Kanclerz Niemiec reaguje na triumf AfD i klęskę CDU. "To katastrofa"
Niedzielne wybory w krajach związkowych przyniosły Niemcom polityczne trzęsienie ziemi. Zgodnie z pierwszymi prognozami stacji ZDF, w Meklemburgii-Pomorzu Przednim triumfowała prawicowo-populistyczna AfD z wynikiem 38 proc., wyprzedzając tym samym SPD (36,5 proc.). Dla partii obecnego kanclerza, CDU, wybory na północy okazały się bolesną porażką — ugrupowanie z wynikiem rzędu 5 proc. zrównało się z Zielonymi i balansuje na granicy progu wyborczego.
— Wyniku w Meklemburgii-Pomorzu Przednim nie możemy upiększać. To jest katastrofa — przyznał bez ogródek kanclerz Friedrich Merz, podsumowując niedzielne głosowanie.
Czytaj nas częściej w Google
Szef rządu starał się jednak znaleźć pozytywy w wynikach z Berlina, gdzie wybory wygrała Lewica (26 proc.), ale CDU zajęło mocne, drugie miejsce (20 proc.), wyprzedzając m.in. Zielonych, AfD i SPD. Merz pochwalił stołeczną kampanię i lidera Stefana Eversa, który poprowadził chadeków do "przyzwoitego wyniku". Kanclerz podziękował też wszystkim zaangażowanym w kampanię, szczerze przyznając, że mieli trudne zadanie, "także dlatego, że zabrakło wiatru w żagle płynącego z Berlina".
Komentując tło politycznego sukcesu ugrupowań skrajnych, Merz zwrócił uwagę na fatalne nastroje społeczne. Jak podkreślił, niemiecka gospodarka znajduje się w fazie głębokiej transformacji. — Doświadczamy państwa, które stało się zbyt skomplikowane — zaznaczył.
Friedrich Merz po wyborach w krajach związkowych: biorę na siebie odpowiedzialność
Kanclerz zauważył również brutalizację debaty publicznej. Jego zdaniem ton dyskusji stał się "bardziej szorstki i nieprzejednany". — Zaufanie do instytucji naszego kraju spada i jest aktywnie podważane przez radykalne partie z lewej i prawej strony — tłumaczył, odnosząc się do mocnych wyników AfD oraz Lewicy i nowej, skrajnie lewicowej formacji BSW, która w Berlinie zdobyła 5 proc. głosów.
Odpowiedzią na polityczny kryzys mają być zdecydowane kroki rządu, choć kanclerz nie ukrywa, że nie będą one łatwe dla obywateli. Merz wykorzystał powyborcze wystąpienie, by przygotować Niemców na nadchodzące trudności.
— Reformy muszą nadejść. Potrzebujemy zmian, a zmiany kosztują wiele sił. Nie wszystko spotka się z szybkim aplauzem — ostrzegł kanclerz.
Jak dodał, transformacja będzie wiązać się dla wielu ludzi z "obciążeniami i nowymi niepewnościami", a jej pozytywne skutki często będzie można dostrzec dopiero po czasie. — Ale właśnie dlatego nie możemy dłużej odkładać tych decyzji na później — argumentował.
Na zakończenie szef niemieckiego rządu zapewnił, że jest gotowy wziąć na swoje barki koszty polityczne tych decyzji. — Biorę na siebie tę odpowiedzialność, ponieważ chcę popchnąć nasz kraj do przodu — zadeklarował Merz, wyrażając głębokie przekonanie, że sukces zaplanowanych reform ostatecznie poprawi nie tylko to, jak Niemcy postrzegają samych siebie, ale i wizerunek ich kraju na arenie międzynarodowej.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.