"Nie jesteśmy najeźdźcami". Kryzys w Ceucie wcale się nie skończył. "Kocioł, który może eksplodować"
Dżalal od tygodni śpi na plaży Explanada del Guano pod podartym materiałem z namiotu. Niecałe dwa miesiące temu uciekł z Casablanki w Maroku do Ceuty, hiszpańskiej eksklawy w Afryce Północnej o powierzchni zaledwie 18 km kw. Pod koniec lipca ok. 80 tys. osób, motywowanych fałszywymi informacjami w mediach społecznościowych, w ciągu dwóch dni przedarło się przez linie marokańskich i hiszpańskich strażników granicznych. Większość migrantów wróciła już do domu, ale tysiące pozostały w Ceucie.
To zazwyczaj młodzi mężczyźni. Utknęli. Od hiszpańskiego lądu dzieli ich ponad 20 km. Nikt nie wie, ilu migrantów nadal przebywa w Ceucie, mieście liczącym 84 tys. mieszkańców. — Mówię o 5 tys., 10 tys., 15 tys. — ale wciąż nie znamy dokładnej liczby — twierdzi konserwatywny prezydent i burmistrz Ceuty, Juan Jesus Vivas.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.