Debata prezydencka we Francji. Brak wspólnej strategii wobec zadłużenia i Unii Europejskiej
Wydarzenie zorganizowane przez potężną konfederację pracodawców MEDEF zgromadziło Jean-Luca Mélenchona, Marine Tondelier, Raphaëla Glucksmanna, Gabriela Attala, Édouarda Philippe’a, Bruno Retailleau oraz Marine Le Pen — obecnie prowadzącą w sondażach — którzy odpowiadali na pytania dotyczące spraw kluczowych dla francuskiego przemysłu.
Oto trzy najważniejsze wnioski z debaty
Brak wspólnej wizji dla Europy: Podziały w kwestii polityki wobec UE uwidoczniły się już kilka godzin po tym, jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podczas swojego wystąpienia na tym samym wydarzeniu broniła ambitnego, wartego 2 bln euro planu wydatków dla całej Wspólnoty.
Philippe — kandydat centroprawicy, premier Francji w latach 2017-2020 w rządzie Emmanuela Macrona — ostro skrytykował decyzję liderki UE o podpisaniu "żałosnego traktatu w Szkocji" z prezydentem USA Donaldem Trumpem, odnosząc się do umowy handlowej UE-USA, jednocześnie chwaląc Marka Carneya za twardą postawę wobec Trumpa. Zadeklarował także swoje poparcie dla unii rynków kapitałowych na poziomie UE.
— Musimy przekonać naszych europejskich partnerów, by nauczyli się rozmawiać z Chinami i Stanami Zjednoczonymi językiem siły — powiedział Philippe.
Glucksmann, eurodeputowany z centrolewicy, stwierdził, że Francja nie wykorzystała obecnej sytuacji geopolitycznej, by stać się motorem bardziej strategicznie autonomicznej Europy — co od dawna podkreśla Macron. — Francja może być siłą napędową tej autonomicznej, europejskiej potęgi, która potrafi bronić swoich interesów. Ale żeby to osiągnąć, musi przestać się bać, bać się bronić własnych interesów — mówił Glucksmann.
Mélenchon, od lat krytykujący UE jako wehikuł niekontrolowanego, niemieckiego kapitalizmu, przekonywał, że Unia nie będzie w stanie przeciwstawić się światowym potęgom takim jak USA i Chiny, dopóki trzyma się dogmatów "wolnej i niezakłóconej konkurencji oraz ideologii wolnego handlu".
Mélenchon zapowiedział, że jeśli zostanie wybrany, Francja będzie "nieposłuszna" wobec unijnych zasad dotyczących handlu i polityki gospodarczej. Podkreślił też konieczność renegocjacji traktatów leżących u podstaw Unii.
Znana z eurosceptycyzmu Le Pen, która wcześniej chciała wystąpienia Francji z UE, oświadczyła, że jako prezydent ograniczy francuską składkę do Brukseli o 5 mld euro.
Ekonomiczny plan Le Pen nabiera kształtów: Jednym z najważniejszych pytań tej kampanii jest to, na ile Le Pen i jej skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe zmodyfikują swój populistyczny program gospodarczy, by zdobyć szersze poparcie wyborców z prawej strony.
Wydawało się, że partia pójdzie w stronę bardziej przyjaznych biznesowi rozwiązań, gdy pojawiła się perspektywa, że Le Pen nie będzie mogła kandydować z powodu wyroku za defraudację i przekaże stery 30-letniemu protegowanemu, Jordanowi Bardelli. Jednak orzeczenie sądu z lipca nieoczekiwanie pozwoliło jej wystartować, co postawiło pod znakiem zapytania całą strategię ekonomiczną ugrupowania.
Tuż przed debatą francuski dziennik "Le Figaro" poinformował, że inwestor François Durvye, sprowadzony przez Bardellę jako doradca gospodarczy Le Pen, nie weźmie udziału w kampanii, co oznacza odejście od kursu bardziej sprzyjającego biznesowi, którego zwolennikiem był Bardella.
Podczas debaty Le Pen trzymała się swoich wieloletnich, często krytykowanych jako nierealistyczne, propozycji, ale jednocześnie zaproponowała rozwiązania mogące przypaść do gustu środowiskom biznesowym. Obiecała wygenerowanie oszczędności na poziomie 125 mld euro, które jej zdaniem można uzyskać poprzez ograniczenie wydatków na imigrację, zmniejszenie liczby państwowych agencji oraz cięcie składki Francji na rzecz UE.
W sprawie emerytur potwierdziła zamiar obniżenia minimalnego wieku przejścia na emeryturę do 62 lat dla większości pracowników, cofając tym samym kontrowersyjną reformę Macrona z 2023 r. — kwestię wzbudzającą zresztą spory wewnątrz samego Zjednoczenia Narodowego.
Le Pen zapowiedziała też, że przedstawi projekt nowelizacji konstytucji, by zobowiązać rząd do utrzymywania deficytu budżetowego poniżej określonego poziomu, wzorując się na niemieckim "hamulcu zadłużenia".
Wszyscy zgadzają się, że dług Francji jest za wysoki. Nikt nie ma jednak pomysłu, jak go zmniejszyć: Nikt z uczestników debaty nie przekonywał, że obecny poziom zadłużenia publicznego przekraczający 3,5 bln euro jest do utrzymania. Propozycje rozwiązań rozciągały się od postulatu Mélenchona, by umorzyć odsetki od francuskiego długu posiadanego przez Europejski Bank Centralny, po cięcia wydatków socjalnych.
Centrowi kandydaci Philippe i Attal, których rywalizacja staje się coraz ostrzejsza, próbowali przedstawić się jako twardzi zwolennicy dyscypliny finansowej i ograniczania wydatków publicznych — jednak od razu zostali skontrowani przez konkurentów, którzy przypomnieli o ponad bilionie euro dodatkowego długu, który narósł od początku rządów Macrona w 2017 r.
Mélenchon z kolei podtrzymał swoją propozycję i podkreślił, że dotyczyłaby ona wyłącznie obligacji znajdujących się w posiadaniu EBC. — Nie mówię, że zakwestionujemy tytuły dłużne będące w rękach prywatnych wierzycieli… przynajmniej na tym etapie — stwierdził, wywołując śmiech na sali.
Retailleau, lider Les Républicains, przedstawił się jako konserwatysta w stylu Ronalda Reagana — przyjazny biznesowi, zwolennik ograniczania roli państwa, chcący "postawić państwo na służbie przedsiębiorcom".
Propozycje dwójki najbardziej lewicowych kandydatów — Mélenchona i Tondelier, liderki Zielonych — spotkały się z chłodnym przyjęciem, co nie dziwi, gdyż publiczność stanowili przede wszystkim przedstawiciele świata biznesu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.