ESPNRomo won't return as NFL analyst, CBS Sports saysESPN DeportesWNBA Playoffs 2026: Wings, Valkyries deciden en el Juego 3 en "Ballhalla"RTP DesportoDaniel Banjaqui espera República Checa "difícil" e quer "ganhar" Europeu sub-21The Jerusalem PostCarney plans to visit Turkey this month, sources sayZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioPopular Science76,000 lighthouses shine in interactive atlasVarietyStarz Executive Vice President of Original Programming Karen Bailey to Exit (EXCLUSIVE)ESPN CricinfoSammy: 'Results have not gone our way, but we continue to improve'Collider10 Great Sci-Fi Video Games You Haven't PlayedMintHackers Breached Propulsion System of US-Bound Oil TankerTagesschauFeierlichkeiten zu Tag der Deutschen Einheit in Bremen begonnenBusiness AMHoe bruikbaar zijn de F-16-gevechtsvlietuigen van Oekraïne?
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, October 2, 2026

Podpisu miało nie być, a jest. Dlaczego Nawrocki nie zablokował nowego CPN

Translate

W czwartek, gdy zapowiedziano wieczorne orędzie Karola Nawrockiego, większość komentatorów słusznie się spodziewała, że chodzi o decyzję głowy państwa w sprawie ustawy mającej przysłużyć się obniżce cen paliw. Nie wiadomo było jednak, jaka będzie decyzja prezydenta. Niepewność była także w obozie rządzącym – wiemy o tym, bo niektórzy rozmówcy sami nas dopytywali o przecieki w tej sprawie z Pałacu. Ale ośrodek prezydencki był w tej sprawie wyjątkowo szczelny.

– Rządzący wczoraj o 14 dowiedzieli się, że będzie orędzie. I tyle. Spodziewali się chyba weta, bo przecież tego dnia o 17:30 Donald Tusk wrzucił filmik o prezydencie wetomacie, który zablokował im rekordowe 45 ustaw. Napompowali balon, że to Karol Nawrocki odpowiada za ceny paliw. Tusk inwestował w weto, bo chciał mieć alibi, że rząd nic nie robi w tej sprawie. A my ich zaskoczyliśmy – uważa rozmówca z otoczenia prezydenta.

Ale, jak słyszymy z drugiej strony, filmik nie był akcją ratunkową, ponieważ został nagrany rano, zanim było wiadomo, że prezydent wystąpi z orędziem.

Zaskoczenie

Mimo wszystko zaskoczenie było, ponieważ w swojej wcześniejszej narracji politycy związani z Karolem Nawrockim sugerowali, że rząd idzie na ścianę, powtarzając projekt, który wcześniej został odesłany do Trybunału Konstytucyjnego przez prezydenta. Pałac złożył nawet specjalną ustawę, która m.in. miała przekierować zyski z podatku na specjalny fundusz, z którego miałyby być finansowane obniżki cen paliw. Cały czas też podbijano zarzut, że ustawa bezprawnie działa wstecz (chodziło bowiem o nadzwyczajne zyski, licząc od marca br.). Także z będącego zapleczem prezydenta PiS płynęły negatywne sygnały o ustawie rządowej.

– Prezydent jest niekonsekwentny, bo zrobił coś innego, niż mówił przez cały czas, choć to dobrze z perspektywy Polaków. Rozumiem, że prezydent wystraszył się gniewu kierowców, zobaczył badania, zrozumiał, że strategia, im gorzej dla Polski i rządu, tym lepiej dla niego, jest podejściem, na którym traci. Nie upierał się jak przy ustawie o kryptoaktywach – mówi rzecznik rządu Adam Szłapka.

Dlatego ostateczna decyzja była zaskoczeniem w świetle całej politycznej linii. Tyle że otoczenie Karola Nawrockiego odrzuca opinie, że musiał ustąpić rządowi w sprawie ustawy o opodatkowaniu nadzwyczajnych zysków koncernów, które mają sfinansować obniżki na stacjach paliw. Sam prezydent, ogłaszając orędzie, mówił, że "obywatel nie może być zakładnikiem i bankomatem rządzących".

– To polityczny plan premiera i jego ekipy. Liczą, że ustawa przepadnie, a oni dalej będą mogli zarabiać na podatkach i marżach od paliw. Nie pozwolę rządowi dłużej odsuwać od siebie odpowiedzialności za tę trudną sytuację – tłumaczył Nawrocki, czemu zmienił zdanie w sprawie ustawy.

Jego otoczenie zapewnia, że nie przestraszono się zadyszki sondażowej Karola Nawrockiego. Skąd więc podpis pod ustawą, którą prezydent określał jako "niekonstytucyjną"? Pałac twierdzi, że chciał zaskoczyć rządzących i przewiduje, że to Donald Tusk będzie miał teraz poważny problem.

– Prezydent odstawił nogę, twierdząc, że ceny benzyny są ważniejsze niż walka z Tuskiem. Chodziło też o pokazanie, do czego doprowadzili Polskę. I to, mimo że mają kilkanaście miliardów złotych więcej dodatkowych dochodów z VAT na paliwie – dodaje rozmówca z Pałacu.

Ale rząd podkreśla, że był tu konsekwentny.

– CPN działał już wcześniej, pewnie jest najlepszym programem tego typu w UE, choć jest bardzo drogi. Od początku premier mówił, że jeśli ustawa wejdzie w życie, to program zostanie uruchomiony – podkreśla Adam Szłapka.

Nawet jeśli Karol Nawrocki zaskoczył rządzących, to jednak po ich stronie panuje atmosfera politycznego triumfu. "I po co było tak rumakować?" – pyta na X premier Donald Tusk, pozując z kubkiem kawy przed Belwederem. Z kolei w rozmowie z nami minister energii Miłosz Motyka nie ma wątpliwości, że "prezydent wystraszył się gniewu Polaków".

– Wiedział, że jak z jednej strony są ogromne zyski koncernów, a z drugiej wysokie ceny na stacjach, to utrzymywanie takich cen paliw jest irracjonalne. Myślę też, że wpływ na jego decyzję mogły mieć ostatnie sondaże dotyczące postrzegania głowy państwa przez Polaków. Sondaże, w których widać zadyszkę – podkreśla Miłosz Motyka.

Minister nawiązuje m.in. do sondażu Instytutu Badań Pollster dla "Super Expressu" (przeprowadzonego 21–22 września na próbie 1029 dorosłych Polaków), z którego wynika, że Karola Nawrockiego pozytywnie ocenia 44 proc. respondentów, a negatywnie 39 proc. W porównaniu z sierpniem prezydent stracił 3 punkty proc. pozytywnych ocen.

Z tą ostatnią tezą nie zgadza się rozmówca z Pałacu.

– Nie ma żadnej zadyszki sondażowej. Te ostatnie badania to tzw. outliery sondażowe. Jak weźmie się średnią z ostatnich 4–5 miesięcy, to widać, że prezydentowi nie spada. Przeciętni ludzie nie zmieniają zdania w taki sposób – przekonuje.

Tak więc po jednej stronie mamy rząd, który najpierw wywierał ogromną presję na prezydenta, wskazując mu alternatywę: albo zyski koncernów, albo portfele Polaków. A teraz, już po podpisie prezydenta, rząd udowadnia, że presja ma sens. Po drugiej stronie jest Pałac, który przekonuje, że krok w tył wykonany przez Karola Nawrockiego w sprawie cen paliw to nie efekt paniki, lecz taktyki.

– Chcieliśmy oddać pełne odium Tuskowi, bo on będzie miał przed sobą teraz trudne trzy miesiące – z wysoką inflacją i trudną sytuacją na rynku paliw. Po to jest teraz ta cała opowieść nasza i opozycji o tym, że przecież premier obiecał 5,19 zł za litr – tłumaczy współpracownik Nawrockiego. Jego zdaniem ludzie dalej będą źle oceniać sytuację na stacjach paliw, a obwiniać będą za to rząd, a nie prezydenta.

– Teraz jest 9,15 zł za diesla, po CPN-ie będzie np. około 7,90 zł. Czy to zrobi na kimś wrażenie? No chyba nie – przekonuje rozmówca.

Ale nie wszyscy, nawet po prawej stronie, czują się przekonani.

– Gdyby prezydent mógł cofnąć czas, to podjąłby taką decyzję za pierwszym razem. Ale rząd ma dużo potężniejsze armaty medialne, więc podjął taką decyzję dopiero za drugim razem – ocenia polityk Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego.

Najbardziej niezadowolona z decyzji prezydenta wydaje się Konfederacja, która podkreśla aspekt tego, że decyzja głowy państwa uderzy m.in. w akcjonariuszy Orlenu. "Złamał Deklarację Toruńską, złamał pisemną obietnicę złożoną Polakom w obecności Sławomira Mentzena. Dał się obić przez Donalda Tuska i zmienił zdanie. Pozwolił okraść Polaków oszczędzających na starość i inwestujących w akcje Orlenu. Wielki zawód" – skomentował na X polityk Konfederacji Przemysław Wipler.

Korekta kursu?

W kontekście decyzji Karola Nawrockiego pozostaje pytanie, czy to incydent, czy zmiana polityczna i mniej kolizyjny niż do tej pory kurs w relacjach z rządem. Inna sprawa, czy rząd nie odczuje posunięcia Nawrockiego w sprawie ustawy paliwowej jako słabości i nie pójdzie za ciosem, wysyłając za chwilę kolejną wersję ustawy o kryptoaktywach. Rząd będzie liczył, że po serii medialnych doniesień w sprawie związków polityków prawicy, takich jak Zbigniew Ziobro, Michał Moskal z Przemysławem Kralem, prezydentowi będzie trudno ustawę wetować. A jak słyszymy, jeśli kolejna wersja się pojawi, to przepisy zostaną jeszcze raczej zaostrzone.

Z punktu widzenia rządu ważniejsze jest jednak to, że za chwilę w kolejce do podpisu prezydenta będzie seria ustaw związanych z budżetem na kolejny rok, które mają przynieść dodatkowe dochody. Chodzi nawet o 15 mld zł. To z jednej strony podwyżki niektórych podatków czy ograniczenia w stosowaniu ryczałtu, ale także obniżki w PIT przez podwyżkę progu podatkowego i wprowadzenie nowej stawki podatku.

– Te ustawy są dobre i jeśli prezydent, tak jak za pierwszym razem w przypadku ustawy paliwowej, czy tak jak w przypadku ustawy Zondacrypto, ustawy o wykluczeniu komunikacyjnym albo o OZE zdecyduje się na takie niczym nieuzasadnione blokowanie tych pomysłów, tylko po to, żeby szkodzić, to będzie płacił za to koszt polityczny. Z jakiegoś powodu prezydent Nawrocki jest pierwszym prezydentem, który po roku prezydentury ma zaufanie na poziomie około 50 proc. – mówi Adam Szłapka.

Tyle że Kancelaria Nawrockiego jednocześnie jest zwykle krytyczna wobec rządowych pomysłów dotyczących polityki fiskalnej. A jak pokazała czwartkowa decyzja Nawrockiego, prezydent w tych kwestiach będzie pod presją części swojego zaplecza, zwłaszcza Konfederacji, która, jeśli je podpisze, będzie wypominać, że złamał deklarację toruńską, że nie zgodzi się na podniesienie podatków. Z drugiej strony stan budżetu i wysoki deficyt powodują, że dodatkowe dochody są niezbędne.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.