"Chcę wyprowadzić się od rodziców przed pięćdziesiątką". Portugalia wrze, policja rozpędza protesty
Podobna akcja rozgrywa się tej samej nocy, z 24 na 25 października, kilkaset kilometrów dalej, w Porto. Tam służby likwidują kolejne obozowisko. W obu miastach zatrzymano łącznie 31 osób i usunięto 171 namiotów oraz innych konstrukcji. Według policji rannych zostało 11 osób, w tym trzech funkcjonariuszy. Organizatorzy protestów mówią o znacznie większej liczbie poszkodowanych i oskarżają służby o nieproporcjonalne użycie siły.
Policja przekonuje, że działała zgodnie z prawem i wcześniej wzywała demonstrantów do opuszczenia placów. Kilka godzin wcześniej tysiące osób protestowały w Lizbonie przeciw rosnącym cenom mieszkań, które coraz bardziej wyprzedzają wzrost wynagrodzeń. Inspirując się ruchami społecznymi w Hiszpanii, aktywiści rozbijali namioty w centrach portugalskich miast. Nocna interwencja policji uwidoczniła narastający konflikt o dostęp do mieszkań.
"Bezsilny rząd, który próbuje sprawiać wrażenie silnego"
Symbolem wydarzeń stało się zdjęcie autorstwa José Seny Goulão z agencji Lusa. Dwóch funkcjonariuszy prewencji, w hełmach i ciężkim wyposażeniu, przytrzymuje na ziemi młodą protestującą kobietę. Ta unosi jedną rękę z otwartą dłonią.
Fotografia znalazła się na pierwszych stronach portugalskich gazet "Correio da Manhã" i "Público" w poniedziałek 26 października. Obraz policyjnej interwencji wywołał debatę, która szybko wykroczyła poza sam spór o mieszkania.
Pedro Levi Bismarck, badacz z Centrum Studiów nad Architekturą i Planowaniem Urbanistycznym Uniwersytetu w Porto, w komentarzu opublikowanym na łamach "Público" zestawił współczesne protesty z dziedzictwem rewolucji goździków.
"Brutalne oskarżenia, jakie policja skierowała przeciwko całkowicie pokojowym protestom, były sygnałem nie tylko końca dawno umierającej socjaldemokracji, ale i końca demokratycznego reżimu z kwietnia" – napisał.
To nawiązanie do 25 kwietnia 1974 r., kiedy rewolucja goździków zakończyła wieloletnią dyktaturę w Portugalii. Dla Bismarcka współczesny kryzys mieszkaniowy rodzi pytanie, ile z ówczesnych obietnic sprawiedliwości społecznej udało się spełnić.
Ponad pół wieku po rewolucji goździków Portugalczycy ponownie wychodzą na ulice, tym razem walcząc o dostępne mieszkania i godne życie. Policyjne interwencje nie powstrzymały protestów – 27 października tysiące osób zgromadziły się przed parlamentem w Lizbonie. Działaniom funkcjonariuszy przyjrzą się organy nadzoru i prokuratura, podczas gdy premier Luís Montenegro broni ich postępowania. Protestujący rozważają też współpracę z hiszpańskimi ruchami społecznymi i wspólny strajk generalny 11 listopada.
Portugalia ma problem
"Chcę wyprowadzić się od rodziców przed pięćdziesiątką" – głosił jeden z transparentów podczas październikowych demonstracji w Portugalii.
Hasło, choć podszyte ironią, dobrze oddaje frustrację młodych Portugalczyków, dla których samodzielne mieszkanie staje się coraz trudniej osiągalne. Rosnące czynsze sprawiają, że nawet osoby mające stałą pracę często nie mogą pozwolić sobie na wyprowadzkę z rodzinnego domu.
Kryzys mieszkaniowy jest dziś jedną z najpoważniejszych bolączek Portugalii. Według tamtejszego urzędu statystycznego INE ceny nieruchomości wzrosły w 2025 r. o 17,6 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. W drugim kwartale 2026 r. roczny wzrost wyniósł 16,5 proc. – wynika z danych Eurostatu.
Od 2017 r. ceny mieszkań w Portugalii wzrosły ponad dwukrotnie, a czynsze w nowych umowach najmu niemal się podwoiły.
W połowie października portugalski tygodnik "Visão" poświęcił kryzysowi mieszkaniowemu okładkę. Widniała na niej samotna matka siedząca przed budynkiem mieszkalnym, a w tle rozciągał się plac budowy. Tytuł brzmiał: "Bomba z opóźnionym zapłonem w sektorze mieszkaniowym".
Bohaterką reportażu była 39-letnia Ana Cláudia, matka dziewięcioletniej dziewczynki. Kobieta otrzymała dwie propozycje mieszkań z publicznym wsparciem, ale jej sprawa utknęła w biurokratycznym labiryncie. Brakujące dokumenty i kolejne wymogi administracyjne sprawiły, że mimo formalnych możliwości uzyskania pomocy pod koniec miesiąca groziła jej bezdomność.
Szczególnie trudna sytuacja panuje w Lizbonie, gdzie wynajem jednopokojowego mieszkania w centrum kosztuje średnio 1455 euro miesięcznie – niemal tyle samo co w Paryżu (1465 euro), mimo znacznie niższych portugalskich zarobków. Według danych Deutsche Bank Research wskaźnik obciążenia pensji ratą kredytu hipotecznego sięga w stolicy Portugalii 119 proc., co oznacza, że w przyjętym modelu rata przekracza przeciętne miesięczne wynagrodzenie. Gorzej pod tym względem wypada jedynie Londyn, ze wskaźnikiem 127 proc.
Problem mieszkaniowy coraz mocniej dotyka także klasy średniej. Po kryzysie finansowym budownictwo nie odzyskało dawnej skali – dziś powstaje ok. 30 tys. mieszkań rocznie, wobec ponad 100 tys. na początku wieku, a lokale publiczne stanowią zaledwie 2 proc. zasobów. Socjolożka Sandra Marques Pereira, cytowana przez "Visão", wskazuje na opór wobec regulacji rynku najmu i ostrzega, że narastające napięcia społeczne mogą zagrozić stabilności rządów.
Raj dla turystów, coraz droższe życie dla mieszkańców
Lizbona od lat należy do najpopularniejszych europejskich kierunków turystycznych. Miasto przyciąga klimatem, architekturą i kuchnią. Zagraniczni inwestorzy kupują nieruchomości, zamożni cudzoziemcy przeprowadzają się do Portugalii, a cyfrowi nomadzi wybierają ją jako miejsce do pracy zdalnej.
W ostatnich latach nieruchomości w Portugalii kupowały lub mieszkały tam również światowe gwiazdy, między innymi Madonna, Scarlett Johansson, Nicole Kidman i Michael Fassbender.
W centrum Lizbony trudno uciec od turystycznego zgiełku. Ulicami przejeżdżają autobusy wycieczkowe i charakterystyczne tuk-tuki, restauracje wypełniają się gośćmi, a po brukowanych chodnikach niemal bez przerwy turkoczą kółka walizek.
Dla gospodarki międzynarodowa popularność Portugalii przyniosła wymierne korzyści. Jednak mieszkańcy coraz częściej pytają, kto rzeczywiście korzysta z tego sukcesu.
W wielu dzielnicach mieszkania, które kiedyś służyły miejscowym rodzinom, przekształcono w apartamenty przeznaczone na krótkoterminowy wynajem. Na wzrost cen wpłynęły również programy zachęcające zagranicznych inwestorów do lokowania kapitału w Portugalii, w tym system tak zwanych złotych wiz.
Kryzys mieszkaniowy w Portugalii wynika nie tylko z turystyki i napływu cudzoziemców, lecz także z niedoboru mieszkań, ograniczonego budownictwa publicznego i niskich płac. Kontrowersje budzi reforma rządu Luísa Montenegro, ułatwiająca eksmisje lokatorów zalegających z opłatami i ograniczająca regulacje czynszów w nowych umowach. Rząd liczy, że zmiany zachęcą właścicieli do wynajmowania pustych lokali, ale organizacje lokatorskie ostrzegają przed osłabieniem praw najemców. Spór coraz bardziej dotyczy również prawa do protestu i reakcji władz na społeczne niezadowolenie.
Na placu Rossio nie ma już namiotów usuniętych podczas nocnej operacji. Nie oznacza to jednak, że zniknął problem, który skłonił demonstrantów do ich rozstawienia. Dla tysięcy Portugalczyków pytanie pozostaje takie samo: jak długo będą musieli pracować i oszczędzać, żeby pozwolić sobie na mieszkanie we własnym kraju?
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.