Schreiber przestrzega ws. TK. "Tusk jest w stanie rozpętać zamieszki"

Łukasz Schreiber, przewodniczący klubu parlamentarnego Rozwój Plus: W tradycji anglosaskiej znane jest powiedzenie, że jeśli coś wygląda jak kaczka, pływa jak kaczka i kwacze jak kaczka, to prawdopodobnie jest kaczką. Więc odpowiadając - to co w piątkowe popołudnie rozpoczęło się w Trybunale Konstytucyjnym, wypełnia znamiona zamachu stanu.
Dlaczego?
- Artykuł 128. Kodeksu karnego jasno definiuje, czym jest zamach na konstytucyjny organ RP.
Kto, w celu usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności od lat 3 do 20
- Ten paragraf dokładnie wypełnia działalność Tuska w sprawie sądu konstytucyjnego. Zamach stanu nie musi oznaczać walk ulicznych ani użycia wojska do fizycznego zlikwidowania politycznych przeciwników. Może odbyć się bezkrwawo. I taki zamach przeprowadził w Trybunale Konstytucyjnym nasz uśmiechnięty dyktator - choć w jego orędziu widziałem olbrzymie nerwy i trzęsące się ręce, a nie uśmiech.
I Bogdan Święczkowski pozostaje prezesem Trybunału?
- Bogdan Święczkowski został powołany na prezesa Trybunału Konstytucyjnego 9 grudnia 2024 r. na sześcioletnią kadencję. Jego kadencja jako sędziego TK trwa aż do 16 lutego 2031 r.
- Tymczasem dziś policja, którą nadzoruje minister Kierwiński nie wpuszcza go do budynku TK! Anna Korwin-Piotrowska, nominatka Koalicji Obywatelskiej obwołała się szefową TK, choć nawet nie złożyła ślubowania. Co więcej, bezprawnie "zawiesiła" nie tylko prezesa, ale też wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego!
- To ma mniej więcej taką moc prawną, jakbym przyszedł w piątkowy wieczór do Sejmu, wydał zarządzenie o zawieszeniu Włodzimierza Czarzastego i obwołał się nowym Marszałkiem Sejmu.
Czyli to odpowiedzialność Anny Korwin-Piotrowskiej?
- Dla jasności: Anna Korwin-Piotrowska wydaje się być tylko figurantem tej operacji, a nie jej mózgiem. Zarządzenie dotyczące organizacji pracy TK, opublikowane 31 października 2026 r., które dotyczyło zasad dostępu do siedziby, napisał prawdopodobnie Maciej Berek, prawa ręka Donalda Tuska.
- Według doniesień medialnych w metadanych pliku, w polu "autor", widniał właśnie Maciej Berek. Pseudosędziowie weszli na teren TK od strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów - także Tusk o wszystkim musiał wiedzieć. Po to przecież swojego zaufanego ministra wysłał prosto z rządu do TK.
Receptą Rozwoju Plus oprócz resetu konstytucyjnego jest konstruktywne wotum nieufności, a kandydatem na premiera Marek Jurek. Jego nazwisko oprócz PiS-u i Konfederacji ma przekonać też ludzi PSL?
- Konstruktywne wotum nieufności, w przeciwieństwie do samorozwiązania Sejmu, które zgłosili posłowie Konfederacji, ma szanse powodzenia. Do odwołania tego fatalnego rządu potrzeba 231 głosów, a do samorozwiązania Sejmu - aż 307.
- Zaproponowaliśmy na premiera technicznego marszałka Marka Jurka, bo to polityk doświadczony i koncyliacyjny, a z drugiej strony człowiek, który nie jest na pierwszej ani nawet na drugiej linii frontu politycznego sporu.
- Jeśli politycy PSL i całej Trzeciej Drogi chcą trwać przy Tusku i żyrować jego bezprawne działania, muszą liczyć się z konsekwencjami - i to nie tylko politycznymi, ale także tymi natury prawnej.
- Dziś mają naprawdę ostatni moment, aby nie zapisać się w historii jako wspólnicy Tuska. Błądzić jest rzeczą ludzką, trwać w błędzie - diabelską. Dziś już nikt nie może mieć złudzeń, ani nie może powiedzieć, że nie widzi tego, jak Donald Tusk niszczy Polskę i próbuje siłowo narzucać swój karkołomny reżim.
Wyobraża pan sobie, że na Zgromadzeniu Ogólnym TK zwołanym przez Annę Korwin-Piotrowską za wystarczające kworum uznane będzie mniej, niż 10 sędziów? Z uwagi na zawieszenie Święczkowskiego i Sochańskiego.
- Anna Korwin-Piotrowska nie miała prawa zwołać Zgromadzenia Ogólnego TK. Nie jest nawet sędzią TK. Ale odpowiadając na pana pytanie - wyobrażam sobie wszystko. Władza Tuska wisi na włosku, a on jest zdeterminowany, aby ją utrzymać. Posunie się do każdej niegodziwości.
- Uważam, że jest w stanie rozpętać zamieszki i zaangażować wszystkie siły, aby Polska stanęła u progu wojny domowej. Naszym zadaniem jest przed tym uchronić i wierzę, że ten cel z pomocą Polaków uda nam się osiągnąć.
Porozmawiajmy jeszcze o Rozwoju Plus. Ile osób miesięcznie dołącza do waszego stowarzyszenia?
- Co najmniej kilkanaście w skali okręgu, więc w skali kraju pewnie kilkaset.
I nie ma wśród nich Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
- Nie.
Były jakiekolwiek rozmowy z panią minister?
- Nic mi na ten temat nie wiadomo, ja z panią minister nigdy się nie widziałem.
Dwa tygodnie temu widziałem premiera Morawieckiego i panią minister obok siebie na debacie w Instytucie Sobieskiego. Odniosłem wrażenie, że całkiem dobrze się dogadują.
- Nie ma w tym nic złego, że ludzie ze sobą rozmawiają.
Nie chcielibyście jej mieć na swoim pokładzie?
- Nie ma takiej decyzji. Pani minister przez trzy lata firmowała obecny rząd. Oczywiście doceniam próby wybijania się na niepodległość, ale nie da się ukryć, że była żyrantem tego fatalnego układu.
To jak chcecie poszerzać swój elektorat? Pełczyńska-Nałęcz nie, z Braunem też nie chcecie współpracować.
- Dlaczego akurat z tymi osobami mamy poszerzać elektorat? Zdecydowanie nie chcemy współpracować z Braunem. Niech ktoś wskaże mi racjonalny powód, chętnie wysłucham. Zresztą na jakim polu miałaby przebiegać ta współpraca? Mamy pracować z Braunem nad programami rozwojowymi? Przecież to autor teorii spiskowej, że CPK to "żydowski bunkier".
Moim zdaniem z Braunem taki pakt nie ma sensu i wolałbym, żebyśmy w nim nie uczestniczyli. Obawiam się, że to tylko wzmacnia Brauna i legitymizuje jego wypowiedzi i działania
- Polityka zagraniczna? Z jednej strony mówi, że wojna na Ukrainie to nie nasza wojna, ale już "Warszawa-Teheran wspólna sprawa". Gdzie w tym sens? Nie będę się już rozwodził nad jego prorosyjskością i negacjonizmem komór gazowych w Auschwitz.
To postaram się podsunąć powód. Polityczny: pakt senacki.
- Nad paktem senackim pracuje pan prezydent. Szanuję to, ale moim zdaniem z Braunem taki pakt nie ma sensu i wolałbym, żebyśmy w nim nie uczestniczyli. Obawiam się, że to tylko wzmacnia Brauna i legitymizuje jego wypowiedzi i działania.
Jest już ostateczna decyzja, że jeśli w pakcie senackim będzie Braun lub jego środowisko, to nie bierzecie w tym udziału?
- Takiej decyzji nie ma. Mówię o swoim zdaniu. Wierzę, że pakt senacki będzie bez Brauna i to uważam za najlepszą możliwość. Jeśli ktoś myśli, że z Braunem będzie można sprawnie rządzić, to może być bardzo rozczarowany. Z nim to nie ma szans się udać.
Nie tak dawno rozmawiałem o tym z Piotrem Glińskim. Stwierdził, że u Brauna są osoby, które można sobie wyobrazić w pakcie senackim. Trudno sobie wyobrazić pakt senacki bez PiS-u.
- Jeszcze na początku roku prezes Jarosław Kaczyński mówił, że o żadnych sojuszach z Braunem nie ma mowy. Mówił, że kto chce głosować na Brauna, to głosuje w gruncie rzeczy na Tuska i Putina. Mocno. W międzyczasie w PiS dostrzegli, że aby utrzymać swoich senatorów, będą musieli iść na współpracę z Braunem. Następuje więc diametralna zmiana zdania - w obronie mandatów.
Oni dogadają się z ludźmi od Brauna, was tam nie będzie i zostaniecie z tym paktem senackim jak Himilsbach z angielskim.
- Trudno. Senat to jest absolutnie drugorzędna sprawa z mojego punktu widzenia. Bez Senatu można rządzić, bo tak przecież cztery lata funkcjonował drugi gabinet premiera Mateusza Morawieckiego. Liczba senatorów, z całym szacunkiem, nie przekłada się na nic. A koalicja z Braunem z mojego punktu widzenia - nie ma żadnego sensu.
Może paradoksalnie Braun w polityce jest wam potrzebny? Proszę wybaczyć, ale w waszej narracji nie ma nic oprócz propozycji programowych. Nic polaryzującego. Bądźmy realistami, to emocje przyciągają wyborców. Więc starcie z Braunem może być opłacalne.
- Raczej bym to sprowadził do myślenia o Polsce w kategoriach odpowiedzialności. Ona każe mi powiedzieć, że z tym człowiekiem można próbować coś zburzyć, ale zbudować niczego się nie da. Wiem, że niektórzy po prawej stronie mają inne zdanie. Ale wydaje mi się, że popełniają błąd. Braun w koalicji, w rządzie, zaakceptowany, spowoduje druzgocącą klęskę całej prawicy w krótkiej perspektywie.
Co dalej z waszym ruchem? Termin rejestracji waszej partii w listopadzie zostanie utrzymany?
- To termin rozpoczęcia działań. Kiedy one się zakończą, to też kwestia sądu. Mamy na to umiarkowany wpływ. Aktualny jest termin złożenia dokumentów. Czy rejestracja będzie w listopadzie, grudniu czy nawet styczniu, to sprawa wtórna.
A w kontekście propozycji programowych? Mówiliście o bezpieczeństwie, resecie konstytucyjnym. Co dalej?
- Jest szereg propozycji gospodarczych i oferta dla samorządów w postaci programu Polska Jednej Prędkości i funduszu Lokalny Rozwój. To powrót do inwestycji w gminach, także tych mniejszych. Są też inwestycje wielkie jak CPK, elektrownia atomowa, porty. Tego nie odpuszczamy. Jako jedyni nie tylko mówimy, ale też przedstawiliśmy przemyślany plan odnośnie polityki migracyjnej państwa.
- Przedstawimy także propozycje w sferze polityki europejskiej i międzynarodowej. To wzmocnienie formatu Trójmorza. Jest też kwestia radykalnego dofinansowania polskiej nauki. Zresztą składałem w Sejmie wciąż nierozpatrzony projekt o przeznaczeniu na naukę 3 proc. PKB. Tych propozycji jest całkiem sporo. Chcemy też mówić o wyzwaniu, jakim jest następne pokolenie, o demografii i starzejącym się społeczeństwie.
Potrzebujecie do tego więcej ludzi? Przygotowujecie polityczne transfery?
- Cały czas przychodzą ciekawi ludzie. Patrząc z perspektywy mojego bydgoskiego okręgu, mam deklaracje członkowskie kolejnych samorządowców z ostatniego tygodnia. Na poziomie ogólnopolskim też myślę, że jeszcze niespodzianki przed nami.
Samorządowcy się na was nie obrazili? Głosowaliście za utrzymaniem dwukadencyjności.
- Rozmawiam z nimi uczciwie. Nie lubię generalizowania, że w samorządach zawsze są układy. Jest wielu fantastycznych samorządowców, ale są też osoby absolutnie fatalne, jak ostatni przykład z Częstochowy.
Ale są rozczarowani waszym głosowaniem?
- Uczciwie każdemu mówiłem, jak wygląda sytuacja. Część z nich ma pretensje, rozumiem to. Ale znają moje zdanie od 10 lat. W 2017 roku tak samo mówiłem, że dwukadencyjność jest słusznym rozwiązaniem. Takim, którego jestem gotów bronić. Sam zresztą byłem wnioskodawcą tej ustawy razem z Marcinem Horałą i Szymonem Szynkowskim vel Sęk.
Porozmawiajmy o waszej przyszłości. Wyobraża pan sobie wasz rząd z Prawem i Sprawiedliwością? Czy jesteście na siebie obrażeni?
- Wyobrażam sobie. Mówimy jasno, że bylibyśmy tam, by zatrzymać Tuska i Brauna. Komfortu, żeby rządzić samodzielnie, nikt nie będzie miał. Natomiast to wyborcy zdecydują, czy taki rząd będzie mógł powstać i jaki będzie w nim układ sił.
Co jest waszym celem w 2027 roku? Pytam o liczbę mandatów.
- Myślę, że dobrym celem minimum jest 9-10 proc. Celem maksimum 15 proc. To tak obiektywnie i uczciwie. Absolutnie widzę szansę, żeby to się udało. Oczywiście z jednej strony mamy blokadę informacyjną w mediach tradycyjnych, bo nie jesteśmy na rękę i PiS-owi, i Platformie. Jest też próba zniszczenia nas.
Przez kogo?
- Nie chcę w to wchodzić. Jesteśmy przeciwnikami toczenia wojen. Jesteśmy od budowania, ale uczciwie mówimy naszym wyborcom, że z niektórymi budować się nie da. Z Tuskiem i Braunem niczego się w Polsce nie zbuduje. Jeden zajmuje się tylko politycznymi rozgrywkami. Drugi traktuje politykę jak happening.
Ten sejmowy wynik chcecie osiągnąć startując z własnej listy?
- Tak jak premier Morawiecki powiedział. Tutaj nic się nie zmienia. Idziemy do wyborów samodzielnie.
Muszę zapytać o jeszcze jedną rzecz. Jarosław Kaczyński, jeśli dobrze rozumiem, zasugerował, że należy negocjować zmiany w Unii Europejskiej poprzez otworzenie procedury wyjścia z UE. To scenariusz dla was dopuszczalny?
- Do końca nie wiem, co jest intencją pana prezesa. Proszę mnie zwolnić z analizy tej wypowiedzi. My mówimy - i Mateusz Morawiecki jasno o tym powiedział - że Unia potrzebuje głębokiej reformy. Być może powrotu do zapisów z czasów traktatu z Maastricht. Być może potrzebne jest rozwiązanie Unii różnych prędkości. Jak ktoś chce te lewicowe szaleństwa wprowadzać, niech sobie to robią. My nie chcemy.
- Myślę, że da się wokół tego zbudować szeroką koalicję w Europie, a nie ma do tego lepszej osoby niż Mateusz Morawiecki. Będziemy chcieli kontynuować współpracę na poziomie politycznym, gospodarczym, wymiany handlowej, ale nie chcemy brać udziału w procesie federalizacji Unii Europejskiej czy wprowadzania kolejnych światopoglądowych szaleństw. Chcę jednak podkreślić, że radykalnie polexit wykluczamy. To szaleńcza droga do zubożenia Polski, odcięcia nas od sojuszników i marginalizacji.
Rozmawiał Jakub Krzywiecki
"Polityczny WF": Parzący ziemniak. Opozycja niekoniecznie chce rządzić od 2027INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.