Trump popchnął Kanadę w ramiona Europy? Historyczny szczyt w Montrealu

I wreszcie historia o tym, jak Kanada zaczęła szukać nowego sposobu na zapewnienie sobie bezpieczeństwa gospodarczego i politycznego. Właśnie dlatego spotkanie w Montrealu może okazać się czymś znacznie ważniejszym niż kolejnym dyplomatycznym szczytem. Bo pojawia się pytanie: czy Donald Trump, próbując podporządkować sobie Kanadę, przypadkiem nie przyspieszył jej zbliżenia z Unią Europejską? I czy Europa może wykorzystać ten moment, żeby zyskać jednego z najważniejszych partnerów gospodarczych i strategicznych na świecie?
Na szczycie w Montrealu
Kanadę reprezentuje premier Mark Carney, a Unię Europejską przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i przewodniczący Rady Europejskiej António Costa. Głównym celem spotkania jest rozpoczęcie nowego etapu współpracy. Przywódcy mówią o stworzeniu „Sojuszu na rzecz przyszłości”. Brzmi to bardzo dyplomatycznie, ale za tą nazwą kryje się konkretna idea. Kanada i Europa chcą być ze sobą powiązane znacznie mocniej niż dotychczas. Nie tylko przez handel, ale również przez wspólny przemysł, inwestycje, technologie, energetykę i obronność. W ostatnich latach światowa gospodarka staje się coraz mniej przewidywalna. Wojny, sankcje, cła i rywalizacja mocarstw wpływają na decyzje przedsiębiorstw oraz rządów. A Kanada i Europa doszły do wniosku, że powinny wspólnie ograniczać swoją podatność na takie wstrząsy. To jest najważniejszy kontekst tego spotkania.
Dlaczego Kanada znalazła się w tak trudnej sytuacji?
Żeby to zrozumieć, trzeba wrócić do początku drugiej kadencji Donalda Trumpa. Przez dziesięciolecia Kanada była jednym z najbliższych partnerów Stanów Zjednoczonych. Oba państwa łączy najdłuższa na świecie międzynarodowa granica między dwoma krajami, bardzo ścisła współpraca wojskowa i gospodarcza oraz ogromna wymiana handlowa. Amerykańskie i kanadyjskie przedsiębiorstwa działają w wielu branżach praktycznie jak jeden organizm. Weźmy przemysł motoryzacyjny. Części samochodowe wielokrotnie przekraczają granicę między Kanadą a Stanami Zjednoczonymi, zanim gotowy samochód trafi do salonu. Podobnie jest z energią, stalą, aluminium i wieloma produktami przemysłowymi. Kanada eksportuje do Stanów Zjednoczonych ogromne ilości ropy naftowej i innych surowców. Przez lata ta współzależność była uważana za jedną z największych zalet relacji między oboma krajami. Mało tego, gdy w USA wybuchały pożary lasów, na pomoc ruszali strażacy z Kanady, wspomnę tylko pożar w Kalifornii w styczniu zeszłego roku. Ale Donald Trump zaczął patrzeć na Kanadę inaczej. W jego przekonaniu Stany Zjednoczone zbyt wiele tracą na dotychczasowych zasadach handlu. Prezydent zaczął domagać się zmian, a jednym z głównych narzędzi nacisku stały się cła.
Wojna handlowa Trumpa z Kanadą
Już w lutym 2025 roku Trump zapowiedział wysokie cła na towary sprowadzane z Kanady. Administracja amerykańska uzasadniała część tych działań między innymi problemem przemytu fentanylu i bezpieczeństwem granic. Kanadyjczycy odpowiadali, że skala przemytu fentanylu przez ich granicę jest nieporównywalnie mniejsza niż przez granicę amerykańsko-meksykańską. Ottawa uznała działania Waszyngtonu za nieuzasadnione i zapowiedziała cła odwetowe. Rozpoczęła się wojna handlowa między państwami, które jeszcze niedawno uchodziły za niemal nierozłącznych partnerów gospodarczych. W marcu 2025 roku Trump ogłosił 25-procentowe cła na importowane samochody. W czerwcu amerykańskie cła na stal i aluminium wzrosły do 50 procent. Następnie pojawiły się kolejne podwyżki ceł na wybrane kanadyjskie produkty. Warto jednak wyjaśnić jedną rzecz. Nie wszystkie towary z Kanady były objęte jednakowymi stawkami. Wiele produktów spełniających warunki północnoamerykańskiej umowy handlowej korzystało z preferencyjnego traktowania. Ale przedsiębiorcy i tak znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Bo problemem nie była wyłącznie wysokość ceł. Problemem stała się nieprzewidywalność. Firma planująca inwestycję na pięć czy dziesięć lat musi wiedzieć, na jakich zasadach będzie sprzedawać swoje produkty. A w relacjach amerykańsko-kanadyjskich te zasady zaczęły się gwałtownie zmieniać.
Trump i pomysł 51. stanu
Ale konflikt nie ograniczył się do gospodarki. Donald Trump zaczął publicznie sugerować, że Kanada powinna zostać 51. stanem USA. Amerykański prezydent przedstawiał tę koncepcję jako rozwiązanie, które miałoby przynieść Kanadyjczykom korzyści gospodarcze i bezpieczeństwo. W Kanadzie wywołało to ogromne oburzenie. Bo Kanadyjczycy nie traktują swojego kraju jako dodatku do Stanów Zjednoczonych. Mają własną historię, instytucje, kulturę polityczną i silne poczucie narodowej tożsamości. Wypowiedzi Trumpa zostały więc odebrane przez wielu Kanadyjczyków nie jako żart, ale jako podważanie ich suwerenności. I to miało bardzo poważne konsekwencje polityczne. W Kanadzie zaczęło rosnąć przekonanie, że nadmierna zależność od Stanów Zjednoczonych jest zagrożeniem. Nie tylko gospodarczym. Również politycznym. Premier Mark Carney wielokrotnie podkreślał, że Kanada nie stanie się 51. stanem. I właśnie na tym tle trzeba rozumieć jego działania zmierzające do zacieśnienia współpracy z Europą.
Carney próbuje negocjować z Trumpem
Nie można jednak powiedzieć, że Kanada od razu odwróciła się od Waszyngtonu. Wręcz przeciwnie. Premier Carney próbował porozumieć się z Trumpem. W maju 2025 roku przyjechał do Białego Domu. W czerwcu obaj politycy spotkali się podczas szczytu G7 w Kanadzie. Rozmawiali o obniżeniu ceł i nowych zasadach handlu. Ale negocjacje wielokrotnie kończyły się kolejnymi sporami. W czerwcu 2025 roku Trump zerwał rozmowy w związku z kanadyjskim podatkiem od usług cyfrowych, który miał dotyczyć między innymi dużych amerykańskich firm technologicznych. Kanada wycofała się z tego podatku, aby umożliwić wznowienie negocjacji. Kilka miesięcy później doszło do kolejnego konfliktu. Tym razem o reklamę telewizyjną. Władze kanadyjskiej prowincji Ontario przygotowały spot, w którym wykorzystano wypowiedź byłego amerykańskiego prezydenta Ronalda Reagana krytykującego bariery handlowe. Donald Trump zareagował bardzo ostro i ponownie wstrzymał rozmowy z Kanadą. I proszę zwrócić uwagę na pewien paradoks. Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone promowały ideę wolnego handlu. Tymczasem Kanada wykorzystała słowa republikańskiego prezydenta Reagana, żeby krytykować politykę handlową innego republikańskiego prezydenta — Donalda Trumpa. Ten spór dobrze pokazał, jak bardzo zmieniła się amerykańska polityka gospodarcza.
Rok 2026. Konflikt jeszcze bardziej się zaostrza
Jeżeli ktoś liczył, że napięcia z czasem osłabną, to wydarzenia kolejnych miesięcy pokazały coś innego. W 2026 roku wojna handlowa ponownie się zaostrzyła.
We wrześniu Stany Zjednoczone nałożyły 50-procentowe cła na kolejną grupę kanadyjskich produktów o wartości około 20 miliardów dolarów. Kanada odpowiedziała własnymi cłami odwetowymi. Waszyngton wprowadził również ograniczenia dotyczące importu niektórych kanadyjskich towarów, w tym produktów mlecznych, alkoholu i motocykli. To już nie był pojedynczy spór dotyczący jednego sektora gospodarki. To stał się długotrwały konflikt między dwoma państwami, które są od siebie bardzo silnie zależne. Dla kanadyjskich przedsiębiorstw oznaczało to rosnącą presję. Dla amerykańskich firm — zakłócenia w łańcuchach dostaw i ryzyko wyższych kosztów. A dla premiera Carneya coraz bardziej oczywisty wniosek: Kanada musi mieć alternatywę.
I tutaj pojawia się Unia Europejska
Europa jest dla Kanady naturalnym partnerem. Łączą je podobne instytucje demokratyczne, współpraca w NATO, zbliżone podejście do wielu kwestii bezpieczeństwa i bardzo silne więzi gospodarcze. Kanada i Unia Europejska nie zaczynają jednak od zera. Już w 2016 roku podpisały kompleksową umowę gospodarczo-handlową, która zaczęła być tymczasowo stosowana we wrześniu 2017 roku. Dzięki niej zniesiono zdecydowaną większość ceł w handlu między Kanadą a Unią Europejską. Dzisiaj Unia jest drugim najważniejszym partnerem handlowym Kanady, po Stanach Zjednoczonych. Według danych przedstawionych przez stronę europejską wartość wymiany towarów i usług między Kanadą a Unią w 2025 roku wyniosła około 130 miliardów euro. To pokazuje, że mówimy o bardzo poważnych relacjach gospodarczych. Ale teraz obie strony chcą pójść znacznie dalej. I tutaj dochodzimy do najważniejszego pytania.
Czego chce Kanada?
Kanada chce przede wszystkim ograniczyć zależność od amerykańskiego rynku. Nie oznacza to zerwania stosunków gospodarczych ze Stanami Zjednoczonymi. Byłoby to zresztą niezwykle trudne. Geografia się nie zmieni. Amerykańskie i kanadyjskie przedsiębiorstwa nadal będą ze sobą handlować. Ale Ottawa chce mieć większy wybór. Chce, żeby kanadyjskie firmy mogły łatwiej sprzedawać swoje produkty w Europie. Chce przyciągać europejskie inwestycje. Chce rozwijać współpracę w energetyce, nowych technologiach i przemyśle zbrojeniowym. Kanada dysponuje ogromnymi zasobami naturalnymi. Ma ropę, gaz, uran i surowce krytyczne niezbędne do produkcji baterii, samochodów elektrycznych, zaawansowanej elektroniki i sprzętu wojskowego. Europa potrzebuje takich surowców. Kanada potrzebuje rynków zbytu, kapitału i partnerów przemysłowych. To sprawia, że interesy obu stron w wielu obszarach się uzupełniają. Carney chce również, żeby Kanada była traktowana przez Europę jako partner strategiczny, a nie tylko dostawca surowców. Dlatego mówi o współpracy dotyczącej sztucznej inteligencji, technologii kwantowych, przemysłu kosmicznego i usług finansowych. A także o możliwości łatwiejszego studiowania, podejmowania pracy i przemieszczania się obywateli między Kanadą a Europą.
Czego chce Unia Europejska?
Europa ma podobny problem, choć patrzy na niego z innej perspektywy. Unia Europejska również odczuwa konsekwencje zmian w polityce Stanów Zjednoczonych. Europejskie państwa przez dziesięciolecia opierały swoje bezpieczeństwo na sojuszu z Waszyngtonem. Dzisiaj coraz częściej mówią o potrzebie strategicznej autonomii. Czyli zdolności do samodzielnego podejmowania decyzji i zapewniania sobie bezpieczeństwa, nawet jeżeli polityka Stanów Zjednoczonych się zmienia. Kanada może odegrać w tym procesie ważną rolę. Po pierwsze, jako dostawca surowców krytycznych. Po drugie, jako partner energetyczny. Po trzecie, jako kraj posiadający rozwinięty przemysł i technologie. I po czwarte, jako członek NATO, który podziela europejskie obawy dotyczące Rosji i bezpieczeństwa Ukrainy. Europa chce również dywersyfikować swoje łańcuchy dostaw. Po doświadczeniach pandemii, wojny w Ukrainie i napięć gospodarczych z Chinami europejscy przywódcy wiedzą, że zbyt duża zależność od jednego dostawcy może stać się poważnym zagrożeniem. Kanada jest pod tym względem atrakcyjnym partnerem. Stabilnym politycznie, bogatym w surowce i bliskim Europie pod względem wartości oraz interesów.
Czy Kanada może stać się częścią Unii Europejskiej?
I tutaj pojawia się jeden z najciekawszych elementów całego szczytu. Ursula von der Leyen zaproponowała, aby Kanada stała się pierwszym państwem stowarzyszonym z Unią Europejską w ramach nowego, znacznie głębszego modelu współpracy. Ale trzeba to dobrze wyjaśnić. Nie oznacza to, że Kanada ma zostać pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Nie oznacza również, że Kanadyjczycy automatycznie otrzymają takie same prawa jak obywatele państw członkowskich. Traktaty unijne przewidują członkostwo dla państw europejskich. Kanada nie jest państwem europejskim. Dlatego mówimy o poszukiwaniu nowej formuły współpracy. Takiej, która mogłaby obejmować bardzo szeroki dostęp do rynków, wspólne inwestycje, współpracę technologiczną i obronną, ale bez pełnego członkostwa w Unii. I co ważne, nawet w samej Europie nie ma jeszcze zgody co do ostatecznego kształtu takiego rozwiązania. Część państw obawia się, że pojęcie członkostwa stowarzyszonego może rodzić problemy prawne i instytucjonalne. Dlatego Montreal ma być raczej początkiem dalszych negocjacji niż momentem ogłoszenia gotowej konstrukcji. To bardzo ambitny projekt, ale droga do jego realizacji może być długa.
Czy ten szczyt jest wymierzony w Trumpa?
I teraz najważniejsze pytanie. Czy Kanada i Unia Europejska spotykają się po to, żeby stworzyć sojusz przeciwko Donaldowi Trumpowi? Oficjalnie nie. W dokumentach i wypowiedziach przywódców mowa jest o współpracy, bezpieczeństwie, wolnym handlu i wspólnych interesach. Kanada nadal pozostaje sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Unia Europejska również nie zamierza zrywać stosunków z Waszyngtonem. Ale nie da się pominąć politycznego kontekstu. Gdyby stosunki amerykańsko-kanadyjskie pozostawały stabilne, a Waszyngton nie wykorzystywał ceł jako narzędzia nacisku, presja na tak szybkie pogłębianie relacji Kanady z Europą prawdopodobnie byłaby mniejsza. Trump nie stworzył współpracy kanadyjsko-europejskiej. Ta współpraca istnieje od dziesięcioleci. Ale jego polityka stała się jednym z czynników przyspieszających jej rozwój. I to jest zasadnicza różnica.
Co może wydarzyć się po szczycie?
Nie spodziewałbym się, że po dwóch dniach rozmów Kanada nagle uniezależni się od Stanów Zjednoczonych. To niemożliwe. Nie spodziewałbym się również natychmiastowego powstania czegoś w rodzaju wspólnego rynku europejsko-kanadyjskiego na wzór Unii Europejskiej. Takie procesy wymagają długich negocjacji. Ale Montreal może przynieść coś ważniejszego na poziomie strategicznym. Polityczną decyzję, że Kanada i Europa chcą budować wspólną przyszłość w znacznie szerszym zakresie niż dotychczas. Jeżeli za tą deklaracją pójdą konkretne umowy dotyczące handlu cyfrowego, surowców, energii, technologii i obronności, w perspektywie kolejnych lat może to zmienić układ gospodarczych zależności po obu stronach Atlantyku. Będzie to szczególnie ważne dla Kanady, która chce zmniejszyć ryzyko związane z decyzjami Waszyngtonu. Ale również dla Europy, która szuka wiarygodnych partnerów w coraz mniej przewidywalnym świecie.
Na koniec warto spojrzeć na ten szczyt z nieco szerszej perspektywy.
Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone budowały swoją pozycję na świecie nie tylko dzięki sile militarnej i gospodarce. Równie ważna była sieć sojuszy. Państwa, które współpracowały z Ameryką, często robiły to nie dlatego, że musiały, ale dlatego, że uważały Stany Zjednoczone za przewidywalnego i wiarygodnego partnera. Donald Trump próbuje zmienić zasady tych relacji. Chce wykorzystywać potęgę amerykańskiego rynku, aby uzyskiwać korzystniejsze warunki współpracy. Zwolennicy prezydenta przekonują, że to sposób na ochronę amerykańskich miejsc pracy i interesów gospodarczych. Krytycy ostrzegają jednak, że taka polityka może prowadzić do osłabienia sojuszy i zachęcać partnerów Stanów Zjednoczonych do poszukiwania alternatywy. I właśnie to obserwujemy w relacjach Kanady z Europą. Kanada nie zamierza przenosić się na inny kontynent. Nie zamierza też zerwać więzi ze Stanami Zjednoczonymi. Ale chce mieć większą swobodę wyboru. A Europa dostrzega w tym historyczną szansę. Dlatego pytanie, które warto dzisiaj postawić, brzmi: Czy Donald Trump, próbując wymusić na Kanadzie ustępstwa, nie doprowadził do tego, że jeden z najbliższych sojuszników Ameryki zaczął budować swoją przyszłość w znacznie większym stopniu z Europą? I czy za kilka lat nie okaże się, że właśnie w Montrealu rozpoczął się nowy rozdział w relacjach transatlantyckich? Na odpowiedź będziemy musieli poczekać. Ale jedno już dzisiaj widać wyraźnie. Kanada nie chce wybierać między Ameryką a Europą. Chce mieć możliwość współpracy z obiema stronami — bez konieczności podporządkowywania się którejkolwiek z nich.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.