CNN TürkYunan-İsrail ittifakına cevap: 51. Komando Tugayı neden Sisam'ın karşısındaki Söke'ye taşındı?PunchPolice rescue two after boat sinks in Akwa Ibomוואלהגשמים בצפון ובמרכז; השירות המטאורולוגי: יימשכו לפחות עד אחר הצהרייםInquirerUP, PUP students to stage walkouts decrying corruption, 2027 budget cutsDaily MaverickANYONE FOR TEDDY?: Throw a Rocky Horror Dinner Party, it’ll be bloody marvellousBollywood HungamaREVEALED: Here’s why Karan Johar has been thanked in Daayra and Hrithik Roshan and Huma Qureshi in VibeThe Jerusalem PostRare Christian amulet holding bible scrap, ancient stone seal unearthed at Turkish site - reportESPNBills open new stadium with impressive performance over LionsUOLCientistas descobrem nova espécie de felino selvagem após mais de um séculoCapital FMKenya condemns attacks on Saudi Arabia, calls for end to hostilities7sur7FC 27: cinq choses à savoir sur la nouvelle édition du plus célèbre des jeux de footballVanguardIran says struck oil tanker in Strait of Hormuz
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, September 18, 2026

Czy warto bronić Macierewicza? Pod warunkiem, że sam zadba o swoją powagę

Translate

Każdy kolejny tydzień czyni polską politykę bardziej gwałtowną niż poprzedni. Co więcej, z Sejmu wylęgła ona na ulicę. Awantura przy okazji miesięcznicy smoleńskiej to już właściwie rutyna. Ale są i zjawiska nowe.

Przed budynkiem Akademii Wymiaru Sprawiedliwości zobaczyliśmy posłów PiS próbujących wejść do budynku i wspierających ich demonstrantów próbujących bronić usuwanego rektora Michała Sopińskiego. Potem doszło do uformowania pikiety przed gmachem Trybunału Konstytucyjnego.

To odpowiedź na pogłoski o ewentualnym przejęciu kontroli nad Trybunałem przez sędziów wybranych przez obecną sejmową większość, ale przy wsparciu policji. Wymagałoby to zatrzymania przez funkcjonariuszy prezesa TK Bogdana Święczkowskiego

Posłowie w roli partyzantów

Te wydarzenia przypominają sytuacje z początku kadencji obecnego parlamentu. Siłowe przejęcie mediów publicznych przez ludzi obecnej władzy wywołało wielodniowe demonstracje przed ich siedzibami. Politycy PiS brali w nich żywy udział. Pisało się wtedy, że nowy rząd zmienił główną partię opozycyjną w partyzanckie oddziały, że pozwalało to przedstawiać ich w roli groźnych warchołów, że odbierało im powagę, że przypominało o ich bezsilności.

Teraz pojawiają się podobne tezy. Przy czym o ile symetryści (np. z Klubu Jagiellońskiego) przypominają, że podobna rola przypadła zwłaszcza w latach 2016-2017 liberalno-lewicowej opozycji, też wyprowadzonej na ulice w poczuciu własnej bezsilności, o tyle media sprzyjające obecnej władzy i ludzie tej władzy nie czynią takich porównań. PiS ma być siłą zarazem groźną jak i ośmieszoną przez uliczne przepychanki.

Czasem drwiny dotyczą także sytuacji w Sejmie. Przy okazji wystąpienia Donalda Tuska oskarżającego prawicę o związki z Zondacrypto posłanka PiS Dominika Chorosińska zareagowała na wyjście na mównicę Władysława Kosiniaka-Kamysza naśladowaniem szczekania psa. Uczyniono z tego natychmiast złośliwy symbol absurdalnego demonstrowania sprzeciwu.

Znaczącym bohaterem zdarzeń stał się 78-letni wiceprezes PiS Antoni Macierewicz. Podczas awantur na Placu Piłsudskiego starł się z ludźmi zakłócającymi obchody miesięcznicy. Nawet kogoś potrącił, prąc do przodu z pistoletem na wodę podobno wypełnionym farbą. Natychmiast ta scenka stała się przebojem antyprawicowych telewizji i portali, a zaraz potem tematem zapowiedzi pociągnięcia posła do odpowiedzialności.

Inny incydent już podobno nawet zgłoszono prokuraturze. Przed budynkiem Akademii Wymiaru Sprawiedliwości Macierewicz groził policjantowi sądem, żądał podania numeru służbowego, a nawet dotknął funkcjonariusza, próbując ten numer sprawdzić.

Kontekst jest ważny

Nie jestem (delikatnie mówiąc) entuzjastą stylu, w jakim Macierewicz uczestniczy w polityce. Jako minister obrony miał na swoim koncie niejedno dziwne lub niekonwencjonalne zachowanie. Moim zdaniem poza wszystkim szkodził własnej partii. Czy tak jest i tym razem?

Warto jednak najpierw przypomnieć, że owo przepychanie się z antypisowskimi zadymiarzami ma swój kontekst. To oni są generalnie stroną agresywną, to oni zakłócają coś, do czego każdy ma prawo: uczczenie zabitych w katastrofie smoleńskiej. I niestety to oni są w swoich antycywilizacyjnych zachowaniach chronieni przez policję.

Macierewicz chciał podobno użyć pistoletu na farbę do zamalowania transparentu przypisującego winę za katastrofę Lechowi Kaczyńskiemu. Pojawia się ten napis na każdej antydemonstracji na Placu Piłsudskiego. Oskarżenie na transparencie jest kłamliwe. Kiedy zaś pokazuje się dawnego antykomunistycznego opozycjonistę roztrącającego innych starców, ten kontekst nie jest na ogół w ogóle przypominany.

Jeszcze bardziej dwuznaczna jest sytuacja sprzed Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. Rzecz w tym, że policja, odcinając dostęp do przejmowanego przez nowego rektora budynku, zabraniała wstępu także posłom PiS. Mają zaś oni prawo do tak zwanej kontroli poselskiej, dotyczy to również Macierewicza. Jego obcesowe zachowanie wobec konkretnego policjanta było reakcją na łamanie prawa. Nawet jeśli minister Waldemar Żurek miał prawo odwołać rektora Sopińskiego, powinien ścierpieć parlamentarzystów w budynku.

O czym zapomniał Antoni Macierewicz

Oczywiście przypomnienie tych kontekstów nie zmienia jednego: w każdej takiej sytuacji liczy się obrazek, na ogół z dnia na dzień coraz bardziej oderwany od sytuacji wyjściowej. Widzimy awanturującego się posła. W imię czego, w reakcji na co, nikt już właściwie nie pyta. Warto więc było zachować zimną krew.

W przypadku incydentu z policjantem były minister powinien pamiętać, że nie od pojedynczego funkcjonariusza zależała podobna, choćby i bezprawna, blokada. Cała wymiana zdań z nim nie miała sensu, wyglądała na przemoc ważnego polityka wobec mundurowego szaraczka. Nawet jeśli realną przemoc uprawiała władza.

To samo dotyczy wszelkich tego typu historii. Szczekanie posłanki Chorosińskiej, skądinąd obdarzonej wyobraźnią aktorki, nie było czymś niedorzecznym. Chciała (nie wnikam na ile słusznie) zobrazować zależność prezesa PSL od premiera Tuska. O tym jednak nikt już nie pamięta. Takie zachowanie to proszenie się o zaistnienie w postaci memu.

Oczywiście wypełzanie polityki na ulicę staje się też okazją do autentycznych błazeństw. Czymś takim było przełażenie posła PiS Dariusza Mateckiego przez ogrodzenie okalające Akademię. To już zupełnie niczemu nie służyło. Było aktem oczywistego braku powagi. Mamy w tym przypadku do czynienia z kimś chorobliwie uzależnionym od social mediów. Za kolejne zaistnienie w nich tacy politycy wyrzekną się wszystkiego, także instynktu samozachowawczego.

Manifestacja bezsilności

W szerszym sensie liderzy PiS powinni się zastanowić, czy każda demonstracja jest opłacalna. Sam Kaczyński żalił się przed budynkiem Akademii, że na wezwanie pojawiło się tam niewiele osób. To więc dobitne zamanifestowanie własnej bezsiły.

Równocześnie prezes PiS próbował przedstawiać inne partie opozycji, całkowicie tam nieobecne, jako niemal wspólników Tuska. Powinien jednak pamiętać nie tylko to, że na przykład dla Konfederacji rektor Sopiński to postać równie daleka i wroga jak jego następca rektor Cudak. Ale także i to, że dla przeciętnego Polaka ten konflikt to czysta abstrakcja.

Pewnie już bardziej czytelna jest wojna o Trybunał Konstytucyjny. Choć tu także Konfederacja ze swoim pomysłem na tak zwany reset, czyli wybór całego TK od podstaw, średnio się nadaje na sojusznika. Pytanie zaś, czy wielodniowe koczowanie przed budynkiem przez propisowski tłumek bardziej powstrzymuje władzę przed ryzykiem konfrontacji, czy przedstawia jako warcholską i zarazem nieskuteczną opozycję.

Nie mam tu gotowej odpowiedzi, zależność między takimi akcjami bezpośrednimi a sondażowymi wynikami nigdy nie była zbadana. Same sondaże pokazują przecież różne wyniki i zapewne są zależne od najróżniejszych czynników.

Na pewno jednak PiS powinien zadbać przynajmniej o wyrzeczenie się operetkowych zachowań zwłaszcza przez swoich najbardziej znaczących polityków. Jest to jednak trudne w partii, gdzie jedyną cnotą bezsporną i zawsze premiowaną przez prezesa jest radykalizm w walce z wrogiem numer jeden, czyli z Donaldem Tuskiem.

Teraz zaś dochodzą realne emocje. Koalicja Obywatelska na różne sposoby narusza lub przynajmniej nagina prawo. Byłoby rzeczą paradoksalną, gdyby przy okazji mogła przedstawiać jako siłę warcholską i nieszanującą prawa opozycję. Tak się jednak stać może bardzo łatwo.

"Polityczny WF": Histeria czy realna obawa? Burza wokół diety w szkołachINTERIA.PL


View the original on Interia

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.