"Nie powiemy". Ukraina nie chce ujawnić, gdzie uderzyła jej najpotężniejsza broń
"Pierwsze bojowe użycie pocisku FP-7. Dziękuję wszystkim za to osiągnięcie. Teraz czas na produkcję" — poinformował w czwartek wieczorem prezydent Zełenski, pokazując nagranie z wystrzelenia pierwszego w historii pocisku balistycznego ukraińskiej produkcji.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Niestety, to chyba wszystko, czego dowiemy się o tej historycznej operacji. Doradca ukraińskiego prezydenta ds. komunikacji spytany o cel, w który wymierzono "siódemkę" mówi bowiem krótko: "Nie powiemy".
Czytaj nas częściej w Google
Trudno też w ogóle wskazać potencjalny cel dla tej broni. FP-7 ma bowiem zasięg co najmniej 200 km — Ukraina miała tu, więc bardzo duży wybór. Dodatkowo, pocisk tego typu można wykorzystać do ataku na punkty dowodzenia, składy broni i amunicji, stacje radarowe, systemy obrony przeciwlotniczej czy lotniska — zatem trudno nawet zawęzić listę potencjalnych obiektów, w które uderzył pocisk.
Słowa ukraińskiego doradcy wskazują też, że Ukraina będzie trzymać w tajemnicy szczegóły bojowego debiutu swojego drugiego pocisku balistycznego. FP-9 zapowiada się też jeszcze bardziej interesująco. "Dziewiątka" ma jeszcze większą głowicę bojową i zasięg co najmniej 850 km, bez problemu może więc dolecieć do Moskwy. Dodatkowo, ma wejść do służby jeszcze w tym roku.
X/Militarnyi
Makieta pocisków balistycznych FP-7 i FP-9
Oba pociski to w tym momencie także najpotężniejsza broń w arsenale Ukrainy, tyle że na razie ciągle trzeba rozpatrywać je w kategoriach ciekawostki. Zmieni się to dopiero wtedy, gdy Kijów będzie produkować je w dużej liczbie i będzie mógł regularnie używać ich przeciwko Rosji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.