Dron w Rusinowie. Żandarmeria zabezpiecza teren, jadą eksperci od materiałów wybuchowych
Na plaży w Rusinowie koło Jarosławca leży bezzałogowiec, a teren zabezpiecza Żandarmeria Wojskowa. Na miejsce jadą eksperci, którzy mają sprawdzić, czy znalezisko nie stwarza zagrożenia chemicznego lub wybuchowego. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał, że chodzi najprawdopodobniej o rosyjską Gerberę - oficjalnej identyfikacji wciąż jednak nie ma.
Władysław Kosiniak-Kamysz opublikował na X zdjęcie drona z plaży w Rusinowie
Źródło zdjęć: © EastNews, X | EastNews, X
Informacje z plaży są na razie szczątkowe i często się wykluczają. Działania prowadzi Żandarmeria Wojskowa. Jak przekazał Wirtualnej Polsce jej rzecznik ppłk Dariusz Rozkosz, na miejsce jadą eksperci, którzy mają ocenić, czy wyrzucony na brzeg bezzałogowiec nie stwarza zagrożenia chemicznego lub wybuchowego.
Gerbera to tania rosyjska konstrukcja z pianki i sklejki, przypominająca irańskiego Shaheda-136. Ostrożność służb nie bierze się znikąd: takie maszyny bywają wabikiem dla obrony przeciwlotniczej, który ma ściągnąć na siebie ogień i odsłonić pozycje przeciwnika, ale część z nich lata z ładunkiem bojowym albo z aparaturą rozpoznawczą. "Wabik" nie znaczy więc automatycznie "pusty". Stąd też zagrożenie chemiczne - w środku zostaje paliwo i układy napędowe, a przy niezdetonowanym ładunku także materiał wybuchowy, którego resztki są toksyczne.
Około godziny 17 na plaży wciąż trwało zabezpieczanie znaleziska przed falami Bałtyku - drona mocowano do podłoża, żeby woda nie zniosła go z powrotem do morza.
Na tym kończy się to, co wiadomo na pewno - reszty dopisuje internet. Jak nieoficjalnie słyszy Wirtualna Polska, w Dowództwie Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych radzą, by do zdjęć krążących w mediach społecznościowych podchodzić z dużą ostrożnością. Część z nich ma przedstawiać znalezisko z plaży w Rusinowie.
Po X krąży zdjęcie, na którym widać wyraźne cyfry i litery na stateczniku drona. Nabrały się na nie także media - fotografię pokazała m.in. TVP. Problem w tym, że nie przedstawia ona znaleziska z Rusinowa. Oznaczenia wskazują najpewniej na polską konstrukcję.
- Nie wiemy, skąd pojawiło się to zdjęcie i dlaczego dziennikarze go używają, ale numery na nim nie zgadzają się ze znaleziskiem - słyszymy w Dowództwie Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych.
Prawdziwą fotografię drona z plaży opublikował sam Władysław Kosiniak-Kamysz.
Fałszywe zdjęcie drona obiegło media
Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz napisał na X, że mamy do czynienia najprawdopodobniej z rosyjskim dronem typu Gerbera. Podobnie sądzą w Żandarmerii Wojskowej, która zabezpiecza teren. Oba wskazania padają jednak przed oględzinami - ostatnie słowo należy do ekspertów, którzy dopiero jadą na plażę.
Dla służb każdy taki egzemplarz to cenny materiał. Nawet tania konstrukcja z pianki i sklejki mieści w sobie elektronikę, moduły nawigacji i podzespoły - często zachodniej produkcji - które pozwalają ustalić, kiedy i gdzie maszynę złożono, czym była sterowana i jakimi kanałami obchodzone są sankcje. Do tego dochodzą dane z pamięci, jeśli dało się je odczytać: trasa, punkty nawigacyjne, sposób naprowadzania. Rozbity dron bywa więc dla wywiadu cenniejszy niż zestrzelony w powietrzu.
Drona znaleziono w poniedziałek wczesnym popołudniem w rejonie plaży w Rusinowie koło Jarosławca w województwie zachodniopomorskim. To zachodnie wybrzeże, setki kilometrów od granicy z Ukrainą i Białorusią - a więc daleko od kierunku, z którego rosyjskie drony spadają dziś najczęściej.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.