"Zobaczył w lustrze potwora". Wstrząsające relacje rannych Ukraińców

– Wszystkie te osoby otarły się o śmierć. Cudem przeżyły. Kiedy ustabilizowano ich stan, okazało się, że te osoby nie mają nie tylko twarzy, ale też życia – mówiła w programie "Newsroom WP" Tetiana Kolesnychenko. Dziennikarka WP wraz z fotoreporterem Maciejem Stanikiem odwiedziła ośrodki, gdzie leczone są osoby po ciężkich urazach twarzy odniesionych w Ukrainie.
Efektem ich trwającej ponad rok pracy jest reportaż multimedialny "Twarze Wojny", dostępny pod adresem twarzewojny.wp.pl.
– To, co nas uderzyło najbardziej w tym wszystkim to to, że żadna z osób, z którymi rozmawialiśmy, nie była zawodowym wojskowym. Oni byli cywilami, tylko ze względu na niesprawiedliwość wojenną musieli zaciągnąć się na ochotnika albo trafili do wojska poprzez mobilizację, albo to byli cywile, którzy byli w miejscu, w którym spadały rosyjskie pociski – mówiła Kolesnychenko.
– Jeden z naszych bohaterów dwa dni czekał na ewakuację. On de facto miał odstrzelony cały policzek i zmiażdżoną szczękę. Krwawił i wdało się zakażenie. W pewnym momencie zaczął odczuwać pewien zapach wydostający się z rany i już myślał, że to jest koniec – relacjonowała.
Dziennikarka WP podkreśliła, że wszyscy bohaterowie reportażu otarli się o śmierć, a kiedy ustabilizowano ich stan, okazało się, że wraz z twarzą stracili też swoje wcześniejsze życie. – Najcięższym etapem było zobaczenie siebie w lustrze. Jeden z naszych bohaterów powiedział, że zobaczył w lustrze potwora. Nie miał oka, miał zmiażdżone kości policzkowe (…). Pierwsze, co zrobił, to złapał za telefon, zadzwonił do żony i powiedział, że to koniec, że się rozwodzą, bo on nie będzie jej uprzykrzał życia swoim widokiem – opowiadała Kolesnychenko.
Stracili na wojnie twarz. "Najbardziej zaskakujące jest ich nastawienie"
Ta historia ma jednak swoje szczęśliwe zakończenie. Ostatecznie małżeństwo się nie rozpadło, a żona rannego przez cały czas wspierała męża w leczeniu i rehabilitacji. – Teraz, gdy w końcu odnowiono mu twarz, on mówi, że nigdy nie był tak blisko ze swoją rodziną – dodała.
Podczas pracy nad reportażem zaskoczeniem okazała się też atmosfera panująca w odwiedzanych ośrodkach. – Wydawałoby się, że to jest tak dramatyczna sytuacja, że powinna tam być atmosfera smutku i rozpaczy. Najbardziej zaskakujące jest to, że te osoby były pozytywnie nastawione. Dlaczego? Bo te urazy twarzy są na tyle ciężkie, że szansa na przeżycie była minimalna – podsumowuje.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.