Wielki deal Trumpa z Kremlem. Ukraina, Polska i NATO na drugim planie

Donald Trump chce porozumienia z Władimirem Putinem, które może otworzyć drogę do wielkich interesów energetycznych i przywrócenia Rosji do europejskiego obiegu gospodarczego. W tej układance Ukraina może zostać poświęcona, a Polska stać się obiektem presji ze strony Waszyngtonu. Czy za polityką amerykańskiego prezydenta stoi strategia geopolityczna, czy przede wszystkim prywatne interesy jego otoczenia?
Donald Trump chce ubić interes z Władimirem Putinem. Plan zakłada przejęcie udziałów w rosyjskich aktywach energetycznych, m.in. w spółkach naftowych, co pozwoliłoby Amerykanom stać się pośrednikiem w handlu surowcami między Rosją a Europą. Taki układ mógłby ominąć skomplikowaną procedurę znoszenia sankcji, a zarazem przynieść korzyści Kremlowi. Rosja pozbyłaby się części aktywów, a pieniądze, które miały wspierać obronę Ukrainy, mogłyby zostać wykorzystane w inny sposób.
Konsekwencje takiej polityki mogą odczuć również sojusznicy USA. Jeśli Trump będzie chciał ograniczać amerykańską obecność wojskową w Europie, Polska może usłyszeć, że przesunięcie części sił z Niemiec na wschodnią flankę jest wystarczającym dowodem zaangażowania USA. Jednocześnie Waszyngton może oczekiwać od Warszawy politycznych ustępstw. Nie ma pewności, czy Fort Trump powstanie, ale polskie władze mogą być skłonne do kolejnych ukłonów, by utrzymać przychylność amerykańskiego prezydenta.
Niechęć Trumpa do Wołodymyra Zełenskiego ma także osobiste źródła. Sięga konfliktów z lat 2019–2020, gdy amerykański prezydent oczekiwał informacji obciążających Huntera, syna Joe Bidena. Później na jego ocenę Ukrainy wpłynęły również kontrowersje wokół ingerencji w amerykańskie wybory. Trump zdaje się jednak pomijać fakt, że ukraiński polityk Andrij Derkacz, zaangażowany w tamte wydarzenia, działał na rzecz Kremla.
Waszyngton może osłabić Ukrainę, ograniczając dostawy uzbrojenia i informacji wywiadowczych. Nie oznacza to jednak automatycznego załamania frontu.
Kijów coraz mocniej opiera współpracę wywiadowczą na Wielkiej Brytanii i Francji, a sytuacja na Donbasie i Zaporożu nie uzasadnia tezy, że Ukraina musi natychmiast ustąpić.
Nie oznacza to, że Europa może bez zastrzeżeń pouczać Trumpa. Państwa europejskie nadal handlują z Rosją, importując m.in. skroplony gaz i nawozy. Różnica polega jednak na tym, że planowany amerykański układ może wykraczać poza pragmatyczny handel i służyć prywatnym interesom ludzi związanych z prezydentem.
Ważnym sprawdzianem będzie szczyt G20 w Miami, na który ma przybyć prezydent Karol Nawrocki. Wspólne zdjęcie z Putinem mogłoby stać się dyplomatycznym problemem dla Polski. Warszawa będzie musiała pogodzić zaproszenie na szczyt z koniecznością unikania symbolicznych gestów wobec przywódcy państwa prowadzącego agresywną politykę wobec połowy Europy.
Najważniejsze pytanie brzmi, czy Stany Zjednoczone pod rządami Trumpa pozostają wiarygodnym sojusznikiem. Jeśli polityka Waszyngtonu coraz częściej służy interesom prezydenckiego otoczenia, a nie trwałej strategii państwowej, Polska i cała wschodnia flanka NATO mogą znaleźć się w trudnym położeniu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.