"Sygnał jest jasny". Rosyjski pocisk miał spaść gdzie indziej?

W programie "Teraz WP" Zbigniew Parafianowicz i Patrycjusz Wyżga rozmawiali o rosyjskim pocisku Ch-101, który pod koniec lipca spadł w miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim. - Ten pocisk, który spadł na Zamojszczyźnie, według oceny polskich służb, miał spaść w Kraśniku na zakłady Mesko - mówił Parafianowicz.
- Celem już wtedy nie był przypadkowy upadek na polu, tylko ten pocisk miał dotrzeć albo miał być też sygnałem, że zakłady Mesko pracujące na potrzeby polskiej zbrojeniówki są w zasięgu rosyjskich pocisków manewrujących - tłumaczył w programie Parafianowicz.
Na to zareagował drugi z prowadzących, Patrycjusz Wyżga, który ocenił, że "to jest bardzo mocna informacja".
- Bo gdyby do tego doszło, a nie doszło do tego nie dlatego, że nie chcieli, żeby doszło, tylko prawdopodobnie w wyniku jakiejś awarii, nie doleciał tam, gdzie miał dolecieć... - mówił, na co Parafianowicz powiedział: - To jest właśnie pytanie, czy to była awaria, czy celowy komunikat, że ta ręka rosyjskich sił rakietowych sięga zakładów - "wiemy, gdzie produkujecie, widzimy to, gdzie produkujecie, możemy tam dotrzeć".
- Przecież jeżeli popatrzymy nawet na mapę, gdzie ten pocisk spadł w Tarnawie, to Kraśnik jest w linii prostej, w niedużej odległości od tego miejsca. Sygnał jest jasny - i rok produkcji pocisku, i jego jakość, i trudność z namierzeniem, niski pułap lotu tego pocisku manewrującego i upadek w sąsiedztwie Kraśnika jest sygnałem - kontynuował Parafianowicz.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.