Chiny otwierają bazę wojskową w Laosie. USA tracą wpływy w regionie
Chiny otworzyły w ub. miesiącu bazę lotniczą w Laosie; to ich druga baza wojskowa w Azji Południowo-Wschodniej. Tymczasem Stany Zjednoczone przenoszą swoje siły z tego regionu do trwającego konfliktu w Zatoce Perskiej.
Tak, Laos to tylko niewielki kraj, ale dla USA ma strategiczne znaczenie, ponieważ graniczy z sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, Tajlandią (obie strony łączy pakt o wspólnej obronie) oraz Wietnamem, który od niedawna rozwija współpracę wojskową z Amerykanami z powodu wspólnych obaw przed chińskimi aspiracjami w regionie.
Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google
Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania
Brak zaangażowania USA w Laosie coraz bardziej niepokoi sojuszników w regionie, którzy zaczynają obawiać się, że Ameryka przestaje być wiarygodną przeciwwagą wobec Chin.
— Laotańczycy nie są ślepi na fakt, że Chiny nie są łagodnym hegemonem, ale przez ostatnie 10 lat relacje laotańsko-amerykańskie utknęły w martwym punkcie — mówi pewien azjatycki dyplomata.
W przyszłym miesiącu Trump udaje się na szczyt ASEAN do Manili. To coroczne spotkanie przywódców Azji Południowo-Wschodniej oraz ich odpowiedników z krajów takich jak USA, Japonia czy Australia. Wpływ laotańskiej bazy wojskowej na bezpieczeństwo regionu prawdopodobnie stanie się częścią szerszej dyskusji o coraz bardziej agresywnych działaniach chińskich jednostek straży przybrzeżnej wobec filipińskich statków na wodach Morza Południowochińskiego.
— Laos stał się państwem wasalnym Chin — uważa były minister spraw zagranicznych Tajlandii, Kasit Piromya.
Podczas gdy USA powoli wycofywały się z Laosu już pod koniec kadencji Obamy, Trump jeszcze bardziej ograniczył zaangażowanie po objęciu urzędu po raz drugi. To obejmuje wpisanie Laosu na listę 75 krajów, których obywatele mają zakaz podróżowania do USA, a także rezygnację z programów pomocowych wspierających laotański sektor zdrowia oraz usuwanie niewybuchów i innego uzbrojenia z czasów wojny wietnamskiej. Dyplomaci zwracają również uwagę na brak amerykańskiego ambasadora w Laosie od stycznia, co jest symbolicznym przejawem tego zaniedbania.
Brak obecności USA — jak zauważa Scot Marciel, były zastępca sekretarza stanu ds. Azji Wschodniej i Pacyfiku w administracji Obamy — "tworzy pole do działania Pekinu", który może pogłębiać wojskową i dyplomatyczną współpracę z Laosem.
Pekin zapewnia, że baza na lotnisku Ban Keun ma przede wszystkim pomóc Laosowi "wzmocnić szkolenie pilotów wojskowych". Jednak, jak donosi agencja Reutera, zdjęcia satelitarne pokazują pas startowy zapełniony "samolotami szturmowymi i pojazdami wojskowymi".
Dwie inne zagraniczne bazy wojskowe Chin znajdują się w Dżibuti i Kambodży. Lyle Morris, były dyrektor ds. Chin w Pentagonie, podkreśla, że warto wyciągnąć wnioski z tego, jak Pekin podszedł do tamtych placówek. — Już to widzieliśmy — powiedział Morris, który służył zarówno w administracji Bidena, jak i podczas pierwszej kadencji Trumpa. — Dżibuti oficjalnie miało być ośrodkiem wsparcia humanitarnego, a obecnie jest pełnoprawną bazą wojskową.
Jego ocena: — Stany Zjednoczone straciły Laos i Kambodżę na rzecz Chin.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.