ESPNMcNamara lands first five-star as Kamissoko commits to SyracuseESPN DeportesMiguel Borja en el radar de Colombia tras chilenaThe Jerusalem PostYemen decries Houthis as 'terrorist militia,' calls on citizens to join Yemeni armed forcesRTP Desporto18h30 Noruega descodificada; Sub-21 adiam apuramentoVarietyAlexander Ludwig on ‘Unabomber’ Movie, His ‘Hunger Games’ Death Scene and ‘White Lotus’ Season 4: ‘It’s F—ing Wild’Bollywood HungamaSCOOP: Akshay Kumar-Anees Bazmee’s Mauja Hi Mauja lands a BIG Rs. 60 crore distribution deal with PVR InoxRolling StoneBose’s Best Headphones Get Wrapped in Cashmere for Luxe Thom Browne CollabInteriaLeon XIV z "politycznym" przemówieniem. W Paryżu poruszono niełatwe tematyBBC SportBritish trio lose European finals but claim silversNOSOmstreden en beladen Oranjemars mag door katholieke wijk Noord-Ierland gaanPolsat NewsZamienił Gotham na Norwich. Batman ruszył w pościg za złodziejemRai NewsTG2 Post del 25/09/2026
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, September 25, 2026

"Patrzcie, jaki piękny ten Trump!". Markiewka odpowiada Wosiowi

Translate

Autor odnosi się do felietonu Rafała Wosia: Trump rządzi, jak obiecał. Czyli w interesie ludzi. Establishment mu tego oczywiście nie daruje

Kogo lubią elity?

Woś myli się już na starcie, gdy próbuje przedstawić Trumpa jako antysystemowca, który walczy z przeważającymi siłami przeciwnika. Tak to można było od biedy pisać jeszcze w 2016 roku. Dziś Trump niemal całkowicie podporządkował sobie Partię Republikańską, czyli jedną z najpotężniejszych - a może i najpotężniejszą - machin partyjnych na świecie.

Ma też wsparcie ze strony niemałej części najbogatszych Amerykanów. Spójrzmy, kto finansował kampanię wyborczą w 2024 roku. Pierwsze miejsce zajął Elon Musk, który przeznaczył na wsparcie Trumpa i obozu republikańskiego ponad 291 milionów dolarów.

Według danych OpenSecrets każdy z siedmiu największych prywatnych darczyńców wspierał republikanów. Jak na polityka walczącego z establishmentem Trump całkiem nieźle radzi sobie ze zbieraniem pieniędzy od jego przedstawicieli.

Nie może też narzekać na brak medialnego zaplecza. Sprzyja mu Fox News, najchętniej oglądana amerykańska kablowa telewizja informacyjna. Ma po swojej stronie X-a, którego właściciel osobiście zaangażował się w promowanie jego kandydatury. Do tego dochodzi CBS, które znalazło się pod kontrolą Davida Ellisona, syna sprzyjającego Trumpowi miliardera Larry'ego Ellisona. Koncern młodszego Ellisona jest teraz na drodze do przejęcia także CNN.

Oczywiście są też wpływowe media, które Trumpa krytykują - i które prezydent próbuje wykluczyć ze swoich konferencji - ale trudno uznać go za przeciwnika medialnego establishmentu, skoro tak znaczna część tego establishmentu stoi po jego stronie. Chyba, że do establishmentu zaliczamy wyłącznie tych, którzy go nie popierają.

Bilans korzystny dla zamożnych

Okej, ale samo poparcie bogaczy nie rozstrzyga, czy polityka prezydenta służy ludziom o niskich i średnich dochodach - powiecie słusznie. Woś podaje kilka przykładów mających dowodzić, że Trump rządzi właśnie w ich interesie.

Zacznijmy od podatków, bo tu jego opowieść szczególnie wyraźnie rozmija się z faktami.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald TrumpMANDEL NGAN AFP


Według bezpartyjnej organizacji Tax Policy Center przegłosowane zmiany podatkowe mają prostą cechę: im jesteś zamożniejszy, tym więcej korzystasz. Zmiany przyniosą w 2026 roku najbiedniejszym gospodarstwom średnio 150 dolarów oszczędności. Gospodarstwa o średnich dochodach zyskają już 1800 dolarów. Natomiast pięć procent najbogatszych - 21 tysięcy dolarów.

Woś stosuje prosty chwyt - wybiera to, co mu pasuje do tezy. Z całego pakietu zmian podatkowych bierze kilka rozwiązań: ulgi dotyczące napiwków, nadgodzin i odsetek od kredytów samochodowych. I nawet tu naciąga fakty, bo pomija czasowy charakter części ulg.

Czego się zaś nie dowiecie od Wosia? Ta sama ustawa, która obniża podatki, ogranicza dostęp do ubezpieczeń zdrowotnych. Zdaniem Biura Budżetowego Kongresu aż 10 milionów osób straci w jej wyniku ubezpieczenie zdrowotne do 2034 roku. Ot, takie drobne przeoczenie w opowieści o najbardziej solidarystycznym ruchu politycznym we współczesnej polityce amerykańskiej.

Z ubóstwem sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Według oficjalnej miary w 2025 roku poniżej granicy biedy żyło 10,2 procent Amerykanów, a wśród dzieci - 13,4 procent. Woś ma rację, że to najniższe wyniki w historii pomiarów. Tylko że…

Oficjalna amerykańska miara ubóstwa pochodzi z lat 60. XX wieku i opiera się na dochodzie przed opodatkowaniem. Pomija pomoc niepieniężną i nie uwzględnia regionalnych różnic w kosztach mieszkania. Wie to nawet amerykański urząd statystyczny, dlatego publikuje również inny wskaźnik ubóstwa - taki, który bierze te kwestie pod uwagę. Według niego bieda w 2025 roku wyniosła 13,1 procent - czyli tyle co poprzedniego roku.

Porównanie tych wyników z "15 procentami za Clintona i Obamy", po które sięga Woś, też niewiele mówi o dokonaniach poszczególnych administracji. Clinton kończył prezydenturę ze wskaźnikiem około 11 procent, Obama - 12,7 procent. Woś wybrał gorsze momenty ich rządów i zestawił je z korzystnym wynikiem Trumpa. Nie muszę chyba przekonywać, że w ten sposób można udowodnić wiele.

No i przede wszystkim: dane za 2025 rok nie pokazują pełnych skutków cięć przyjętych przez Trumpa. Te wchodzą w życie stopniowo. Część ważnych ograniczeń dotyczących ubezpieczeń zdrowotnych zacznie obowiązywać dopiero w 2027 roku. Nie widać też jeszcze w pełni skutków innego ważnego "dokonania" Trumpa: obcięcia pomocy żywnościowej dla najuboższych.

Zaostrzono między innymi wymogi dotyczące pracy, odbierając dotychczasowe zwolnienia osobom starszym, weteranom i bezdomnym. Według szacunków Biura Budżetowego Kongresu same zmiany tych wymogów mają pozbawić wsparcia około 2,4 miliona osób.

Patrzcie, jaki piękny ten Trump!

W kilku przypadkach Woś bierze długotrwałe trendy, zaczęte jeszcze za Bidena, i mówi: o, zobaczcie, jakie Trump ma dokonania! Tak robi ze statystykami przestępczości. Jej spadek ma świadczyć o skuteczności obecnego prezydenta, choć był wyraźny już w 2023 i 2024 roku, zanim ten objął urząd.

Podobnie z inwestycjami w fabryki. Kto czyta Wosia, może odnieść wrażenie, że dopiero Trump przypomniał Ameryce o produkcji przemysłowej. Tak naprawdę boom w budowie fabryk zaczął się już za Bidena. Powodem były ustawy dotyczące infrastruktury, półprzewodników i czystej energii. W czerwcu 2023 roku amerykański Departament Skarbu informował, że wydatki na budowę zakładów przemysłowych podwoiły się od końca 2021 roku - i to po uwzględnieniu wzrostu cen.

Woś wybiera zapowiedź inwestycji Hitachi i przedstawia ją jako potwierdzenie, że cła Trumpa przynoszą oczekiwane rezultaty. Raz jeszcze - dałoby się znaleźć podobne ogłoszenia za innych prezydentów, takich, którzy nie stosowali ceł tak chętni jak obecny prezydent, a zamiast tego wybierali dopłaty i inwestycje publiczne.

Choćby w kwietniu 2024 roku tajwański producent półprzewodników TSMC ogłosił budowę trzeciej fabryki w Arizonie i zwiększenie planowanych inwestycji w tym stanie do ponad 65 miliardów dolarów. Ogłoszeniu towarzyszyło wstępne porozumienie z administracją Bidena przewidujące do 6,6 miliarda dolarów bezpośredniego wsparcia z programu CHIPS.

Kto nie chce słuchać argumentów?

Żaden z tych przykładów nie jest tajemnicą dla osób, które interesują się polityką made in USA. Sam widziałem, jak konfrontowano Wosia z częścią z nich. A jednak w swoim tekście w ogóle się do nich nie odnosi. Nie wiem, czy doczekam się odpowiedzi na pytanie, co sądzi o ustawie, wskutek której około 10 milionów ludzi ma stracić ubezpieczenie zdrowotne. Czy ma pod ręką jakąś interpretację, dzięki której orzeknie, że to też polityka dla dobra ludu?

Tym dziwniejsze są jego oskarżenia wobec przeciwników: nie lubią Trumpa i już. Nie chcą słyszeć żadnych argumentów, bo decyzję dawno podjęli. A może właśnie znają również te fakty, które Woś pomija? Może potrafią docenić obniżkę cen leku, ale wiedzą, że Trump wcale nie jest pierwszy, który to robi, a przede wszystkim nie uważają, że równoważy ona ograniczenie dostępu do leczenia?

Woś najwyraźniej dopuszcza tylko jedną możliwość: kto pozna fakty, ten musi przyznać mu rację. Przyznam, wygodny sposób prowadzenia polemiki.

Tomasz Markiewka - polski filozof, publicysta i tłumacz

"Polityczny WF": Nawrocki kontra rząd. Rozgrywka o bazę USA w Polsce INTERIA.PL


View the original on Interia →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.