Cios w decyzję Donalda Trumpa. Sąd przywraca przepustki dziennikarzom
- W połowie września prezydent Donald Trump wydał zakaz wstępu do Białego Domu dla dziennikarzy CNN, MS NOW i Politico, oskarżając ich o relacjonowanie fikcji i kłamstw.
- Reprezentujący administrację prawnicy próbowali usprawiedliwiać decyzję rządu zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego, co zostało odrzucone w toku postępowania.
- Sędzia Timothy Kelly wydał tymczasowy, 14-dniowy nakaz przywrócenia przepustek, zarzucając rządowi brak formalnego powiadomienia i łamanie procedur prawnych.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Amerykański sędzia federalny Timothy Kelly nakazał ekipie Donalda Trumpa natychmiastowe przywrócenie stałych legitymacji prasowych dziennikarzom ze stacji telewizyjnych CNN i MS NOW oraz serwisu Politico, uznając wprowadzony wcześniej zakaz za krok noszący znamiona niekonstytucyjności.
Zgodnie z wydanym rano orzeczeniem rząd Stanów Zjednoczonych ma obowiązek natychmiastowego zwrotu skonfiskowanych dokumentów i nie może egzekwować zakazu wstępu przez najbliższe 14 dni. Prawnik reprezentujący serwisy informacyjne, Ted Boutrous, skomentował to postanowienie z dużą satysfakcją.
- To zdecydowane orzeczenie potwierdzające wolność prasy, prawo do rzetelnego procesu sądowego i praworządność. Bardzo doceniamy szybkie działanie sądu - powiedział adwokat w rozmowie z telewizją CNN.
Trump, "fake newsy" i brak odpowiednich procedur
Batalia prawna rozpoczęła się zaledwie kilkanaście dni temu. W piątek 18 września prezydent Donald Trump ogłosił w mediach społecznościowych decyzję o usunięciu trzech mediów ze środowiska Białego Domu. Głowa państwa stwierdziła, że dziennikarze zostali wyrzuceni z powodu ciągłego relacjonowania rzekomych "Fake newsów".
"Nie powinny mieć możliwości ciągłego pisania lub relacjonowania fikcji i kłamstw. Wkrótce pojawią się kolejne fałszywe media" - skomentował wówczas sprawę na swojej platformie społecznościowej prezydent.
Ukarane redakcje natychmiast zareagowały, wnosząc w ubiegły poniedziałek pozew przeciwko głowie państwa, argumentując to łamaniem gwarantowanej przez Pierwszą Poprawkę wolności słowa i żądając tymczasowego unieważnienia kontrowersyjnego zakazu.
Sędzia Timothy Kelly zgodził się z argumentacją poszkodowanych mediów, zauważając, że dziennikarzy pozbawiono przepustek bez możliwości odpowiedniej obrony i złożenia odwołania, a pisma z rzekomymi wyjaśnieniami doręczono redakcjom dopiero we wtorek, już po uprawomocnieniu zakazu.
"Zasadą ogólną jest to, że osoby muszą otrzymać zawiadomienie i możliwość przedstawienia swojego stanowiska, zanim rząd pozbawi je interesu chronionego konstytucyjnie" - podsumował sędzia Kelly w swoim orzeczeniu, dodając, że cofnięcie legitymacji nastąpiło bez odpowiedniej procedury prawnej.
Odrzucone tłumaczenia rządu o bezpieczeństwie narodowym
Sporym zaskoczeniem w sprawie okazała się argumentacja administracji i prawników Departamentu Sprawiedliwości. Początkowo Donald Trump jasno deklarował, że zakaz wynikał z powszechnego braku rzetelności ze strony wskazanych redakcji. Na późniejszym etapie prawnicy starali się jednak udowodnić, że dostęp poszczególnych dziennikarzy do kompleksu w Waszyngtonie zagrażał w rzeczywistości amerykańskiemu bezpieczeństwu narodowemu.
To tłumaczenie również nie znalazło uznania w oczach sędziego orzekającego w tej głośnej sprawie.
"Nic w aktach sprawy sprzed wniesienia niniejszego pozwu nie sugeruje, że cofnięcie stałych przepustek powodów było motywowane obawami o bezpieczeństwo narodowe. Z pewnością nie to powiedział prezydent Trump, ogłaszając, że zakazuje powodom wstępu do Białego Domu" - napisał w uzasadnieniu sędzia Kelly, odrzucając tym samym tłumaczenia przedstawicieli rządu jako niewiarygodne argumenty stworzone na potrzebę toczącego się sporu sądowego.
Wydany przez sąd nadzwyczajny, czwartkowy nakaz ma obowiązywać tylko przez dwa tygodnie, jednak w tym czasie obie strony będą mogły przedstawiać kolejne dowody, co ostatecznie zaowocuje wydaniem przez sąd rozbudowanego i ostatecznego wyroku w tej sprawie. Spór toczy się w kluczowym momencie, zaledwie kilka tygodni przed ważnymi wyborami uzupełniającymi z 3 listopada, w których republikanie walczą o kontrolę nad państwowym Kongresem, podczas gdy poparcie dla administracji znacząco słabnie z powodu bieżących problemów ekonomicznych, inflacji oraz konfliktu zbrojnego z Iranem.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.