Protesty we Francji wymykają się spod kontroli. Chaos na ulicach

Francuscy licealiści i studenci protestują przeciwko złym warunkom nauczania. W całym kraju doszło do zamknięcia około 400 placówek.
Według ministra edukacji Francji ruch protestacyjny został przejęty przez skrajnie agresywne grupy. W starciach ucierpiało co najmniej 65 pracowników, w tym 40 dyrektorów szkół.
Francuski minister sprawiedliwości poinformował, że od początku protestów około 2 tysiące osób trafiło do aresztów, z czego 90 procent to nieletni.
We Francji trwają protesty licealistów i studentów - przekazała agencja AFP. Jak dodano, rośnie liczba incydentów i blokad placówek. Nasilają się także akty przemocy - od poniedziałku zatrzymano blisko 1,8 tys. osób.
Rząd poinformował, że protesty objęły co najmniej 1027 liceów - w całej Francji jest około 3,7 tys. szkół tego typu. Ponad 300 policjantów i żandarmów zostało rannych.
Dlaczego młodzież protestuje? Uczniowie twierdzą, że godziny lekcyjne są zbyt długie, warunki nieodpowiednie - w tym przegrzane sale lekcyjne - oraz że zbyt często zdarzają się nieobecności kadry nauczycielskiej. Rząd uznaje te zarzuty za uzasadnione.
Ponadto młodzież zarzuca policji stosowanie nadmiernej siły i zadawanie obrażeń poprzez regularne używanie granatów z gazem łzawiącym w celu rozproszenia protestujących.
Francja. Protesty uczniów i studentów ogarniają kraj. Coraz więcej rannych i zatrzymanych
W piątek w Paryżu pożar uszkodził wejścia do dwóch liceów: Leonarda de Vinci na południu miasta oraz Gaston-Bachelarda na południowym wschodzie. Do gaszenia pożarów wezwano straż pożarną.
AFP ocenia, że sytuacja zaognia się we wszystkich departamentach kraju. Pojawia się coraz więcej aktów przemocy. Jedno ze źródeł oceniło, że w protestach zachodzi także "zmiana narracji", która jest teraz "bardziej radykalna".
Dochodzi m.in. do ataków na funkcjonariuszy, pracowników szkół i strażaków, a także do podpaleń, kradzieży i niszczenia mienia.
Telewizja BFMTV podała, powołując się na infromatora, że zdaniem rządu jest to już kwestia nie blokad szkół, ale "zamieszek ulicznych". Oceniono, że zamieszki są organizowane przez skrajnie lewicową Francję Nieujarzmiona (LFI) i jej partnerów ze skrajnej lewicy.
Minister edukacji Edouard Geffray zapowiedział, że spotka się w piątek ze związkami zawodowymi reprezentującymi pracowników szkół, a także z organizacjami uczniów i rodziców. Minister chce, by podczas tych rozmów doszło do "konkretnych postępów" na rzecz uczniów.
Protesty młodzieży paraliżują Francję. Ranni policjanci i dyrektorzy szkół
Władze jednak oceniają, że protesty będą kontynuowane. - Do teraz poszkodowanych zostało 65 pracowników, w tym 40 dyrektorów placówek - powiedział Geffray. Minister nie podał szczegółów dotyczących charakteru ani stopnia obrażeń.
Minister sprawiedliwości Gérald Darmanin poinformował z kolei w radiu RTL, że zwrócił się do prokuratorów o pociąganie rodziców do odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone przez ich dzieci podczas blokad. Jak wyjaśnił, chodzi o to, by rodzice "zapłacili za naprawy".
Według ministra od początku protestów około 1,8 tys. osób trafiło do policyjnych aresztów, z czego 90 proc. stanowią nieletni. Jedna trzecia zatrzymań miała związek z aktami przemocy wobec innych osób.
Protesty i blokady liceów trwają od poniedziałku i objęły szkoły w całym kraju. Do licealistów dołączyli w czwartek studenci, organizując blokady na kilkunastu uczelniach.
Źródła: AFP, Reuters
"Polityczny WF": Trzaskowski odetchnął. Dlaczego referendum upadło z hukiem?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.