Komunikat szefa MON po ataku przy granicy. "Podjąłem decyzję"

W czwartek doszło do kolejnego rosyjskiego ataku na Ukrainę. Jeden z obiektów rozbił się około 3-4 kilometrów od polskiej granicy, na wysokości Dorohuska. W związku z szybkim zbliżaniem się obiektu polskie wojsko poderwało myśliwce i aktywowało naziemne systemy obrony powietrznej.
Władysław Kosiniak-Kamysz na platformie X przekazał, że "nie doszło do naruszenia naszej przestrzeni powietrznej".
"Rosja nie ustaje w agresywnych działaniach (...) Dlatego w ostatnich tygodniach podjąłem decyzję o wzmocnieniu ochrony polskiego nieba - zwiększyliśmy aktywność F-16 i śmigłowców, wzmacniamy systemy obrony powietrznej i szybkiego reagowania" - oznajmił szef MON.
Strona ukraińska wcześniej poinformowała Polskę o obiekcie zbliżającym się z dużą prędkością do polskiej granicy. Był on również obserwowany przez polskie systemy radiolokacyjne. W związku z zagrożeniem poderwano polskie myśliwce i aktywowano naziemne systemy obrony przeciwlotniczej.
Alarm został już odwołany. Ukraińska Państwowa Służba Graniczna przekazała natomiast, że podczas rosyjskiego ataku dronów nie doszło do trafienia w przejście graniczne z Polską ani w infrastrukturę graniczną.
O poderwaniu polskich samolotów informował również premier Donald Tusk. Dowództwo Operacyjne RSZ wyjaśniło z kolei, że huk słyszany przed południem w centralnej Polsce był efektem przekroczenia bariery dźwięku przez wojskowe samoloty bojowe. Wcześniej mieszkańcy województw lubelskiego i podkarpackiego otrzymali alert RCB dotyczący zagrożenia atakiem z powietrza. Komunikat został później odwołany.
Więcej informacji wkrótce.
"Polityczny WF": Sroga zima, srogie rachunki. Rząd zdoła pomóc Polakom?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.