CNN TürkGalatasaray’da Leroy Sane için ayrılık senaryosuPunchWhite House reaffirms US policy recognising only two gendersInquirerHeatwave fuels 54% fire surge in Northern MindanaoThe Jerusalem PostBrazilian lawyer convicted of racism after calling for Jews to be removed from leadershipBollywood HungamaPriyanka Chopra Jonas announces Ventilator 2, reunites with director Rajesh Mapuskar; film set for 2027 release한겨레삼성, 12년 만의 한국시리즈 우승 1승 남았다ZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioIl Sole 24 OreCaro gasolio e tir, in Sicilia 15 milioni fermi: ma le domande scadono a fine meseХабр[Перевод] Восстановление готических соборов при помощи станков с ЧПУVanguardParaguay Senate impeaches President Peña, VP Alliana takes overSportstarभारत बनाम न्यूजीलैंड लाइव स्कोर, दूसरा वनडे: भारत 86/5, जीत के लिए 49 रन चाहिए; श्रेयस 30 रन बनाकर आउट हुएThe Sydney Morning HeraldSingapore Airlines First Class suites
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, November 7, 2026

Las, gitara i mundur ZHP. Dlaczego harcerstwo nadal przyciąga młodych?

Translate

Harcerstwo kojarzy się dość stereotypowo: z lasem, ogniskiem i gitarą, z mundurem i chustą, z wyprawami pod namiot. I z historią, o której opowiada się w drużynach. Tyle że dziś dzieci i młodzież, które do niego dołączają, żyją w innej rzeczywistości niż poprzednie pokolenia. Dorastają ze smartfonem w ręku, wśród powiadomień i innych rozpraszaczy uwagi. Mimo to harcerstwo wciąż ma coś dla nich.

Związek Harcerstwa Polskiego zgodnie z informacjami zamieszczonymi na oficjalnej stronie jest największą młodzieżową organizacją w Polsce. Zrzesza ponad 115 tys. osób, a na co dzień działa w nim ponad 16 tys. wolontariuszek i wolontariuszy. Dlaczego młodzi nadal chcą spędzać piątkowe popołudnia na zbiórce zamiast przed ekranem?

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Piątek po południu

Natalia związała się z harcerstwem w wieku ośmiu lat, kiedy w jej szkole przeprowadzony został nabór do gromady zuchowej. Na pierwszy biwak, majówkowy, pojechały we trójkę — z siostrą i koleżanką. Z każdym kolejnym wyjazdem dzieci było więcej.

— Najpierw były zuchy, potem harcerze młodsi, harcerze starsi i wędrownicy. Spotykaliśmy się co piątek, na półtorej godziny — opowiada. Obóz dla zuchów trwał tydzień, dla harcerzy dwa tygodnie. Pytana, co ją przyciągnęło, nie mówi o wielkich ideach: — Na pewno była to fajna zabawa. Zbiórki dla zuchów to głównie zagadki, zabawy ruchowe, pląsy. No i opiekun ma znaczenie. Drużynowa była naprawdę sympatyczną osobą i przyciągała dzieci do siebie.

Zabawa z czasem zmieniała się w odpowiedzialność. Na obozach harcerze sami budowali sobie prycze, na których potem spali. Natalia jako zastępowa nauczyła się koordynacji, zarządzania czasem podczas zbiórki i przekazywania wiedzy innym. — Na zbiórki nie chodzi się po nic. Chodzimy, żeby się nauczyć czegoś nowego i nawiązać przyjaźnie, co później procentuje w relacjach w dorosłym życiu.

Najmocniej wybrzmiewa jednak jej opowieść o ludziach. Dwa tygodnie w lesie, w jednym namiocie, z tymi samymi osobami, w nie zawsze łatwych warunkach, to doświadczenie, którego nie da się odtworzyć w szkolnej klasie.

— Kiedy mamy do rozwiązania wiele problemów, wychodzą prawdziwe cechy każdego człowieka. Nie da się przez dwa tygodnie udawać kogoś, kim się nie jest. Te relacje nigdy więc nie były powierzchowne. Przyjaźnie z obozów przetrwały u mnie całe lata — wspomina.

Natalia zaznacza, że w harcerstwie była kilka lat temu i nie wie, jak wygląda ono dziś. Instagram jednak istniał już wtedy, a harcerstwo mimo to jednoczyło ludzi.

Gosia z okolic Olsztyna była w drużynie harcerskiej od czwartej do ósmej klasy podstawówki. Najlepiej wspomina wyjazdy, obozy i rajdy, a z nich wieczorny rytuał:

— Przed pójściem spać łapaliśmy się za ręce w kręgu i śpiewaliśmy piosenki. Była jedna taka na pożegnanie dnia…

Z harcerstwa wyniosła przede wszystkim braterstwo. — To takie poczucie przynależności, chęć pomagania ludziom dookoła, tworzenie wspólnoty dla innych, żeby wszyscy czuli się dobrze. To jest wartość, którą stamtąd wyciągnęłam. Przy ognisku siedzieliśmy razem, a piosenki znali wszyscy. To była bardzo włączająca społeczność.

Nauczyła się też pierwszej pomocy, za którą dostała odznakę, robienia węzłów, rozpalania ognia i budowania bazy z tego, co jest w lesie. Pod koniec podstawówki dostała wyższą funkcję i zaczęło przybywać jej obowiązków. Na początku liceum odeszła, gdy harcerstwo przestało być tylko fajną zabawą, a zaczęło wymagać dużo faktycznej pracy. Więzi jednak nie zerwała. Z trzema czy czterema osobami, które poznała w drużynie, przyjaźni się do dziś.

Nie widać nikogo z telefonem

Podharcmistrzyni Aneta Skarus działa w komendzie Hufca ZHP "Podlasie" Siedlce. Wróciła do niego po przerwie — hufiec w pandemii mocno podupadł. Pracuje, jak podkreśla, społecznie, a hufiec dorabia sobie, m.in. sprzedając własny merch (gadżety — przyp. red.).

Co miesiąc hufiec organizuje zlot dla wszystkich pionów, od zuchów po wędrowników. Pod koniec października w siedleckiej Szkole Podstawowej nr 12 odbył się zlot ekonomiczny. Dzieci najpierw uczyły się na warsztatach, czym jest ZUS i księgowość, a potem same zakładały firmy: kupowały parcele, szykowały reklamę i stoiska, zatrudniały pracowników. Na końcu zamykały działalność i rozliczały się w urzędach.

— Dzieci wystawiały paragony, więc ćwiczyły liczenie, prowadziły ewidencję przychodów. Robiły wszystko, co robi się w normalnej firmie — wspomina druhna Aneta.

Wcześniejsze zloty miały inną tematykę, np. historyczną — młodzież brała udział w nocnej grze w Pałacu Ogińskich w Siedlcach, a na balu "z księżną Ogińską" tańczono poloneza. Poza zlotami odbywają się wieczorne warsztaty: survivalowe, kulinarne, z haftu, makramy i instalacji przestrzennych. — Młodzież uczy się różnych rzeczy w duchu modnej obecnie obronności, ale też zaradności życiowej: robi makarony, piecze pizzę na zajęciach kulinarnych.

Czego młodzi szukają? — Każdy prawdopodobnie przychodzi z czymś innym — odpowiada Aneta Skarus. Jedno wie na pewno: — Podczas ostatniego zlotu nie widziałam żadnego dziecka z telefonem. Nie było czasu na to, żeby go wyjąć. Rodzice są już przyzwyczajeni, że dzieci nie zabierają telefonów na spotkania, a jeśli czegoś potrzebują, dzwonią wieczorem do drużynowego.

Nie jest jednak łatwo. — Kiedyś w każdej szkole była drużyna harcerska, a teraz od paru lat jeździmy po placówkach i nie ma chętnych, którzy podjęliby się prowadzenia drużyn — przyznaje. Dla niej samej harcerstwo zawsze oznaczało prestiż i elitarność, bo nie każdy potrafi bezinteresownie zrobić coś dla drugiego człowieka.

Mówiąc o harcerstwie, często zapomina się o tych, którzy zostają w nim po maturze. Na wielu uczelniach działają kręgi akademickie. W Toruniu jest to Studencki Krąg Instruktorski im. Tony’ego Halika, którego komendantem jest Tymoteusz Rudowicz. Prawie wszyscy członkowie kręgu są instruktorami ZHP — w swoich rodzinnych hufcach prowadzą drużyny albo pełnią funkcje kadrowe. W kręgu mają być po drugiej stronie, czyli nie prowadzić zbiórkę, tylko się na niej bawić. — Dla większości z nas krąg to miejsce, gdzie przychodzimy po prostu się wyszaleć. Żeby poczuć się trochę jak uczestnicy, żeby było też coś dla nas — tłumaczy Rudowicz.

Kalendarz takiego kręgu przypomina bardziej studencki festiwal niż musztrę: jest górski Ogólnopolski Zlot Harcerzy Akademików i Wędrowników "Diablak", weekendowa larpowa (live action role-playing) gra fabularna, organizowana przez Harcerski Krąg Akademicki SKIPP z Poznania, i toruńska impreza planszówkowa "Przyjedź i graj". Nieoficjalne hasło akademików (harcerskich grup studenckich) brzmi: "Spoko rzeczy, fajni ludzie".

Krąg jest otwarty na każdego, kto jest studentem. — Nie trzeba być harcerzem, żeby przynależeć do kręgu, chociaż z doświadczenia wiem, że jak ktoś się wkręci, to prędzej czy później tym harcerzem się staje — uśmiecha się Rudowicz. Sam zaczął w gimnazjum, kiedy jego znajoma pewnego dnia przyszła do szkoły w mundurze. — Zaciekawiłem się tematem. Przyszedłem na jedną zbiórkę, drugą i tak się składa, że niedługo mija mi osiem lat w tej organizacji. Szczerze żałuję, że nie dołączyłem wcześniej.

W grupie przyjaciół

Martyna Kowacka, naczelniczka ZHP, wskazuje trzy główne drogi do Związku Harcerstwa Polskiego. Pierwsza to opowieść z domu: rodzic, babcia, dziadek albo starsze rodzeństwo mówią o przygodach i poznanych tam przyjaciołach. Druga to koledzy z klasy, którzy już są w drużynie. Trzecia to informacja np. w szkole, budząca ciekawość i chęć spróbowania.

Historie moich rozmówców pasują do tego schematu. Natalia i Gosia trafiły do drużyn przez szkolny nabór i obie poszły z kimś znajomym. Rudowicz zaciekawił się mundurem koleżanki. Dziecko przychodzi, bo ktoś mu o tym opowiedział, a zostaje, bo znajduje grupę.

Małgorzata Żuber-Zielicz, wieloletnia instruktorka harcerska, która w latach 80. i 90. zajmowała się kształceniem kadry instruktorskiej, uważa, że to, o czym dziś wiele się mówi w edukacji, harcerstwo ma w swojej metodzie od 100 lat. — Mamy zastęp, czyli małą grupę, którą kieruje zastępowy. Kilka zastępów tworzy drużynę. Zawsze jest to nastawione na pracę w grupie i odpowiedzialność za swoją grupę. To, o czym dzisiaj cała edukacja trąbi, że musimy budować relacje i sprawczość, jest w drużynach naturalną sprawą.

Jej zdaniem harcerstwu nie pomogło to, że z czasem zaczęto je traktować jak jedną z wielu organizacji pozarządowych. — To nie jest żadna organizacja pozarządowa, tylko organizacja stricte wychowawcza, która tym młodym ludziom od zuchów, od pierwszej klasy, do późnych lat studenckich bardzo dużo daje.

Wskazuje też znaczenie wielostopniowości: starsi opiekują się młodszymi, a młodsi mają wzór, do którego mogą dorosnąć. Szkoła ma z tym trudność, bo niełatwo to robić "w systemie lekcyjnym w grupach trzydziestoparoosobowych". W klasie najczęściej każdy jest sam dla siebie i rywalizuje z innymi. Jej zdaniem tylko mądry nauczyciel potrafi tę rywalizację zamienić we współpracę.

Kiedy w latach 80. i 90. szkoliła instruktorów, uczyła ich budowania zespołu, poznawania ról w grupie i rozmowy w kręgu o tym, jak minął dzień, co było dobre, a co złe. W harcerstwie było to czymś naturalnym. Z uśmiechem wspomina, że gdy podobne techniki zaczęły trafiać na szkolenia dla nauczycieli, dla niej i jej środowiska było to powtarzanie czegoś od dawna znanego.

W klasie można być osamotnionym, a koledzy bywają nieprzyjemni. Na zbiórce jest inaczej: nie ma telefonów, jest grupa przyjaciół, z którymi można porozmawiać. Zamiast o wartościach Małgorzata Żuber-Zielicz woli mówić o umiejętnościach: o współpracy, budowaniu relacji, odpowiedzialności za drugiego człowieka, planowaniu i dzieleniu ról. Jeden sprawdza bilety przed biwakiem, drugi pilnuje, by każdy miał spakowany plecak.

Opowiada też o doświadczeniu sprzed ok. 20 lat. Na konferencji o edukacji pozaformalnej poprosiła uczestników, żeby podnieśli rękę ci, którzy przeszli przez zuchy lub harcerstwo. Podnieśli wszyscy. — To była krótka ankieta, ale od razu było widać, że przeszli ten szlif wychowania harcerskiego.

Moja rozmówczyni nie postuluje, żeby "wszystkich ubrać w mundurki harcerskie". Uważa jednak, że z samej metody wychowawczej edukacja może czerpać bardzo wiele.

"Tygodnik Przegląd" nr 45

"Tygodnik Przegląd" nr 45

Tygodnik Przegląd

Historia i teraźniejszość

Skojarzenie harcerstwa z historią nie jest przypadkowe. Gosia spod Olsztyna pamięta, że w jej drużynie rozmawiało się o historii samego harcerstwa, o tym, jak się zaczęło, i trochę o tematach okołowojennych, w tym o udziale harcerzy w powstaniu warszawskim. Dla części młodych historia przestaje być jednak tylko lekcją z przeszłości i znajduje odzwierciedlenie w teraźniejszości.

Jakub Dudzik, przewodnik z hufca Elbląg, anglista z wykształcenia i żołnierz rezerwy, od 2018 r. marzył o historycznym mundurze harcerskim. Zaczął przeglądać archiwa i szukać dokumentacji, aż odtworzył przedwojenny mundur instruktorski. Dziś w swoim hufcu prowadzi klub historyczno-rekonstrukcyjny, w którym młodzi harcerze odtwarzają sylwetki rówieśników z poprzednich dekad.

— Chodzi o to, żeby nie zatracić wiedzy, którą udało się wypracować, ale również o zmobilizowanie młodszych pokoleń do badania i pogłębiania historii w tych sferach, które je interesują — mówi Dudzik. Mundur jest dla niego czymś więcej niż rekwizytem: — To element, który spaja społeczność. W przeszłości zacierał nawet różnice pochodzeniowe, to, czy ktoś był z biedniejszego, czy z bogatszego domu. Mundur dobrze wygląda i przykuwa uwagę, ale oznacza też rygor i odpowiedzialność.

Martyna Kowacka dodaje, że z harcerstwa młody człowiek wynosi umiejętność pracy w grupie bardzo zróżnicowanej pod względem wieku, doświadczeń i środowiska, a także organizowania pracy swojej i innych, planowania czasu i zadań. Rozmawiała nawet o tym z rekruterami. — Mówią, że harcerstwo w CV oznacza osobę odpowiedzialną, zaradną, umiejącą działać pod presją czasu i dobrze odnajdującą się w nowych zadaniach.

View the original on Onet →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.