Co w przypadku konieczności ewakuacji? Padły porównania do Ukrainy

- Jesteśmy na żenująco niskim poziomie, jeśli chodzi o komunikowanie się państwa z obywatelami - mówił w programie "Żeby Wiedzieć" Wirtualnej Polski Zbigniew Parafianowicz. Gość Pawła Pawłowskiego wspomniał, że jesteśmy w piątym roku wojny, a w tym czasie Ukraińcy rozwinęli już "kolejne generacje aplikacji", które w sposób skuteczny informują obywateli o atakach i potencjalnym zagrożeniu.
W wyemitowanym we wtorek programie Wirtualnej Polski "Żeby Wiedzieć" Zbigniew Parafianowicz był pytany przez prowadzącego Pawła Pawłowskiego o ewentualną ewakuację wschodnich województw w Polsce na wypadek ataku Rosji.
- Taka ewakuacja, jak rozumiem, przy zagrożeniu z powietrza, nie wchodzi w grę. Póki co wariant dużej inwazji lądowej też nie wchodzi w rachubę - bo byśmy widzieli koncentrację sił rosyjskich przy granicach z Polską, a czegoś takiego nie ma, tak że tutaj też nie należy siać paniki i strachu wokół tego - odpowiedział Zbigniew Parafianowicz. - Natomiast w przypadku ataków z powietrza mówimy raczej o procedurach, które mają umożliwiać ukrycie się w schronie czy w ukryciu - podkreślił.
- Jesteśmy na żenująco niskim poziomie, jeśli chodzi o komunikowanie się państwa z obywatelami, bo mamy te SMS-y, które są wysyłane z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa... - mówił dalej, przypominając, że jesteśmy w piątym roku wojny.
- Ukraińcy rozwijają już kolejne generacje aplikacji. Jak się zainstaluje na Telegramie aplikację dotyczącą alarmów z powietrza, to widać nawet, do której dzielnicy leci konkretny dron i wtedy można podjąć decyzję, czy się schodzi do schronu, czy nie trzeba. Tych aplikacji nie mamy, ja tego nie rozumiem, dlaczego Ministerstwo Cyfryzacji nie jest w stanie wygenerować aplikacji - kontynuował.
- W pierwszym dniu wojny, 24 lutego 2022, Ukraińcy mieli gotową aplikację, która pokazywała schrony, informowała o nalotach, mówiła, gdzie można dostać chleb, gdzie można dostać wodę - mówił dalej Parafianowicz, na co przerwał mu prowadzący.
- Zbyszku, co ma ci ta aplikacja pokazywać, jak tych schronów nie ma? Jeśli wejdziesz sobie nawet na mapy, które są udostępniane przez naszych rządzących, to masz miejsca doraźnego schronienia - tam możesz się schować najwyżej przed jakimś kiepskiej jakości dronem - przekazał Paweł Pawłowski.
- Ale nawet w wariancie minimum mogłaby taka aplikacja informować o zagrożeniu z powietrza, informować po prostu o tym, gdzie co leci i gdzie co może przylecieć, a nie informować - tak jak też w Wirtualnej Polsce nasi dziennikarze pisali - po fakcie, informować o tym, że coś nad Polskę wlatuje - powiedział Parafianowicz.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.