Miliony Polaków wciąż leczą ją źle. Co nie pomoże na migrenę?
Botoks na pomoc z migreną
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock/Lumi Studio
Kluczowe fakty:
- W Polsce na migrenę choruje około sześciu milionów osób, a 750 tysięcy ma jej postać przewlekłą. Dlaczego tak wielu pacjentów nadal nie otrzymuje leczenia profilaktycznego?
- Nadużywanie leków przeciwbólowych może prowadzić do kolejnych bólów głowy. Kiedy doraźne leczenie zaczyna napędzać problem?
- W ostatnich latach pojawiły się terapie działające na szlak CGRP. Kto może z nich skorzystać?
- Więcej artykułów o tematyce zdrowotnej znajdziesz tutaj. Polecamy też "Wywiad Medyczny" - w każdy poniedziałek w TVN24+
Migrena jest najczęstszą chorobą neurologiczną i jedną z głównych przyczyn niepełnosprawności. Mimo to pacjenci nadal słyszą, że "taka ich uroda", a na ból wystarczy tabletka. Tymczasem w Polsce z migreną żyje około sześciu milionów osób, a nawet 750 tys. ma jej postać przewlekłą.
O tym, jak duża jest przepaść między skalą problemu a dostępem do właściwego leczenia, mówiła podczas XXV konferencji "Polka w Europie" prof. Marta Waliszewska-Prosół, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy, neurolog z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Migrena to znacznie więcej niż ból głowy
- Migrena wciąż jest lekceważona, nawet lekarze często twierdzą, że to jedynie ból głowy. Tymczasem jest to poważna choroba neurologiczna, a nie zwykła przypadłość i wymaga odpowiedniego leczenia - podkreśla prof. Waliszewska-Prosół.
Najczęściej chorują kobiety, które stanowią około 75 proc. pacjentów. Problem nie kończy się jednak na samym bólu, bo napadowi mogą towarzyszyć nudności i wymioty, nadwrażliwość na światło, dźwięki czy zapachy, a u części osób także aura. W przypadku migreny przewlekłej ból głowy występuje przez co najmniej 15 dni w miesiącu.
To oznacza tygodnie, w których normalna praca, opieka nad dziećmi, prowadzenie domu czy spotkania z ludźmi stają się bardzo trudne albo niemożliwe. - Pacjentki często słyszą, że migrena to nie choroba, że to taka uroda i trzeba się do tego przyzwyczaić. Jak urodzisz dziecko, to przejdzie albo po menopauzie, weź tabletkę przeciwbólową, np. apap, to też ci przejdzie. Bo traktowana jest jako przypadłość lub jedynie dolegliwość - mówi specjalistka.
Jej zdaniem konsekwencje takiego podejścia widać także w leczeniu. Zaledwie od dwóch do 14 proc. pacjentów, którzy powinni otrzymywać terapię profilaktyczną, jest w ten sposób leczonych. - W Polsce mamy największe obciążenie tą chorobą, większe niż w innych krajach europejskich. Wydajemy najwięcej na leki oraz metody alternatywne, które na bóle głowy nie pomagają - alarmuje prof. Waliszewska-Prosół.
Do tego dochodzą koszty wykraczające daleko poza gabinet lekarski. Według danych straty związane z bólami głowy mogą sięgać 1,6 proc. PKB. - To już nie są żarty. Czy zatem nie warto tych pacjentów skutecznie leczyć, by nie powodować takich strat? - pyta prof. Waliszewska-Prosół.
Tabletka za tabletką może napędzać ból
Pierwszym odruchem przy napadzie migreny jest często sięgnięcie po dostępny bez recepty lek przeciwbólowy, np. ibuprofen lub paracetamol. Stosuje się również leki przeznaczone do przerywania napadów migreny, m.in. tryptany. Problem zaczyna się wtedy, gdy leczenie doraźne jest potrzebne coraz częściej.
Nadużywanie leków przeciwbólowych i przeciwmigrenowych może prowadzić do polekowego bólu głowy, czyli sytuacji, w której środki przyjmowane po to, żeby ból przerwać, zaczynają podtrzymywać jego nawroty. Polskie Towarzystwo Bólów Głowy zwraca uwagę, że w migrenie przewlekłej ryzyko takiego mechanizmu jest szczególnie duże.
Prof. Waliszewska-Prosół mówi o błędnym kole: kolejne napady prowadzą do coraz częstszego sięgania po leki doraźne, a brak właściwego leczenia profilaktycznego zwiększa ryzyko, że problem będzie narastał.
- Gdy pacjent zażywa suplementy, to ja na niego nie krzyczę, jeśli uważa, że czuje się lepiej, choć nie mają one potwierdzenia naukowego. Ostrzegam jedynie, że im dłużej pacjent nie jest leczony lub jest leczony niewłaściwie i bardziej nadużywa leków przeciwbólowych, tym większe jest ryzyko, że nawet skuteczne leki przyczynowe nie będą już działały - mówiła.
Pacjenci szukają pomocy również poza medycyną opartą na dowodach. Ekspertka wymienia m.in. olejki CBD, psylocybinę (mającą działanie psychodeliczne), kolczyki daith (zakładane w miejscu wiązanym przez zwolenników tej metody z punktami akupunkturowymi), suplementy, hirudoterapię (metodę wykorzystującą pijawki lekarskie), czy tropokolagen (prekursor kolagenu). Przestrzega też przed zabiegami oferowanymi przez prywatne kliniki, m.in. stymulacją nerwu błędnego, przezczaszkową stymulacją magnetyczną czy przezskórną elektryczną stymulacją nerwów.
- Migreny nie leczymy chirurgicznie - podkreśla prof. Waliszewska-Prosół. Jak zaznacza, takie procedury mogą prowadzić do uszkodzenia nerwów i wtórnych dolegliwości bólowych. - To oszukiwanie pacjentów, musimy potem leczyć powikłania tych wszystkich metod - mówi.
Podobnie jest z dietą. - Dowody naukowe obecnie nie uzasadniają stosowania określonych typów diety do zapobiegania napadom. Racjonalne wydaje się unikanie jedynie tych składników, które powtarzalnie wywołują napady - zaznacza prof. Waliszewska-Prosół.
Nowe leki potrafią mocno ograniczyć liczbę napadów
W leczeniu migreny w ostatnich latach pojawiła się zupełnie nowa grupa terapii. Część z nich działa na CGRP, neuropeptyd odgrywający istotną rolę w mechanizmie napadu migrenowego.
Do tej grupy należą przeciwciała monoklonalne skierowane przeciwko CGRP lub jego receptorowi, m.in. erenumab, fremanezumab, galkanezumab i eptinezumab, a także gepanty. Aktualne zalecenia ekspertów wskazują terapie anty-CGRP jako jedne z najważniejszych możliwości profilaktycznego leczenia migreny, zarówno epizodycznej, jak i przewlekłej.
- Uzyskujemy spektakularne efekty leczenia nowymi lekami działającymi na neuropeptyd CGRP, kluczowy przekaźnik bólu migrenowego. To przełom, którego zazdrości nam cała neurologia. Tego rodzaju terapia celowana pozbawiona jest działań niepożądanych i jest bezpieczna dla pacjentów - mówi prof. Waliszewska-Prosół.
Część przeciwciał podaje się podskórnie raz w miesiącu, fremanezumab może być stosowany także raz na trzy miesiące, a eptinezumab podawany jest dożylnie raz na kwartał. U części pacjentów terapie te pozwalają znacząco zmniejszyć liczbę dni z migreną, także wtedy, gdy wcześniejsze metody nie dawały wystarczającego efektu.
Dostępność leczenia nie nadąża jednak za liczbą chorych. Prof. Waliszewska-Prosół wskazuje, że z refundowanego programu lekowego korzysta około 1,3 tys. pacjentów z migreną przewlekłą, podczas gdy jej kryteria może spełniać około 750 tys. osób. Program lekowy obejmuje ściśle określoną grupę pacjentów, a kwalifikacja odbywa się według kryteriów określonych przez Ministerstwo Zdrowia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.