Śledztwo w sprawie gen. Papały prowadził 11 lat. Mówi: Mam swoją koncepcję. Było kilka dziwnych postaci
Jerzy Mierzewski: To śledztwo miało kilka warstw. Z jednej strony było samo zabójstwo, a z drugiej sposób funkcjonowania państwa, działania polityków i elit, finansowanie partii, układy i układziki. Przeróżne rzeczy z tego wychodziły, na przykład relacje żony gangstera z jednym z premierów.
Państwo mafijne to — może — za dużo powiedziane. Ale ta sprawa ukazywała szereg wzajemnych powiązań. Wszyscy robili ze sobą wielkie interesy. Chodziło o pieniądze. Tak to państwo wtedy działało.
Czytaj nas częściej w Google
Jak przenieśli sprawę do Łodzi, niezbyt mnie ona już interesowała, bo wiedziałem, jak się skończy. Kiedy prokurator generalny Krzysztof Kwiatkowski zabierał mi śledztwo, mówił, że sprawa Papały przypadkowo wpadła mu w ręce. I znalazł w niej tyle nieprawidłowości, że postanowił ją przenieść z Warszawy. Wtedy wyobraziłem sobie, jak ponad 130 tomów nagle wpada mu w ręce. Zwłaszcza że cały czas były u mnie w szafie. A on ich na oczy nie widział.
Trudno mi powiedzieć, kto najbardziej mieszał i robił wszystko, żeby ta zbrodnia pozostała nierozwiązana. Mam swoją koncepcję. Było kilka dziwnych postaci, które pojawiały się w różnych momentach śledztwa.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.