Tu nawet pustynia jest murem. Algieria buduje "Alcatraz" dla narkobaronów
Nie ma tu prawie nic. Żadnych miast widocznych na horyzoncie, drzew dających cień ani miejsca, w którym można po prostu zatrzymać się po wodę. Jest kamień, piasek i rozgrzane powietrze. Latem temperatura może przekraczać 50 stopni Celsjusza.
Dawne koszary wojskowe w południowo-zachodniej części kraju mają zostać przekształcone w zakład karny o zaostrzonym rygorze. Projekt osobiście śledzi prezydent Abdelmadjid Tebboune. 8 września zwołał kolejne spotkanie dotyczące postępu prac i przekazania obiektu pod nadzór ministerstwa sprawiedliwości.
W algierskich mediach projekt szybko zyskał przydomek "Alcatraz Sahary". To nie jest oficjalna nazwa, ale porównanie działa na wyobraźnię. W przypadku słynnego więzienia na wyspie San Francisco Bay naturalną przeszkodą w ucieczce była woda. Tutaj rolę tę ma odgrywać pustynia.
Tanezrouft jest nazywany "krajem pragnienia". To rozległy, niemal bezludny obszar na pograniczu Algierii i Mali, należący do najbardziej odizolowanych części Sahary. Właśnie tę izolację algierskie władze wykorzystują w projekcie nowego więzienia.
Więzienie na końcu świata
Decyzję o przekształceniu koszar Ludowej Armii Narodowej w więzienie wysokiego bezpieczeństwa podjęła 2 września Najwyższa Rada Bezpieczeństwa pod przewodnictwem Tebboune'a. Zakład ma być przeznaczony dla "baronów narkotykowych i handlarzy", jak określono ich w komunikacie prezydenckim.
Kilka dni później, 8 września, prezydent ponownie zajął się projektem. W spotkaniu uczestniczyli m.in. szef sztabu algierskiej armii, minister sprawiedliwości oraz dyrektor generalny administracji więziennej. Omawiano postęp prac, kwestie techniczne i prawne oraz przekazanie obiektu ministerstwu sprawiedliwości.
Na razie nie wiadomo, ilu więźniów będzie mogło trafić do Tanezrouft ani kiedy dokładnie zakład zostanie uruchomiony. Wiadomo natomiast, że nie jest to jedynie pomysł na papierze. Władze rozpoczęły przygotowania do przekształcenia dawnej infrastruktury wojskowej w więzienie.
Równolegle Algieria tworzy nową strukturę bezpieczeństwa specjalizującą się w walce z narkotykami. Prezydencki komunikat wskazywał na rozwiązania stosowane w innych państwach, w tym w Stanach Zjednoczonych, gdzie za walkę z narkotykami odpowiada DEA.
To pokazuje, że Tanezrouft ma być czymś więcej niż pojedynczym więzieniem. Ma stać się elementem szerszej ofensywy przeciwko narkobiznesowi.
10,4 mln kapsułek i ponad 33 kg kokainy
Algieria od kilku lat mierzy się z rosnącym problemem przemytu narkotyków i substancji psychotropowych. Skala ostatnich przejęć pokazuje, dlaczego władze zdecydowały się na zaostrzenie polityki.
20 sierpnia algierskie służby poinformowały o największej w swojej historii operacji tego typu. Przejęto 10,4 mln kapsułek pregabaliny oraz 33,4 kg kokainy. Według władz rozbito w ten sposób strukturę międzynarodowej zorganizowanej grupy przestępczej.
Pregabalina jest lekiem stosowanym m.in. w leczeniu padaczki i bólu neuropatycznego. Jej nielegalny obrót stał się jednak w Algierii poważnym problemem. W sierpniowej operacji zabezpieczono również pojazdy, motocykle i środki pochodzące z działalności przestępczej.
Według władz była to największa tego rodzaju operacja w historii algierskich służb. Skala przejęcia była tak duża, że stała się jednym z argumentów dla zaostrzenia państwowej odpowiedzi na narkobiznes.
Problem narkotykowy ma jednak także wymiar międzynarodowy. W ostatnich tygodniach Algieria stała się miejscem zatrzymania dwóch ważnych postaci francuskiego półświatka narkotykowego. 20 lipca algierskie służby zatrzymały Abdelatifa Mehdiego Laribiego, przedstawianego przez francuską policję jako jednego z założycieli i przywódców DZ Mafia, jednej z najważniejszych organizacji kontrolujących handel narkotykami w Marsylii. Mężczyzna był poszukiwany na podstawie francuskiego nakazu aresztowania wydanego w ramach śledztwa "Octopus". Początkowo został objęty kontrolą sądową, ale 10 sierpnia trafił do aresztu tymczasowego w Algierii.
Dwa tygodnie później, 3 sierpnia, w Algierii zatrzymano Djamela Djehę, podejrzewanego przez francuskie służby o związki z siecią La Castellane działającą w Marsylii. Jego zatrzymanie było związane ze śledztwem "Empire". Podobnie jak Laribi, Djeha został ostatecznie osadzony w areszcie tymczasowym na wniosek algierskiej prokuratury.
Dla Paryża oba zatrzymania miały znaczenie wykraczające poza samą walkę z narkotykami. Współpraca sądowa między Francją i Algierią była przez długi czas mocno ograniczona. Aresztowania poszukiwanych przez Francję podejrzanych zostały więc odebrane jako sygnał, że kanały współpracy między oboma krajami zaczynają ponownie działać. Gérald Darmanin dziękował algierskim władzom za "wznowioną współpracę" w walce z narkobiznesem. Francuskie źródło cytowane przez "Le Monde" określiło jednak ten postęp obrazowo: relacje między Paryżem a Algierem można na razie uznać za "szklankę do połowy pełną".
To istotne także z innego powodu. Laribi, jako obywatel francusko-algierski, nie może zostać po prostu wydany Francji na podstawie obowiązującej konwencji ekstradycyjnej. Algieria może natomiast prowadzić wobec niego własne postępowanie. W praktyce oznacza to, że francuskie śledztwa dotyczące potężnych marsylskich sieci narkotykowych coraz częściej muszą uwzględniać to, co dzieje się po drugiej stronie Morza Śródziemnego.
"Państwo postanowiło przejść od odstraszania legislacyjnego do karnego"
– Ta decyzja oznacza, że państwo algierskie postanowiło przejść od odstraszania legislacyjnego do odstraszania karnego w wojnie z baronami narkotykowymi i nielegalnym handlem tabletkami psychotropowymi, ponieważ problem narkotyków stał się bardzo poważny i zagraża pokojowi społecznemu – powiedział portalowi The New Arab ekspert ds. bezpieczeństwa Mabrouk Kahi.
Jego zdaniem rozwiązania oparte na bezpieczeństwie mogą być skuteczne, jeśli towarzyszą im zdecydowane przepisy i realne egzekwowanie prawa. Kahi nie wyklucza również, że w przyszłości kolejne odizolowane więzienie mogłoby zostać przeznaczone dla członków gangów i innych grup przestępczych.
– Istniała potrzeba wybudowania więzień na dalekim południowym zachodzie, w rejonach Bordj Badji Mokhtar, Tinzaouatine i Ain Guezzam, jako środka odstraszającego, zwłaszcza że te obszary są stosunkowo odizolowane – mówił ekspert. Jego zdaniem sama lokalizacja takich zakładów może działać odstraszająco zarówno na handlarzy, jak i osoby związane z narkobiznesem.
Nie wszyscy w Algierii patrzą jednak na projekt z takim entuzjazmem. Opozycyjny portal Le Matin d'Algérie określił planowany zakład mianem "gułagu" i zakwestionował wybór tak niegościnnego miejsca. "Dlaczego ta szczególnie niegościnna pustynia?" – pyta portal. Zdaniem redakcji polityka władz może oznaczać podwójną karę: nie tylko pozbawienie wolności, ale również umieszczenie więźniów w ekstremalnie trudnym środowisku.
"Dziś władze sprawiają wrażenie, jakby chciały reagować na emocje karą, a na niepewność – usunięciem. Może to być skuteczny sposób na okazanie stanowczości. Niekoniecznie świadczy to o skuteczności państwa" – ocenia *Le Matin d'Algérie".
I właśnie w tym pytaniu kryje się najważniejsza zagadka projektu z Tanezrouft. Czy więzienie na środku Sahary rzeczywiście utrudni działalność najpotężniejszych grup narkotykowych, czy przede wszystkim stanie się spektakularnym symbolem twardej polityki państwa?
Na odpowiedź trzeba będzie poczekać. Na razie wiadomo jedno: algierskie władze wybrały miejsce, w którym natura sama potrafi być murem.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.