CNN Türk2027 tarım bütçesi belli oldu: Tarıma 1,3 trilyon lira kaynak ayrılacakInquirer2 indigenous farmers drown during ritual to settle land feud in SaranganiBollywood HungamaEXCLUSIVE: Frontal nudity gets censor clearance! CBFC retains 2-second adult magazine shot in Doosra; Abhinay Deo calls it an “achievement”PunchEnugu retirees to receive N32bn in outstanding gratuitiesThe Jerusalem PostIran-backed militias funnel money to IRGC amid economic crisis, CENTCOM commander Cooper saysStraits Times SportMonroe Walk all set to bag 1st G1 winZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFХабрИнди космос за 6 лет. От лобби в VR до мультиплеерной игрыThe South AfricanOrlando Pirates sweat over Sebelebele as Chiefs Derby loomskickerLIVE! Düsseldorf fordert Saarbrücken - RWE in Ingolstadt - Gelingt Aachen gegen Rostock mal wieder ein Sieg?South China Morning PostUK deports Romanian convicted of arson at ex-PM Starmer’s homesRai NewsMondiali su pista, l'azzurra Alzini in finale per il bronzo nell'inseguimento
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, October 17, 2026

Obok siebie. Polskie i ukraińskie dzieci siedzą w tych samych ławkach, ale w zupełnie innych światach

Translate

Dzieci z Ukrainy trafiały do polskich szkół w różnych momentach wojny i z różnym bagażem doświadczeń. Niektóre nie znały ani słowa po polsku, inne mieszkały w Polsce jeszcze przed 2022 r. Po kilku latach część ma polskich przyjaciół i mówi bez akcentu, a inne spędzają przerwy tylko w ukraińskim gronie lub samotnie. Spotykają się z najróżniejszymi reakcjami: od życzliwości po wyzwiska, dyskryminację rówieśniczą i ksenofobiczną przemoc.

Raport Centrum Edukacji Obywatelskiej oraz Fundacji International Rescue Committee Polska z sierpnia br. "Uczniowie-cudzoziemcy w polskich szkołach w roku szkolnym 2025/2026", sporządzony na bazie danych z Systemu Informacji Oświatowej z kwietnia br., wskazuje, że w polskich szkołach uczyło się 155,3 tys. uchodźców z Ukrainy. Po doliczeniu 55 tys. migrantów sprzed wojny dawało to ok. 210 tys. ukraińskich uczniów zapisanych do polskich placówek oświatowych. W kwietniu 2026 r. większość uczniów uchodźców — 110,7 tys. — uczęszczała do szkół podstawowych. Z kolei w szkołach ponadpodstawowych ich liczba wzrosła z ok. 20 tys. w kwietniu 2023 r. do 44,6 tys. w kwietniu 2026 r.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Liczby pokazują, ile ukraińskich dzieci i nastolatków siedzi w polskich ławkach, ale nie to, czy mają z kim usiąść i porozmawiać na przerwie. Przez pierwsze miesiące wojny zastanawiano się, czy system edukacji wytrzyma zwiększoną liczbę uczniów. Dziś należałoby zadać sobie trudniejsze pytanie: co rzeczywiście dzieje się z tymi dziećmi w szkole?

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Wsparcie, które znika

Gdy w 2022 r. do szkół trafiło ponad 100 tys. dzieci z Ukrainy (raport Centrum Edukacji Obywatelskiej), wiele z nich nie mówiło po polsku. Odpowiedzią na to miały być oddziały przygotowawcze. Według CEO w roku szkolnym 2021/2022 uczyło się w nich 25,7 tys. uchodźców, a w 2025/2026 już tylko 2,6 tys. Odsetek uchodźców korzystających z dodatkowych lekcji polskiego spadł z 48 proc. w kwietniu 2025 r. do 28 proc. rok później.

Za statystykami stoją konkretne sytuacje. Danylowi (imię zmienione), uczniowi podstawówki, jak relacjonuje siostra, w nauce polskiego pomagała jedna z pań ze szkoły. Kiedy się zwolniła, żaden z polskich nauczycieli nie prowadził już zajęć jeden na jeden. Chłopiec podkreślał też, że w jego szkole nigdy nie było zajęć grupowych.

Wsparcie często opiera się na konkretnych osobach. Siostra Danyla mówiła, że poprzednia wychowawczyni brata organizowała dla klasy wyjścia i treningi integracyjne, bo rozumiała, że do szkoły trafiło wielu nowych uczniów z Ukrainy i Białorusi. Nowa wychowawczyni — ocenia siostra — nie jest już tak zaangażowana. Podobne doświadczenia ma uczennica drugiej klasy liceum, która także poprosiła o anonimowość. Pisze, że większość nauczycieli nie oferuje jej szczególnej pomocy w nauce, ale niektórzy, gdy dowiadują się, że nie pochodzi z Polski, starają się ją wesprzeć: okazują zrozumienie albo pomagają w konkretnych sprawach.

Dr Eugeniusz Bilonożko, nauczyciel i dziennikarz, od ponad siedmiu lat uczy w polskich szkołach — obecnie w prywatnej podstawówce, wcześniej był wykładowcą na ukraińskim uniwersytecie. Zwraca uwagę na początki. — Największym problemem było to, że od 2022 r. nie wprowadzono obowiązku szkolnego, tylko była możliwość nauki online. Te dzieci na początku nie wdrożyły się językowo i nie nawiązały relacji. Kiedy w 2024 r. musiały już obowiązkowo wejść do polskiego systemu edukacji, pojawił się problem.

Światy równoległe

Gdy pytam uczniów o relacje w klasie, rzadko dostaję w odpowiedzi historie o prześladowaniu. Częściej — o cichej separacji. Uczennica z liceum pisze: "W klasie prawie nie rozmawiam z kolegami i koleżankami poza sprawami związanymi ze szkołą. Moi rówieśnicy z klasy raczej nie próbują nawiązywać ze mną bliższego kontaktu. Być może jest to związane z moją znajomością języka polskiego, ale ja sama również nie podejmowałam zbyt wielu prób, żeby zacząć z nimi więcej rozmawiać". Na końcu dodaje, że kontakt utrzymuje głównie z osobami rosyjskojęzycznymi spoza swojej klasy.

Siostra Danyla opowiada, że jej brat ma w klasie kilku kolegów z Ukrainy i z Polski, ale w zasadzie rozmawia tylko z Ukraińcami. Mają swoją grupkę i cały czas są razem. Raczej nie za bardzo się zasymilował z Polakami.

Inaczej wygląda to u ukraińskiego ucznia podstawówki z mniejszej miejscowości. On i jego mama Katia mówią, że więcej ma w szkole kolegów Polaków niż Ukraińców. Po pięciu latach w Polsce mówi bez akcentu tak, że nikt nie poznaje, że pochodzi z Ukrainy.

Pytany o to, czy w polskich szkołach dominuje integracja, czy asymilacja, dr Jędrzej Witkowski, ekspert edukacyjny, prezes zarządu Fundacji Centrum Edukacji Obywatelskiej, odpowiada, że problemem jest coś innego. — Te wspólnoty zbyt często funkcjonują równolegle. Za mało jest punktów przecięcia, uczniowie nie tworzą jednej wspólnoty, tylko żyją obok siebie, a nie ze sobą.

Warszawa, Dworzec Centralny, 9 marca 2022 r. Uchodźcy z napadniętej przez Rosję Ukrainy

Warszawa, Dworzec Centralny, 9 marca 2022 r. Uchodźcy z napadniętej przez Rosję Ukrainy

Chris Niedenthal

Integracja nie dzieje się sama. — To nie jest coś, co pojawia się ni stąd, ni zowąd, np. po jednym wydarzeniu. To skutek świadomych i zaplanowanych działań nas, dorosłych — podkreśla dr Witkowski. Według niego dzieciom łatwiej się integrować, gdy w klasie jest mniej uczniów cudzoziemskich i gdy nauczyciele poświęcają temu uwagę. Gorzej, jeśli cudzoziemców jest pięcioro lub siedmioro, a nauczyciel nie dba o to, by mieszali się z polską grupą. Wolniej wtedy uczą się polskiego, wolniej się integrują i siłą rzeczy pojawiają się tarcia między grupą polską a ukraińską.

To polska ławka

Pojawia się też przemoc. Danylo opisywał siostrze, jak grał w parku w piłkę z ukraińskimi kolegami i zaczepiało go dwóch Polaków w jego wieku właśnie z powodu języka. Innym razem, latem, trzech chłopców z innej klasy zabrało mu piłkę i śmiało się, że mówi po ukraińsku. Zapytany, co zmieniłby w polskiej szkole, odpowiada, że chciałby, żeby nie było bójek i żeby nie mówiono, że ktoś jest "inny".

Poważniejszą sytuację opisuje Katia. W ubiegłym roku szkolnym trzech starszych uczniów miało czekać na jej syna na przerwie pod klasą, popychać go i obrażać. W dzienniku elektronicznym pojawiła się uwaga, że to syn Katii kogoś zaczepił. Poprosiła o nagrania z kamer szkolnych, ale dyrektor — według jej relacji — odmówił, powołując się na RODO. Dopiero po kolejnym wniosku, w którym wspomniała o policji, pozwolono jej obejrzeć nagranie. Według jej opisu widać na nim, że chłopiec idzie do łazienki, ktoś podstawia mu nogę, a potem uczniowie kopią się na korytarzu. Wśród starszych chłopców był jeden Ukrainiec i dwóch Polaków. Gdy poszła do dyrektora, ten zapytał, jaką karę powinno ponieść jej dziecko. Odpowiedziała, że żadną, bo to nie ono zaczęło. Katia ma wrażenie, że nauczyciele nie dopytują, kto zawinił, i że bardziej wierzą polskim dzieciom.

Przejście graniczne w Medyce. Na zdjęciu uchodźcy z Ukrainy

Przejście graniczne w Medyce. Na zdjęciu uchodźcy z Ukrainy

Maciej Krüger / Onet

Dr Bilonożko, który zaznacza, że opiera się na opowieściach kolegów z państwowych szkół w Warszawie i Łodzi, uważa, że część podobnych zdarzeń nie wychodzi na jaw, bo szkoły wolą je wyciszać. Wielu dyrekcjom zależy przede wszystkim na tym, żeby przetrwać i żeby wszystko zgadzało się w dokumentacji. Wtedy lepiej wyciszyć każdy konflikt, nie tylko dotyczący dzieci ukraińskich. Formalnie szkoła nie musi interweniować, jeśli zdarzenie ma miejsce poza jej terenem lub czasem lekcji. Rodzice nie zawsze wiedzą, jak dochodzić swoich praw, często więc łatwiejszą drogą dla nich jest zmiana szkoły.

Z kolei dr Witkowski wskazuje, że nauczyciele często traktują te sytuacje jako zwykłe konflikty między dziećmi: — Jeśli dzieci wyzywają się od Polaka i od Ukraińca, to nawet gdy konflikt nie zaczął się od narodowości, nałożono na niego taką warstwę. To jest rzecz do zaopiekowania, także w kontekście różnorodności. Szkoły radzą sobie, jak potrafią, choć nie zawsze wystarczająco dobrze, bo nikt nie uczył nauczycieli, jak pracować w tak zróżnicowanym środowisku.

Otwarta wrogość uderza zresztą z obydwu stron — pojawia się zarówno w mediach społecznościowych, jak i w codziennym życiu. Trudno ustalić dokładną skalę przemocy wobec dzieci. Udokumentowane przypadki zebrało Stowarzyszenie Nigdy Więcej w raporcie "To jest polska ławka" z września br. Na 50 stronach raportu autorzy opisują wybrane zdarzenia z lat 2022-2026 dotyczące dzieci i młodzieży, w tym uchodźców wojennych z Ukrainy. To dokumentacja oparta m.in. na komunikatach policji i prokuratury oraz relacjach rodziców i mediów. Stowarzyszenie zaznacza, że w 2026 r. zdarzeń na tle narodowościowym było znacznie więcej niż w poprzednich latach.

W listopadzie 2023 r. w powiecie bielskim trzech 13-latków pobiło w szkole 11-letniego ucznia z Ukrainy. Chłopiec trafił do szpitala, ale po badaniach wrócił do domu. W październiku 2025 r. w Chorzowie siódmoklasista miał wyzywać koleżankę z Ukrainy na lekcji wychowania fizycznego w obecności nauczyciela, a jej matka opisuje, że córka czuje się zagrożona i nie może normalnie spać. W marcu 2026 r. w Olsztynie uczeń podstawówki na lekcji uderzył kolegę z Ukrainy — według matki chłopca nauczyciel wspomagający nie zareagował, a szkoła od dawna bagatelizowała sygnały o nękaniu. Do przemocy dochodziło również poza szkołą, a atakującymi byli dorośli: w czerwcu 2026 r. w Gdańsku kobieta pobiła w parku 14-latka, po tym, jak usłyszała, że rozmawia po ukraińsku; atak przerwała dopiero inna kobieta.

Skąd się biorą takie zachowania? Dr Bilonożko przyczyn nie szuka w szkole. — Konflikt często wyrasta z rywalizacji pomiędzy dziećmi. A uprzedzenie rodzi się w domu, z obserwacji zachowań z zewnątrz. Dziecko to kopiuje, naśladuje.

Podobnie widzi to dr Witkowski, choć zastrzega, że brakuje danych statystycznych. — Na pewno dzieci przynoszą do szkoły to, co słyszą w domu. Jeśli słyszą więcej antyukraińskich komentarzy, to te komentarze zaczynają się pojawiać w klasie i przekładają się na relacje. Ale nie mamy danych, które pozwalają powiedzieć, jak zmiana narracji o obecności Ukraińców w Polsce przekłada się na to, co się dzieje w klasach. Możemy tylko hipotetyzować, że przekłada się w sposób istotny. Sytuacja jest dynamiczna.

Rodziców, którzy chcieliby publicznie opowiedzieć o szkole, nie było łatwo znaleźć. Obraz, który pozostaje po rozmowach, jest niejednoznaczny: bywa dobrze, ale bywa i trudno.

"Tygodnik Przegląd" nr 42

"Tygodnik Przegląd" nr 42

Tygodnik Przegląd

Czego brakuje?

Zapytany o zmiany, dr Bilonożko zaczyna od pracowników szkoły: — Wyższe zarobki i więcej przygotowanych kadr. Jeśli nauczyciel łączy wychowawstwo z prowadzeniem lekcji, a do tego sam musi rozwiązywać złożone konflikty, to po prostu nie daje rady ani psychicznie, ani fizycznie. Ważna jest też wiedza o uczniach, bo przez lata panowała iluzja, że Ukraińcy i Polacy są sobie kulturowo bardzo bliscy. Te różnice istnieją i szkołom brakuje narzędzi, by wytłumaczyć nauczycielowi, skąd bierze się taka czy inna wrażliwość. Jeśli pedagog sam nie ma skąd czerpać tej wiedzy, państwo musi mu pomóc.

Szkoła, jak mówi dr Bilonożko, musi się nauczyć bycia instrumentem integrowania migrantów. Na razie tego nie umie i nie wie, jak to zrobić. Jednak system się nie załamał. Jest dość wydolny, bo potrafił przyjąć te dzieci i w 2024 r. nic się nie zawaliło.

Dr Witkowski zaś podkreśla, że to nie jest problem przejściowy. — Szkoła stała się różnorodna na dobre. Te dzieci nie znikną. Musimy nauczyć się w tej różnorodności żyć i nią zarządzać — mówi. Od władz oświatowych oczekuje jednak czegoś konkretnego. — Potrzebujemy zrozumienia po stronie władz oświatowych, ministerstwa i kuratoriów, że to jest temat ważny. Szkoły potrzebują uwagi wspierającej, a nie dyscyplinującej — dodaje. Przypomina też, że w większości szkół różnorodność jest zjawiskiem nowym, a nikt nie szkolił nauczycieli, jak rozwiązywać konflikty o podłożu narodowościowym.

Szkoła może jednak sporo zrobić już teraz: nie zostawiać integracji przypadkowi, tworzyć sytuacje, w których dzieci muszą współpracować. I dać nauczycielom realne wsparcie. Bez tego polskie i ukraińskie dzieci nadal będą siedzieć w tych samych ławkach — ale w zupełnie innych światach.

View the original on Onet →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.