyczyło m.in. zwiększenia uprawnień prowincji w zakresie kontroli nad imigracją, ograniczenia świadczeń dla nowo przybyłych oraz potencjalnych reform konstytucyjnych. Te ostatnie mają jednak charakter czysto postulatowy – wprowadzenie jakichkolwiek modyfikacji w ustawie zasadniczej wymaga bowiem zgody Izby Gmin, Senatu oraz co najmniej siedmiu z dziesięciu prowincji, zamieszkanych przez minimum połowę ludności Kanady. Liczenie głosów w tych sprawach zaplanowano dopiero po zakończeniu procedury dotyczącej secesji.
Od separatyzmu do 51. stanu USA
Leżąca na zachodzie kraju Alberta, ze stolicą w Edmonton, to gospodarcza potęga i najbogatsza część kanadyjskiej federacji, czerpiąca swoje bogactwo z gigantycznych złóż ropy naftowej. Od lat w prowincji tliło się poczucie niesprawiedliwości fiskalnej i marginalizacji przez władze federalne w Ottawie. Nastroje te zagospodarował ruch Alberta Prosperity Project (APP), który w ostatnich latach otwarcie promował secesję.
Sprawa zyskała wymiar międzynarodowy. Przedstawiciele APP byli otwarcie wspierani przez polityków amerykańskiej Partii Republikańskiej i prowadzili w Waszyngtonie kuluarowe rozmowy o ewentualnym dołączeniu Alberty do Stanów Zjednoczonych jako 51. stanu. Z kolei kanadyjskie służby wielokrotnie zwracały uwagę, że narrację separatystyczną podsyca Moskwa, zainteresowana osłabieniem i wewnętrzną destabilizacją Kanady.
Cień interwencji i zarzuty o fałszerstwa
Choć pierwsze prognozy wskazują na zwycięstwo zwolenników jedności, eksperci ds. bezpieczeństwa ostrzegają przed scenariuszem kryzysowym. Amerykańska analityczka wojskowa Brynn Tannehill na łamach magazynu "The Walrus" nakreśliła wariant, w którym prezydent USA Donald Trump mógłby podważyć uczciwość kanadyjskiego referendum, oskarżyć władze w Ottawie o fałszerstwa i wykorzystać to jako pretekst do wojskowej presji na sąsiada.
Już w styczniu na łamach "Policy Magazine" politolożka Maria Popova porównywała sytuację Kanady wobec południowego sąsiada do położenia Ukrainy przed rosyjską inwazją. Z kolei we wrześniu premier Kanady Mark Carney w rozmowie z "The New York Times" przyznał wprost, że jego gabinet musiał w ramach "zarządzania ryzykiem" przeanalizować nawet scenariusz amerykańskiej interwencji zbrojnej.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.