Burza po decyzji prokuratury ws. Wałęsy. "Ci szaleńcy twierdzą"
"Prokuratura ostatecznie umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie" – poinformował minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek. "Przez lata upolityczniony aparat państwa ścigał legendę Solidarności, celowo ignorując fakty i elementarną logikę. Zignorowano bezsporny fakt historyczny – SB masowo fałszowała dokumenty i podpisy Wałęsy w latach 80., by zdyskredytować go przed Komitetem Noblowskim. Próbowano przypisać autorstwo wielostronicowych, ubeckich donosów człowiekowi, który według świadków nie sporządzał w tamtym czasie żadnych długich rękopisów" – skomentował Żurek.
Postępowanie dotyczyło przesłuchania Wałęsy z 13 kwietnia 2016 r., podczas którego okazano mu dokumenty odnalezione w mieszkaniu wdowy po generale Czesławie Kiszczaku. Na dokumentach widniały podpisy "Bolek" lub "Lecha Wałęsy". Były prezydent zaprzeczył, że sporządził lub podpisał większość z nich – potwierdził autorstwo jedynie dwóch podpisów spośród 136 dokumentów porównawczych.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Kluczową rolę w decyzji o umorzeniu odegrała ocena ekspertyzy grafologicznej Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie. Prokurator prowadząca sprawę wskazała, że opinia nie miała charakteru kategorycznego – biegli stwierdzili jedynie, że część dokumentów mogła nakreślić ta sama osoba, która sporządziła materiał porównawczy, lecz bez pewności co do jej tożsamości. Co więcej, biegli nie dysponowali próbkami pisma pobranymi od Wałęsy w obecności prokuratora lub policjanta, co jest standardową procedurą.
Burza po decyzji prokuratury ws. Wałęsy
Najbardziej kontrowersyjny fragment w komunikacie prokuratury dotyczy zeznań świadków, z których wynikało, że Wałęsa nie sporządzał w swoim życiu, a w szczególności w latach 70., długich rękopisów. "Niektórzy świadkowie wskazywali wprost, że w tamtym okresie był on wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał, a dokumenty, które podpisywał jako przewodniczący Związku Zawodowego 'Solidarność', były pisane dla niego przez inne osoby". Na ten fakt zwrócił uwagę m.in. dziennikarz Krzysztof Berenda, oceniając we wpisie na X, że "ten fragment jest dla byłej głowy państwa upokarzający".
"Prokuratura uznała, że Wałęsa donosów nie mógł napisać, bo był półanalfabetą. A podyktować esbekowi mógł? Czy to ma być dowód, że w ogóle nigdy żadnego donoszenia nie było?" – dopytuje zaś blogerka polityczna Katarzyna Sadło, publikująca pod ps. Kataryna.
"Szaleńcy Tuska z prokuratury uznali, że Wałęsa był 'wtórnym analfabetą' nie tylko w okresie 1970–1976 r., czyli w okresie współpracy z SB jako 'Bolek', ale również jako przewodniczący NSZZ 'Solidarność'! Rozumiecie!!! Ci szaleńcy twierdzą, że na czele 10-milionowego ruchu 'Solidarności' stał 'wtórny analfabeta'" – grzmi w sieci były szef BBN Sławomir Cenckiewicz.
"Jeśli ktoś jeszcze zastanawia się, po co było im siłowe i bezprawne przejęcie prokuratury, to między innymi po to. Nie tylko po to, aby bez żadnych podstaw i dowodów stawiać zarzuty politycznym oponentom, ale także po to, aby zamiatać pod dywan takie sprawy jak współpraca Lecha Wałęsy jako TW Bolek z SB. Prokuratura robi z logiki Giertycha, ignorując oczywiste fakty i dowody. Po zapoznaniu się z komunikatem upolitycznionej prokuratury nazwać tę decyzję skandalem to powiedzieć zdecydowanie za mało" – pisze zaś poseł PiS Andrzej Śliwka.
Mec. Bartosz Lewandowski szydzi, że "w zasadzie ten cały analfabetyzm pana prezydenta Lecha Wałęsy trochę wyjaśniałby akt łaski wobec Słowika". Przypomnijmy, Wałęsa ułaskawił słynnego szefa mafii pruszkowskiej.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.