Spokojnie już było. ISW: Rosja uderzy w podstępem
Raport ISW nie pozostawia wątpliwości: Europa powinna przygotowywać się do czegoś złego. Główne zagrożenie pozostaje jasne – to Rosja. Ale zestaw działań, po które wróg może sięgnąć zwiększa się. A Polska i Ukraina są w tej układance kluczowe.
Think-tank wprost podaje, że to, co dzieje się dziś na całym kontynencie – akty dywersji, sabotażu, zabójstwa polityczne – może być jedynie "przygotowaniem gruntu" do czegoś o wiele gorszego: otwartej agresji na ograniczoną skalę. A transatlantycka tarcza, NATO, może okazać się mniej skuteczna niż przypuszczamy i oczekujemy.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Raport opisuje, że Rosjanie mogą przejść od działań, które dziś określamy mianem "hybrydowych", do otwartej agresji. Z tym że nie przeciwko "całemu" NATO jako takiemu. Władimir Putin dążący, jak podaje raport, do podporządkowania sobie Ukrainy i Białorusi, mógłby sięgnąć po bardziej diaboliczny plan: relatywnie niedużego uderzenia na jedno z państw Sojuszu, licząc na jego niejednomyślność i niechęć do odpowiedzi.
Innymi słowy, Kreml liczy na to, że ograniczona ale kinetyczna (zbrojna) agresja na terytorium jednego z państw NATO wywoła w łonie Sojuszu spór o zasadność odpowiedzi i formę reakcji, a zatem doprowadzi do jego paraliżu. Tym sposobem, rosyjski prezydent mógłby osiągnąć założone cele bez konieczności wojowania z całym Sojuszem.
Cel doraźny: zakłócić wsparcie dla Ukrainy
ISW wskazuje, że jednym z celów rosyjskich kampanii jest fizyczne zakłócanie wsparcia NATO dla Ukrainy. W praktyce oznacza to, że rosyjskie działania przeciwko państwom NATO nie muszą być wymierzone przede wszystkim w ich potencjał wojskowy, a np. w zakłady przemysłu obronnego, logistykę i transport, infrastrukturę energetyczną, systemy komunikacyjne czy łańcuchy dostaw dla Ukrainy.
Ze wszystkimi tego rodzaju działaniami mieliśmy do czynienia w Polsce. Od spalenia Hali Marywilskiej w 2024, przez akty dywersji i sabotażu na kolei po niedawne pożary w firmach zajmujących się produkcją lub magazynowaniem elementów na potrzeby budowy wojskowych dronów.
Polska jest zresztą w raporcie wymieniona kilka razy. ISW zalicza nasz kraj do państw, które w przypadku ograniczonego rosyjskiego ataku konwencjonalnego mogłyby znaleźć się w obszarze działań rosyjskich. Raport stwierdza, że Rosja może nie być w stanie prowadzić długotrwałej wojny manewrowej na dużą skalę przeciwko państwom bałtyckim i Polsce, ale nie oznacza to braku możliwości przeprowadzenia ograniczonej operacji.
Co ważne, ISW zaznacza, że nie można postawić znaku równości między tym, że Rosja nie mogłaby zwyciężyć NATO w wojnie a tym, że Rosja nie jest zdolna do przeprowadzenia ograniczonego ataku na NATO. To rozróżnienie zostało opisane jako jedno z najważniejszych dla całego Sojuszu. W tym także Polski.
Odkrywcze tezy raportu? Były ambasador mówi "nie"
Czy w raporcie ISW są tezy odkrywcze? Były dyrektor Biura Informacji NATO w Moskwie, Robert Pszczel uważa, że nie. Jego zdaniem raport ten jest "kolejną odsłoną tego samego". Jak wskazuje, nie ma tu nic nowego, czego byśmy sami w Polsce nie wiedzieli.
– Kreml mógłby wprowadzić mobilizację, ale boi się, że to wywoła wielkie niezadowolenie społeczne. Za to Putin od dawna liczy, że NATO nie zachowa się jednomyślnie. Mimo problemów NATO nie rozumie jednak do końca, jak ono działa. Niestety, w Europie też nie wszyscy to rozumieją – mówi były dyplomata.
Pojawiają się propozycje, które nazywa on "propozycjami z księżyca, osłabiającymi Sojusz". Chodzi np. o Europejską Radę Bezpieczeństwa czy koncept federalizacji Europy, które, jak twierdzi, "do niczego nie prowadzą".
– Europa powinna zająć się swoimi zadaniami i mieć jasne i jednoznaczne stanowisko: utrudnienie podejmowanych przez Moskwę działań. A do tego potrzeba jednomyślności wszystkich państw, nie wyłamywania się.
Pszczel wymienia konkretne sprawy, które mogłyby poprawić doraźne bezpieczeństwo krajów Europy. Np. zakaz wiz turystycznych dla poruszających się po kontynencie Rosjan. A to blokowane jest przez konkretne kraje, które na tym zarabiają: Francję, Włochy, Niemcy czy Portugalię.
– Jednocześnie Rosjanie boją się np. ustawy sankcyjnej USA, a także otwartego konfliktu z NATO. Dlatego wiemy, że wojna hybrydowa będzie się nasilać, bo na nią Rosję stać. Zajmijmy się więc priorytetami i konkretami. Na przykład zastanówmy się, czy mamy po pierwsze sprawne, a po drugie odpowiednio sfinansowane służby – mówi Robert Pszczel.
Jego zdaniem to, że Władimir Putin nie wygrywa wojny w Ukrainie teraz nie znaczy, że Ukraina jest skazana na zwycięstwo. Rosyjski prezydent, jak mówi dyplomata, nie jest skończonym idiotą ani samobójcą. Wie jakie są słabości NATO, np. nieprzewidywalna polityka administracji prezydenta Trumpa.
Długa lista zarzutów do polskich polityków
Pszczel pokazuje także na konkretnych przykładach, co powinni zrobić Polska i polscy politycy, aby nasz kraj był lepiej przygotowany. A są to takie rzeczy jak odpowiednia kontrola i nadzór nad wydatkowaniem środków z SAFE, stworzenie nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, poprawienie polityki informacyjnej czy zaostrzenie kar za szpiegostwo, dywersję i sabotaż, za które sądy będą, jak mówi, "wymierzać realne kary".
Do tego zacieśnianie związków z krajami, które mają podobne do naszych problemy: Finlandia, Szwecja czy kraje bałtyckie. Ale też rzecz wymierna i konkretna: dokończenie traktu komunikacyjnego Rail Baltica, mającego połączyć Skandynawię z krajami Europy Środkowo-Wschodniej.
– Ile razy można słyszeć o wzywaniu ambasadora czy zamknięciu kolejnej rosyjskiej instytucji kulturalnej? A na arenie międzynarodowej odejdźmy od mówienia okrągłymi zdaniami – wskazuje Pszczel.
Wreszcie: gdzie są, pyta dyplomata, widoczne wysiłki państwa polskiego na rzecz promocji naszych kandydatów na ważne stanowiska w instytucjach międzynarodowych? A powinniśmy to, jak mówi, robić, aby nasz głos był słyszalny w Europie. Niekoniecznie, jak mówi, w dyskusjach o uchyleniu danemu europosłowi immunitetu.
Czy NATO odpowie na agresję?
Wszystko to jednak sprowadza się do odpowiedzi na pytanie, czy NATO realnie odpowie w razie zagrożenia militarnego? Pytamy o to byłego stałego przedstawiciela Polski przy NATO, Tomasza Szatkowskiego. Ten bez wahania mówi, że nie zakłada innego scenariusza.
– Bardzo trudno mi sobie wyobrazić, by NATO nie odpowiedziało w razie otwartej, militarnej agresji. Temu oczywiście mogą towarzyszyć rozmowy, działania dyplomatyczne, ale bardzo trudno jest mi sobie wyobrazić sytuację, w której Sojusz, widząc zbrojną agresję, nie odpowiada zbrojnie – mówi Wirtualnej Polsce.
W jego ocenie Rosja nie powinna być zainteresowana wojną na pełną skalę z NATO. Ale, jak mówi, po Ukrainie, gdzie chyba tylko Rosjanie wierzyli w szybkie i pełne zwycięstwo i dlatego zdecydowali się na inwazję, nie można założyć, że potencjalny adwersarz zachowuje pełną racjonalność.
Zaznacza on przy tym, że jesteśmy w innym miejscu niż jeszcze kilkanaście lat temu. Wzmocniły się państwa bałtyckie, wydają więcej na obronność, stacjonują w nich żołnierze z całego Sojuszu. A do NATO dołączyły Finlandia i Szwecja.
Szatkowski był przedstawicielem Polski w NATO w okresie 2019–2024. Wie, jak wyglądał przepływ informacji i kulisy funkcjonowania Sojuszu. Dlatego też mówi, że przed inwazją rosyjską szereg państw NATO – w tym Polska – dysponowało wystarczającą wiedzą, by sądzić, że Rosjanie mogą przekroczyć Rubikon i że trzeba ich od tego wcześniej odstraszyć. Ale nie wszyscy byli do tego przekonani.
– Byli nieliczni sojusznicy, którzy obawiali się, że takie działania będą "prowokacyjne". Jednak, kiedy Rosjanie ruszyli na Ukrainę, to nawet nieprzekonani karnie zagłosowali za bezprecedensowym uruchomieniem planów operacyjnych, których efekty obserwujemy do dziś, np. poprzez obecność samolotów NATO-wskich w Polsce, mechanizm Baltic Sentry czy różne ćwiczenia wojskowe Sojuszu – podsumowuje Szatkowski.
W ramach podsumowania ISW proponuje odejście od postrzegania poszczególnych rosyjskich incydentów jako odrębnych wydarzeń. Według raportu należy je interpretować jako element wzajemnie wspierających się kampanii rosyjskich przeciwko Europie.
Raport wskazuje pięć zasadniczych celów tych działań:
- fizyczne zakłócanie pomocy NATO dla Ukrainy,
- zastraszanie państw europejskich, aby ograniczyły wsparcie dla Ukrainy,
- rozpoznawanie możliwości i reakcji obronnych NATO,
- stopniowe przesuwanie granicy tego, co państwa NATO uznają za "normalne" rosyjskie działania,
- pogłębianie podziałów politycznych w Europie.
To ostatnie jest szczególnie istotne. Rosja – w interpretacji think-tanku – nie musi pokonać NATO militarnie, jeśli uda się jej doprowadzić do sytuacji, w której państwa NATO różnie oceniają rosyjskie działania i różnie reagują na ich eskalację.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.