Żukowska o akcesji Ukrainy do UE: "Wyrok można sobie po prostu kupić"

Jakub Krzywiecki, Interia: Jest w Unii Europejskiej miejsce dla Ukrainy?
Anna Maria Żukowska, przewodnicząca klubu parlamentarnego Lewicy: Potencjalnie kiedyś tak. Natomiast jak każde państwo, które stara się o akcesję, musi spełnić warunki. To kwestie związane z niezależnością sądownictwa, które na Ukrainie niestety niezależne nie jest. Wyrok można sobie po prostu kupić. Tu przechodzimy do kwestii korupcji. Są też sprawy dotyczące np. rolnictwa i nawozów sztucznych, których wykorzystanie musiałoby być dostosowane do unijnych przepisów.
A jest miejsce w Unii dla Ukrainy z ustanowieniem roku Szuchewycza na Lwowszczyźnie i zapowiedzą budowy jego pomnika oraz muzeum?
- Tu mamy problem z przestrzeganiem praw człowieka, czyli jednym z filarów Unii. Prawa człowieka to też prawo do godnej pamięci o ofiarach, prawdy historycznej. Kiedy Chorwacja starała się o akcesję, musiała uznać, że nie jest akceptowany kult ustaszy, faszystowskich kolaborantów. Dopóki Ukraina nie zmieni swojego stanowiska, z przestrzeganiem wspólnych wartości będzie problem.
Co to znaczy problem? Stanowisko Lewicy jest takie, że nie ma zgody na gloryfikowanie takich nazwisk jak Szuchewycz?
- Nie mieliśmy dyskusji na ten temat. Moje stanowisko jest takie, że problem będzie rozwiązany, kiedy Ukraina przeprosi za zbrodnie banderowskie na ludności cywilnej. Nie tylko na Polakach, też wielu innych mniejszościach. I nazwie je jasno ludobójstwem. Powinno to być jednym z warunków akcesji.
Akcesja Ukrainy do UE to raczej odległa przyszłość. Porozmawiajmy o tej bliższej. Marszałek Czarzasty twierdzi, że Lewica za rok będzie miała w Sejmie 60 mandatów. Jakim cudem? Ostatni sondaż IBRiS daje wam siedem proc.
- Nie wiem, proszę pytać pana marszałka, jak to liczy.
Ale jak chcecie przyciągnąć wyborców przed wyborami?
- Przede wszystkim realizując program. W zakresie mieszkalnictwa w trakcie budowy jest 35 tys. mieszkań na wynajem. Kwestie dotyczące praw kobiet, związków partnerskich. To rzeczy, w których dotrzymaliśmy słowa.
Zatrzymajmy się tutaj. Czy jako kobieta zagłosowałaby pani dzisiaj na Nową Lewicę?
- A nie wyglądam panu na kobietę?
Pytam o perspektywę płci, dlatego że w 2023 roku duża część waszych wyborców to były młode kobiety w grupie wiekowej 18-29 lat. Na sztandarach mieliście liberalizację prawa, postulat legalnej aborcji do 12. tygodnia. A stan gry jest taki, że teraz wracamy do sytuacji sprzed wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r.
- To tylko jedna ustawa. Jest jeszcze druga. Uchwaliliśmy dekryminalizację pomocy w aborcji. Natomiast w ustawie o trzeciej przesłance (ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu - red.) jest też przepis o pomocy psychologicznej, przepis zobowiązujący organy państwa do realizacji przeprowadzenia przerwania ciąży w terminie 72 godzin od stwierdzenia przestępstwa, jeśli ciąża nastąpiła w wyniku przestępstwa. Tego nie było. To znacznie więcej, niż powrót do trzeciej przesłanki.
Ale nadal nie jest dostępna aborcja do 12. tygodnia.
- Tak, bo ta ustawa jeszcze nie była głosowana. Nadal jest w komisji, będzie rozpatrywana w tej kadencji Sejmu. Oczywiście jestem realistką i zdaję sobie sprawę, że skoro tak trudno było przeprowadzić te dwa projekty, to niestety w tym składzie parlamentu nie znajdzie się większość na uchwalenie aborcji do 12. tygodnia.
No właśnie. To dlaczego te młode kobiety, które zaufały wam w 2023 roku, mają wam znowu zaufać? Może też są realistkami i wiedzą, że w koalicji, w jakiej funkcjonujecie i być może będziecie dalej funkcjonować, trudno o realizację tego postulatu?
- To chciałabym zapytać w takim razie, z kim chcą zrealizować ten postulat? Z kim, jeżeli nie z lewicą, która konsekwentnie od 30 lat o to walczy? Nie robi uników, nie chowa się, nie kręci. Zawsze ma to na sztandarach i nigdy nie udawaliśmy, że jest inaczej.
- Platforma Obywatelska, która zawsze kręciła w tej sprawie. W tej kadencji rzeczywiście wpisali sobie to do programu. To też jest efekt 30 lat naszych postulatów, że kolejne ugrupowanie to popiera. Jest jedna droga, żeby znaleźć większość. Być może w kolejnej kadencji znajdą się posłanki i posłowie, którzy będą mieli bardziej progresywne czy lewicowe poglądy na temat praw kobiet.
Podsumowując, jest pani pewna, że przed wyborami w październiku 2027 ustawa o legalności aborcji do 12. tygodnia będzie głosowana w Sejmie?
- Tak.
Jak przekonać pana prezydenta do dwóch już przegłosowanych projektów? Będą rozmowy z Pałacem?
- Słyszałam, że pan prezydent chciałby z nami porozmawiać. Czekamy jeszcze na Senat, który mam nadzieję przyjmie ustawę bez poprawek. Wtedy pewnie rozmowy zostaną zainicjowane. Jeżeli nie przez pana prezydenta, mimo jego zapowiedzi, to pewnie przez nas. Możemy pójść do samego diabła, by mieć poczucie, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby te dwa projekty weszły w życie.
Jest już pomysł na wybory w 2027 roku? Samodzielny start czy współpraca z Koalicją Obywatelską?
- Na razie pomysł jest taki, że szykujemy się do wyborów z założeniem samodzielnego startu. Mamy przygotowany przez Radę Krajową harmonogram do wyborów, czyli kiedy powołamy szefa sztabu, potem sztab, układanie list, zatwierdzenie nazwisk. Docelowym planem jest start z naszej własnej listy.
Może przed wyborami trzeba uśmiechnąć się do kolegów z Razem? I poszerzyć jeszcze grono wyborców.
- Ale oni nie chcą naszego uśmiechania.
Czy będzie pani brakować Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz w rządzie?
- Nie, nie będzie.
A Andrzej Domański będzie dobrym wicepremierem?
- Myślę, że będzie takim wicepremierem, jakim jest ministrem finansów. Myślę, że dobrym. Tu się akurat nic nie zmienia, poza rangą. To podkreślenie zaufania, jakie ma u premiera.
A ma też zaufanie Nowej Lewicy? Wasze środowisko bardzo mocno podnosiło chociażby temat niedofinansowania służby zdrowia.
- To prawda, to staramy się zmienić. Akurat z ministrem finansów rozmawia się nam o tyle dobrze, że jak coś ustalimy, to on to rzeczywiście realizuje. Nie ma odwracania kota ogonem.
- Natomiast podstawowy problem, jaki mamy z panem ministrem, jest taki, że on absolutnie fundamentalnie i doktrynalnie nie zgadza się na żadne zmiany podatkowe, które miałyby wprowadzić nowy podatek.
To znaczy?
- Mówimy między innymi o podatku od big techów. Jeżeli nie znajdziemy nowego źródła finansowania i jednocześnie jako Lewica nie będziemy zgadzali się na cięcie wydatków socjalnych, to rzeczywiście pieniędzy się nie wyczaruje. A przed nami w tej kadencji jest jeszcze uchwalenie budżetu na 2027 i 2028 rok.
I podatek od big techów jest możliwy?
- Mam taką nadzieję. Z wielu względów, nie tylko fiskalnych, żeby znaleźć źródło finansowania między innymi na ochronę zdrowia. Ale chodzi też o to, że globalne korporacje nie mogą się w Polsce szarogęsić i nie mogą nas oszukiwać. Po prostu zarabiają tu pieniądze, mają zyski, ale nie płacą podatków. Przez spółki córki, które oczywiście mają gigantyczne koszty, wyprowadzają te zyski za granicę.
Rozmawiał Jakub Krzywiecki.
"Polityczny WF": Dylemat Konfederacji. Czy zechce wejść w 2027 do rządu?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.