Jedno przemówienie, od którego zależy wiele. Co usłyszymy w ONZ?

Donald Trump za kilka dni stanie przed przywódcami niemal całego świata w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku. I moim zdaniem będzie to jedno z najciekawszych wystąpień amerykańskiego prezydenta w tym roku.
reporter przed Białym Domem z mikrofonem RMF
Trump jedzie do ONZ z bardzo konkretnym problemem. Przez lata przedstawiał siebie jako polityka, który nie rozpoczyna wojen, ale je kończy. Przekonywał, że potrafi rozmawiać z przywódcami, z którymi inni rozmawiać nie potrafią. Mówił o pokoju, negocjacjach i sile, która ma odstraszać przeciwników Stanów Zjednoczonych.
Tymczasem spójrzmy, w jakim świecie Donald Trump pojawi się w przyszłym tygodniu w Nowym Jorku. Wojna Rosji przeciwko Ukrainie trwa. Wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem trwa już ponad pół roku. Na Bliskim Wschodzie konflikt rozszerzył się na kolejne państwa i szlaki transportowe. Ceny ropy pozostają wysokie, a problemy z transportem przez cieśninę Ormuz wpływają na światowy rynek energii. I właśnie z takim bagażem Donald Trump stanie przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ.
Największym problemem jest dzisiaj Iran. Kiedy Stany Zjednoczone rozpoczynały działania wojenne, Biały Dom przekonywał, że amerykańska przewaga militarna pozwoli osiągnąć cele stosunkowo szybko. Minęło ponad sześć miesięcy. Iran nie skapitulował. Władze w Teheranie pozostają u władzy. Konflikt trwa, a jego konsekwencje coraz mocniej odczuwa cały region. I to jest ważne, bo wojna nie ogranicza się już tylko do wymiany uderzeń pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Iranem. Mamy Huti w Jemenie. Mamy ataki i kontrataki. Mamy napięcie wokół cieśniny Ormuz – jednego z najważniejszych miejsc dla transportu ropy na świecie. A kiedy pojawia się problem w cieśninie Ormuz, bardzo szybko przestaje to być wyłącznie problem polityki zagranicznej. Zaczyna się problem gospodarczy. Droższa energia wpływa na transport, produkcję i ceny wielu innych produktów. I tutaj polityka zagraniczna spotyka się z polityką wewnętrzną. Bo Donald Trump jedzie do Nowego Jorku nie tylko jako prezydent prowadzący wojnę.
Jedzie tam również jako polityk znajdujący się kilka tygodni przed wyborami do Kongresu. I będzie musiał przekonywać Amerykanów, że jego strategia działa. Ale Iran to tylko jeden element tej układanki. Drugi to Ukraina. Trump wielokrotnie przekonywał, że potrafi doprowadzić do zakończenia wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Tymczasem walki trwają. Rosja nadal atakuje ukraińskie miasta. Ukraina odpowiada uderzeniami między innymi w rosyjską infrastrukturę energetyczną. Waszyngton próbuje doprowadzić do porozumienia, ale trwałego zawieszenia broni nadal nie ma. I właśnie dlatego Nowy Jork będzie tak interesujący. Bo do jednego miasta przyjadą ludzie znajdujący się po różnych stronach najważniejszych konfliktów świata. Będzie Wołodymyr Zełenski. Będzie prezydent Iranu. Rosję będzie reprezentował minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Przyjedzie premier Izraela Benjamin Netanjahu. I wszyscy będą słuchali tego, co powie Donald Trump.
Co ciekawe, Stany Zjednoczone zdecydowały się wpuścić na obrady najważniejszych przedstawicieli Iranu, mimo że oba państwa są w stanie wojny. Prezydent Iranu i szef irańskiej dyplomacji otrzymali możliwość przyjazdu do Nowego Jorku, choć ich poruszanie się będzie mocno ograniczone. To oznacza niezwykłą sytuację. W tym samym tygodniu i w tym samym mieście znajdą się przedstawiciele państw, które prowadzą przeciwko sobie działania wojenne. Czy to stworzy przestrzeń do jakiejś dyplomacji? Tego dzisiaj nie wiemy. Ale ONZ jest właśnie miejscem, w którym czasami najważniejsze rzeczy dzieją się nie na mównicy Zgromadzenia Ogólnego, ale w hotelach, korytarzach i podczas spotkań odbywających się poza kamerami.
Jest jeszcze jeden problem dla Donalda Trumpa. Świat będzie słuchał jego przemówienia inaczej niż Amerykanie. W Stanach Zjednoczonych Trump może przedstawiać swoją politykę jako realizację zasady „America First”. Ale wielu przywódców przyjedzie do Nowego Jorku z pytaniem, czy Stany Zjednoczone są dzisiaj stabilnym i przewidywalnym partnerem. Europejczycy patrzą na Ukrainę.
Państwa Zatoki Perskiej patrzą na Iran. Azja patrzy na Chiny i Tajwan. A sojusznicy Stanów Zjednoczonych próbują zrozumieć, gdzie przebiega granica amerykańskiego zaangażowania. I tutaj dochodzimy do największego paradoksu tego wystąpienia. Donald Trump chciał przedstawiać siebie jako prezydenta pokoju. Powołał nawet własną Radę Pokoju. Mówił o zakończonych konfliktach i o tym, że jego administracja będzie potrafiła rozwiązywać problemy, których inni rozwiązać nie potrafili. Teraz stanie przed światowymi przywódcami w momencie, kiedy dwa konflikty będą dominowały nad rozmowami w Nowym Jorku. Pierwszy – wojna Rosji przeciwko Ukrainie – miał pomóc zakończyć. W drugim – z Iranem – Stany Zjednoczone same uczestniczą. Dlatego będę bardzo uważnie słuchał, jak Donald Trump zbuduje swoje przemówienie.
Czy powie: potrzebujemy negocjacji?
Czy zagrozi Iranowi kolejnymi uderzeniami?
Co powie Rosji?
Co powie Ukrainie?
I przede wszystkim – czy spróbuje przekonać świat, że jego strategia zaczyna przynosić rezultaty? W końcu wiele razy ogłaszał przełom, negocjacje, niemal zakończenie konfliktów. Ale… no właśnie. Przyzwyczaił nas już do tego, by z rezerwą podchodzić do tego, co mówi.
Za kilka dni w Nowym Jorku Donald Trump będzie przemawiał nie tylko do światowych przywódców. Będzie również przemawiał do Amerykanów. Do ludzi, którzy widzą ceny na stacjach benzynowych. Którzy słyszą o kolejnych miliardach dolarów wydawanych na działania wojenne. I którzy za kilka tygodni pójdą do urn w wyborach do Kongresu. Dlatego wystąpienie Trumpa na forum ONZ będzie miało dwa wymiary. Pierwszy jest międzynarodowy: co Stany Zjednoczone zamierzają zrobić z Iranem, Ukrainą i coraz bardziej niestabilnym światem? Drugi jest czysto amerykański: czy Donald Trump potrafi przekonać swoich wyborców, że światowe kryzysy są pod kontrolą? Trump obiecywał Amerykanom, że będzie prezydentem, który kończy wojny. We wtorek stanie przed światem, który będzie chciał usłyszeć, jak zamierza tę obietnicę zrealizować. Świat już słyszał – między innymi w zeszłym roku jego krytykę ONZ. Już wiemy co myśli o tej instytucji. Wszyscy wiemy, że potrzebuje gruntownych reform. Ale nie ma lepszego miejsca, by w tak dużym gronie prowadzić rozmowy i zwracać uwagę na problemy świata. Problemy, których jest tak wiele. Od poniedziałku będę na terenie ONZ w Nowym Jorku, zatem z bliska będę Wam opowiadał o Sesji Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.