Ukraina w rozpaczy. Bomby trafiły w schron z 80 osobami. "Terror, który ma ich złamać"
Atak na szkołę we wsi Komyszuwacha w obwodzie zaporoskim, która służyła jako schron dla cywilów, może okazać się jednym z najbardziej śmiercionośnych rosyjskich uderzeń na ludność cywilną w ciągu niemal pięciu lat wojny. Tak tragedię komentują ukraińskie i amerykańskie media. 2 listopada, gdy w budynku szkoły przebywały osoby odbierające pomoc humanitarną, na obiekt spadła bomba. Następnie na miejsce przybyli ratownicy, by udzielić pomocy poszkodowanym. Ludzi sprowadzono wówczas do schronu w podziemiach szkoły.
Wtedy Rosjanie przeprowadzili kolejny atak. Dziewięć bomb kierowanych, każda zawierająca co najmniej 1360 kg materiałów wybuchowych, zamieniło okolicę w gruzowisko. Bomby przebiły się do schronu – wynika z nagrania kamery, którą nosił na sobie jeden z zabitych policjantów. Do 4 listopada potwierdzono śmierć 40 osób, 27 zidentyfikowanych osób uważa się za zaginione. Od trzech dni trwa przeszukiwanie zniszczonego budynku. Ukraińskie służby spodziewają się, że pod gruzami mogą znajdować się jeszcze ciała wielu osób.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podkreślił, że Rosjanie doskonale wiedzieli o regularnie prowadzonej w szkole pomocy humanitarnej. Nazwał wydarzenie "straszliwą zbrodnią".
"Co tydzień mieszkańcy, którzy pozostali w Komyszuwasze, otrzymywali tam pomoc humanitarną. To kolejny dowód na to, że Rosja nie chce żadnej deeskalacji, żadnej prawdziwej sprawiedliwości" – ocenił Zełenski. Jak dodał, dokonując takich zbrodni, Moskwa wysyła sygnał, że liczy na kolejne ofiary. W swoich mediach społecznościowych prezydent zamieścił zdjęcia z poszukiwań.
Kreml chce wykorzystać sprzyjający moment polityczny
Zdaniem Tomasza Sikory ostatnie wydarzenia wpisują się w szerszą strategię rosyjskiego terroru wymierzonego w ludność cywilną. - Rosja chce w krótkim czasie wywołać jak największy strach, osłabić morale i ducha Ukraińców. Ataki mają również zastraszać wolontariuszy i organizacje humanitarne, zarówno w Ukrainie, jak i w Polsce - komentuje w rozmowie z WP.
Tomasz Sikora uważa, że Rosja próbuje wykorzystać ostatnią okazję do nasilenia działań zbrojnych, zanim definitywnie zmieni się układ sił politycznych w Stanach Zjednoczonych. Po ostatnich wyborach parlamentarnych w USA pozycja Donalda Trumpa może ulec osłabieniu, co - zdaniem komentatorów - może wpłynąć na dalszy przebieg wojny.
- Rosja wyraźnie chce nasilić ataki, aby wykorzystać ostatnią sprzyjającą jej okazję. Chodzi o to, by w krótkim czasie zasiać jak największy strach, osłabić morale Ukraińców i wywrzeć na nich presję - ocenia Sikora.
- Kijów doświadcza dziś tego, co od dawna było rzeczywistością miast na wschodzie Ukrainy: chaotycznego ostrzału, śmierci cywilów i przerw w dostawach prądu. Ludzie mówili mi, że z takim zagrożeniem można próbować się oswajać, choćby poprzez żarty czy różne codzienne działania. Nie można się jednak do niego przyzwyczaić. Rozmawiam z żołnierzami i oni również mówią, że przywyknąć do wojny się nie da - mówi WP Tomasz Sikora.
Kijów bez prądu, ciepła i wody
Skutki rosyjskich ataków na infrastrukturę energetyczną są coraz bardziej odczuwalne w stolicy. 3 listopada ukraiński operator energetyczny Ukrenergo poinformował o jednym z najpoważniejszych uderzeń w system energetyczny od początku wojny. Rosjanie przeprowadzili ponad 20 ukierunkowanych ataków na obiekty energetyczne, używając setek dronów i dziesiątek droższych rakiet.
Ostatnie uderzenia były wymierzone zarówno w moce wytwórcze energii, jak i stacje elektroenergetyczne, przede wszystkim w Kijowie i jego okolicach. Jak alarmowali ukraińscy politycy cytowani przez agencję UNIAN, wszystkie kluczowe podstacje w obwodzie kijowskim zostały bardzo poważnie uszkodzone. Problemy z zasilaniem dotykają również transportu publicznego. Rezerwowe źródła energii nie wystarczają do zapewnienia pełnego funkcjonowania metra.
Stolicy grożą nie tylko przerwy w dostawach prądu i ciepła, ale również wody. Ukraińscy eksperci zwracają uwagę, że infrastruktura wodociągowa jest uzależniona od obiektów przesyłowych i przepraw między lewym a prawym brzegiem Dniepru. Uszkodzenie tej infrastruktury może dodatkowo utrudnić dostawy wody do mieszkańców.
Skalę zagrożenia pokazują również prognozy dotyczące dostaw energii. Szef Związku Konsumentów Usług Komunalnych Ołeh Popenko ostrzegł, że jeśli sytuacja w ukraińskiej energetyce nie ulegnie poprawie, a temperatura spadnie do minus 5 stopni Celsjusza, dostawy prądu do odbiorców mogą zostać ograniczone nawet do jednej godziny na dobę.
Tysiące dronów i setki rakiet. Rosja nasila ataki
O skali rosyjskich uderzeń świadczą dane przedstawione przez Jurija Ihnata, rzecznika ukraińskich Sił Powietrznych, cytowanego przez agencję UNIAN. Według niego w październiku Rosja użyła przeciwko Ukrainie ponad 4 tys. dronów odrzutowych, 4740 konwencjonalnych bezzałogowych statków powietrznych, około 360 dronów typu Banderol/Dan-T, a także około 150 pocisków balistycznych oraz 80 pocisków manewrujących i lotniczych.
Ukraińska obrona powietrzna zniszczyła znaczną część pocisków manewrujących i dronów. Nadal jednak poważnym problemem pozostaje niedobór pocisków przechwytujących PAC-3 do systemów Patriot, niezbędnych do skutecznego zwalczania pocisków balistycznych.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.