„Grecja i Włochy, ustąpcie miejsca. Chorym człowiekiem Europy jest teraz Francja”

Opracowanie: Karolina Wasyl Publikacja: Dzisiaj, 9 października (12:52)
„Grecja i Włochy, ustąpcie miejsca. Chorym człowiekiem Europy jest teraz Francja” – pisze w najnowszym wydaniu amerykański dziennik „The Washington Post”. Paryż mierzy się z narastającym zadłużeniem. Eksperci ostrzegają, że brak woli politycznej do rozwiązania problemów może mieć poważne konsekwencje nie tylko dla samej Francji, ale i dla całej strefy euro.
Zdjęcie ilustracyjne /Shutterstock
Rosnące obawy inwestorów
Niepokój na rynkach finansowych narasta. Ostatnie tygodnie przyniosły wyraźną wyprzedaż francuskich obligacji państwowych, co przełożyło się na wzrost rentowności 10-letnich papierów powyżej 5 procent. To poziom, który nie był notowany od lat i wyraźny sygnał, że inwestorzy tracą zaufanie do stabilności finansowej Francji. Jak podkreślają analitycy, „ta wyprzedaż jest symptomem szerszego problemu”.
Według cytowanego komentarza, „inwestorzy są zaniepokojeni, ponieważ ogólna sytuacja fiskalna Francji wygląda coraz bardziej ponuro, jej podzielony system polityczny wydaje się niezdolny do powstrzymania państwa przed popadnięciem w niewypłacalność, a czołowi kandydaci w najbliższych wyborach prezydenckich nie budzą zbyt wielkiego zaufania”.
Zadłużenie rośnie w zastraszającym tempie
Francuski deficyt budżetowy przekracza obecnie 5 procent PKB, znacznie powyżej unijnego limitu 3 procent. Jeszcze bardziej niepokojący jest poziom długu publicznego, który sięga już niemal 3,6 biliona dolarów, co stanowi aż 119 procent PKB. Mimo tych alarmujących danych, rząd planuje w przyszłym roku zaciągnąć kolejne 386 miliardów dolarów długu.
„Problem Francji jest prosty: kraj wydaje więcej na utrzymanie swojej rozdętej sieci zabezpieczeń społecznych i rozrastającej się biurokracji rządowej, niż zbiera z podatków. Francja przeznacza ponad 57 proc. PKB na sektor publiczny, co stanowi kwotę wyższą nawet od innych krajów europejskich, które też nie są skąpe, jeśli chodzi o wydatki socjalne” – czytamy w analizie.
Protesty na ulicach i polityczny impas
Sytuację gospodarczą pogarszają trwające od końca września protesty uliczne. Francuskie miasta ogarniają coraz bardziej gwałtowne demonstracje, których uczestnicy domagają się zwiększenia wydatków na edukację. Każda próba ograniczenia rozbudowanego systemu świadczeń społecznych spotyka się z masowym oporem społecznym.
„Jednak ilekroć przywódcy polityczni próbują choćby nieznacznie ograniczyć tę rozbudowaną strukturę – tak jak uczynił to prezydent Emmanuel Macron w swojej pierwszej kadencji – najwięksi beneficjenci tych świadczeń wychodzą na ulice zgodnie z tradycją francuskiej rewolucji” – podkreślają komentatorzy.
Obietnice reform, składane przez prezydenta Emmanuela Macrona w 2017 roku, nie zostały zrealizowane. Premier Sebastien Lecornu zdecydował się nawet odroczyć niepopularną reformę emerytalną do czasu wyborów, by uniknąć politycznego kryzysu.
Tymczasem liderka sondaży Marine Le Pen zapowiada ograniczenie deficytu do 3 proc. PKB, ale jednocześnie obiecuje obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla niektórych grup zawodowych, co zdaniem ekspertów może tylko pogłębić problem zadłużenia. Z kolei kandydat skrajnej lewicy Jean-Luc Melenchon deklaruje, że nakazałby bankowi centralnemu umorzenie części francuskich długów.
„Ostatni raz Francja miała zrównoważony budżet w 1974 r. Nadejście czasu rozliczeń było nieuniknione. Inwestorzy sygnalizują, że ten moment może zbliżać się wielkimi krokami” – ostrzega „The Washington Post”.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.