"Kraków zagłosował przeciwko Platformie". Gorąca dyskusja po wyborach
Europoseł PiS Patryk Jaki nie miał wątpliwości, że wynik należy odczytywać szerzej niż tylko jako lokalną porażkę kandydatki wspieranej przez koalicję rządzącą. - Kraków poszedł zagłosować po prostu przeciwko Platformie - stwierdził.
Jego zdaniem podobny mechanizm może zadziałać również podczas przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. - To będzie po prostu plebiscyt: czy chcemy dalej Tuska, czy nie chcemy Tuska - powiedział.
Jaki powiązał wynik wyborów również z oceną sytuacji gospodarczej. Przekonywał, że pogarszające się nastroje ekonomiczne mogą działać na niekorzyść obecnej większości rządzącej.
- Jestem pewny, że tak się stanie, dlatego że sytuacja w ogóle w naszym kraju, i budżetowa, finansowa, i dotycząca bezpieczeństwa, jest coraz gorsza i będzie coraz gorsza - mówił.
Polityk PiS ocenił również, że zwycięstwa Gibały nie należy tłumaczyć jedynie pieniędzmi wydawanymi na kampanię. - To, co było najważniejsze, to była niechęć do Platformy. Nie chcemy już Platformy Obywatelskiej - stwierdził.
Jakubiak o kampanii KO. "Przegraliście z kretesem"
Jeszcze ostrzej wynik ocenił Marek Jakubiak. Według niego krakowskie wybory były w praktyce oceną rządów Donalda Tuska. - Dzisiejsza sytuacja wyborcza w Krakowie jest wynikiem działalności rządu Donalda Tuska - powiedział.
Jakubiak nawiązał także do wcześniejszych rządów Aleksandra Miszalskiego w mieście. - To był egzamin dojrzałości rządu Donalda Tuska. Przegraliście z kretesem - stwierdził.
Według niego wynik można – przynajmniej częściowo – traktować jako zapowiedź przyszłorocznego głosowania w całym kraju.
Konfederacja: Ludzie mieli dość Platformy
Wojciech Machulski z Konfederacji przekonywał natomiast, że wyborcy w Krakowie mieli przede wszystkim dość sposobu sprawowania władzy przez Platformę Obywatelską. - Wielu mieszkańców Krakowa miało dość po prostu Platformy Obywatelskiej - powiedział.
Polityk wymieniał m.in. zarzuty dotyczące "kolesiostwa", strefy czystego transportu i sposobu komunikowania się władz miasta z mieszkańcami. - Ta buta i arogancja zabiła Aleksandra Miszalskiego i zabiła też Monikę Piątkowską - ocenił.
Machulski rozszerzył swoją krytykę na całą koalicję rządzącą, zarzucając jej oderwanie od codziennych problemów obywateli. - Dzisiaj ta partia reprezentuje oderwane kompletnie od rzeczywistości elity, które nie zdają sobie sprawy z tego, jak wygląda normalne życie - mówił.
Pasławska: Duża polityka nie zawsze pomaga
Inaczej wynik oceniali przedstawiciele koalicji rządzącej. Urszula Pasławska z PSL przekonywała, że kampania samorządowa rządzi się innymi prawami niż kampania ogólnopolska. – Ludzie nie za bardzo lubią, kiedy duża polityka miesza się z małą polityką – powiedziała.
Odniosła się w ten sposób do licznych wizyt polityków koalicji rządzącej w Krakowie, w tym premiera Donalda Tuska, Władysława Kosiniaka-Kamysza czy Radosława Sikorskiego.
Jej zdaniem Monika Piątkowska musiała dodatkowo mierzyć się z obciążeniem po wcześniejszych rządach Aleksandra Miszalskiego. - Każdy kandydat mierzyłby się nie tylko ze swoją wizją i ze swoim programem, ale z odium poprzednika - argumentowała.
Pasławska odrzuciła jednak tezę, że wynik Krakowa przesądza o przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. - Wybory w Krakowie mogą wiele, ale nie muszą wiele oznaczać - powiedziała.
Jak dodała, koalicja powinna teraz skupić się na realizacji swoich zobowiązań. - Nie ma co narzekać, tylko trzeba po prostu wziąć byka za rogi i ciężko pracować - podsumowała.
Szejna: Wybory samorządowe rządzą się innymi prawami
Andrzej Szejna z Nowej Lewicy zdecydowanie odrzucił interpretację Patryka Jakiego. - Zgoła inaczej widzę te wyniki - powiedział. Jak podkreślił, bezpośrednich wyborów prezydenta miasta nie należy traktować tak samo jak wyborów parlamentarnych. - Musimy traktować wybory samorządowe, a szczególnie wybory bezpośrednie prezydenta, zupełnie inaczej niż wybory parlamentarne - zaznaczył.
Szejna pozytywnie ocenił natomiast dane dotyczące potencjalnego poparcia dla ugrupowań koalicji 15 października. - Okazuje się, że rzeczywiście obóz demokratyczny, obóz koalicji 15 października może zdobyć większość - przekonywał.
Polityk odniósł się również do zarzutów PSL, że Lewica nie poparła Moniki Piątkowskiej. Jak zaznaczył, nie widział szczególnych starań kandydatki o takie wsparcie. - Głosy wyborców to nie jest jakiś towar, którym można kupczyć. To nie worek ziemniaków - powiedział. Ocenił przy tym, że decyzja krakowskiej Nowej Lewicy o nieudzielaniu poparcia żadnemu z kandydatów była słuszna.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.