Byłe współpracownice oskarżają Michała Kołodziejczaka. "Mówił wielokrotnie, że mnie zabije"
Pierwsza z rozmówczyń opisuje swoją znajomość z politykiem jako relację intymną. Jak twierdzi, początkowo Kołodziejczak był wobec niej troskliwy i rozmawiał o wspólnej przyszłości. Z czasem jednak jego zachowanie miało się zmienić. Kobieta opisuje wybuchy złości, wyzwiska i sytuacje, w których obawiała się o swoje bezpieczeństwo.
Jednym z opisanych zdarzeń było spotkanie, podczas którego Kołodziejczak miał wyjąć pewien narkotyk i powiedzieć, że to kokaina. Według kobiety polityk sam zażył znaczną jej ilość, a następnie wielokrotnie namawiał ją do tego samego, powtarzając: "Weź też, weź też, weź też".
ZOBACZ: Atak 19-latka w szkole w Ostrołęce. Sąd podjął decyzję
Kobieta początkowo odmawiała, ale ostatecznie zdecydowała się zażyć substancję. Jak relacjonuje, wkrótce poczuła się bardzo źle i zaczęła obawiać się o swoje życie. Wspomina, że leżąc na podłodze, mówiła do polityka: "Michał, ja umieram".
Kołodziejczak miał wówczas zapewniać ją, że nic jej nie grozi, i zalecać wywołanie wymiotów. Kobieta twierdzi, że podobna sytuacja powtórzyła się kilka tygodni później. Zastrzega jednocześnie, że nie wie, jaka substancja została jej podana.
Rozmówczyni oskarża polityka także o przemoc fizyczną. Według jej relacji Kołodziejczak miał ją uderzyć, a następnie tłumaczyć, że nie zrobił tego celowo. Swoje zachowanie miał wyjaśniać psychozą.
Michał Kołodziejczak oskarżony o przemoc. Wstrząsające relacje byłych współpracownic polityka
Podobne zarzuty wobec Kołodziejczaka formułuje druga kobieta, która pracowała z nim w Agrounii. Twierdzi, że polityk wielokrotnie ją poniżał, obrażał i reagował agresywnie.
Opisała między innymi sytuację, podczas której Kołodziejczak miał rzucić w jej pobliżu puszką. Kiedy zaprotestowała, polityk miał chwycić nóż i odpowiedzieć: "Gdybym chciał, to bym trafił".
Była współpracownica twierdzi ponadto, że Kołodziejczak miał jej grozić. Jak stwierdziła: "Mówił wielokrotnie, że mnie zabije". Według niej groźby kierowała pod jej adresem także osoba z otoczenia polityka. Kobieta przekonuje, że w tamtej sprawie doszło do skazania mężczyzny na karę grzywny.
ZOBACZ: Ekspert wskazuje przyczyny ataków w szkołach. "Mamy do czynienia z psychozą"
Kobieta zarzuca mu także wykorzystywanie swojej pozycji w pracy. Według jej relacji Kołodziejczak miał porównać ją do niewolnika, tłumacząc, że płaci jej wystarczająco dużo, by mogła się utrzymać, ale jednocześnie zbyt mało, by mogła pozwolić sobie na odejście z pracy.
Kołodziejczak miał również dzwonić do kobiety z żądaniem natychmiastowego usuwania wpisów z mediów społecznościowych Agrounii i wymagać od niej pracy w Wigilię.
Według kobiety zachowanie Kołodziejczaka negatywnie wpłynęło na jej stan psychiczny. Wspomina, że po zakończeniu współpracy trudno było jej oglądać jego publiczne wystąpienia. - To była dla mnie kompletna trauma widzieć go w telewizji, jak jakiegoś śmieszka, a z drugiej strony pamiętając, jak potrafiły mu puścić nerwy - powiedziała.
Rozmówczyni Kanału Zero twierdzi również, że była świadkiem zażywania narkotyków przez polityka. Jak przekonuje, był to jeden z powodów jej odejścia z Agrounii.
Kołodziejczak odrzuca oskarżenia
Obie kobiety tłumaczą, że zdecydowały się opowiedzieć o swoich doświadczeniach, aby ostrzec inne osoby przed zachowaniami, które zarzucają politykowi.
Dziennikarka Kanału Zero próbowała skonfrontować ich relacje z Michałem Kołodziejczakiem. Spotkała posła w Sejmie, jednak nie zdecydował się on szczegółowo odpowiedzieć na poszczególne zarzuty. Polityk odrzucił oskarżenia, nazywając je pomówieniami.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.