NATO zmienia obronę powietrzną wschodniego skrzydła. W tle niepewność co do roli USA
Sygnał alarmowy to ciągły pisk. Może oznaczać, że samolot cywilny stracił kontakt radiowy. Że nieznany dron wtargnął do litewskiej przestrzeni powietrznej. Albo że zbliża się rosyjski samolot wojskowy. Dwóch pilotów wybiega przez szklane drzwi budynku, w którym pełnią dyżur, i wskakuje do białych furgonetek, które ruszają w kierunku pasa startowego w bazie lotniczej w Szawle.
Technicy sprawdzają myśliwce, podczas gdy piloci zakładają sprzęt i wsiadają do kokpitu. NATO nie ujawnia, ile czasu może upłynąć maksymalnie od alarmu do startu. Można jednak zauważyć jedno: wszystko dzieje się szybko. Kilka minut później myśliwce przyspieszają na pasie startowym i wzbijają się w powietrze.
Czytaj nas częściej w Google
Są to włoskie Eurofightery, które wraz z tureckimi F-16 i hiszpańskimi F-18 zabezpieczają przestrzeń powietrzną nad Estonią, Łotwą i Litwą. Te trzy kraje bałtyckie nie posiadają własnych samolotów bojowych. Dlatego też inne państwa sojusznicze przejmują to zadanie na zmianę. Tego dnia alarm jest jedynie ćwiczeniem. Procedury są jednak takie same jak w sytuacji rzeczywistej.
Przez dziesięciolecia tzw. Air Policing było przede wszystkim misją pokojową: radary monitorują przestrzeń powietrzną, a w przypadku podejrzanych ruchów lotniczych w powietrze wznoszą się myśliwce, identyfikują statek powietrzny i, w razie potrzeby, eskortują go. Od tego roku NATO chce być tutaj przygotowane na więcej niż tylko to i zmieniło swoją misję na "Air Defence", czyli obronę powietrzną.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.