Szkocja, Walia i Irlandia Północna odłączą się od Zjednoczonego Królestwa? "Zmiany nie da się powstrzymać"
Edynburg, Cardiff i Belfast chcą się odłączyć od Londynu. Zapowiadają referenda
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Szkocja, Walia i Irlandia Północna zapowiedziały współpracę na rzecz wystąpienia ze Zjednoczonego Królestwa. Szefowie rządzących nimi partii podpisali wspólną deklarację. Jednym z postulatów jest sporządzenie referendów niepodległościowych.
- Po raz pierwszy w historii premierzy Szkocji, Walii i Irlandii Północnej wierzą, że ich kraje powinny same decydować o swojej przyszłości. Zasada samostanowienia jest absolutnie fundamentalna dla dzisiejszych i przyszłych dyskusji - powiedział premier Szkocji John Swinney.
Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej składa się z czterech krajów, ale centralna władza skupiona jest w Londynie. Obecny premier Andy Burnham, podobnie jak jego poprzednicy, wyklucza możliwość organizacji głosowań w sprawie wyjścia ze wspólnego państwa.
Szkocja, Walia i Irlandia Północna zapowiedziały współpracę na rzecz wystąpienia ze Zjednoczonego Królestwa
Źródło zdjęcia: JON ROWLEY/PAP/EPA
- Żyjemy w czasach epokowej zmiany, której nie da się powstrzymać. Bez względu na to, co powie którykolwiek brytyjski premier, tej fali, która na naszych oczach wezbrała, nic już nie zawróci - stwierdziła premier Irlandii Północnej Michelle O’Neill.
Po majowych wyborach samorządowych w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy w historii jednocześnie na czele rządów w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej stanęli zwolennicy oderwania tych krajów od Zjednoczonego Królestwa. W dokumencie podpisanym w Cardiff znalazły się między innymi słowa, że "czas Westminsteru dobiega końca".
- Dostaliśmy mandat do przeprowadzenia zmian, które uczynią Walię bardziej pewną siebie, zamożną i świadomą swojej przyszłości. Coraz powszechniejsza jest świadomość, że rządy Westminsteru nie działają i że władza musi trafić w ręce ludzi i lokalnych społeczności - ocenił premier Walii Rhun Ap Iorwerth.
O ile w Walii i Irlandii Północnej zwolennicy oderwania od Zjednoczonego Królestwa stanowią mniejszość, czyli około 30 procent - w Szkocji sondaże pokazują, że gdyby głosowanie odbyło się dziś, jego uczestnicy opowiedzieliby się za secesją. Rząd w Edynburgu zapowiada chęć przeprowadzenia referendum niepodległościowego w ciągu pięciu lat.
Władze w Edynburgu, Cardiff i Belfaście mają dość Farage'a
Londyn przypomina, że wiążący jest wynik głosowania z 2014 roku, kiedy przeciwko niepodległości zagłosowało ponad 55 procent głosujących. Argumentem za powtórzeniem referendum jest to, że potem doszło do brexitu, a rządzący szkoccy, walijscy i północnoirlandzcy nacjonaliści chcą być dalej od Londynu, a bliżej Brukseli.
- Poparcie dla tych partii wynika także z tego, że zwiększa się poparcie dla Nigela Farage'a i jest ucieczka do partii, które stoją przeciwko niemu - powiedział dyrektor warszawskiego biura Aspen Insitute CE Bartłomiej Kot. - Jest to postrzegane jako alternatywa dla Farage'a - dodał.
Potencjalne wyjście Irlandii Północnej ze Zjednoczonego Królestwa mogłoby otworzyć drogę do jej zjednoczenia z resztą wyspy. Taki scenariusz w najbliższym czasie nie jest możliwy - stwierdził w wywiadzie dla BBC premier Irlandii Micheal Martin.
W ten sposób studził emocje po wypowiedzi Donalda Trumpa, który w sobotę w Dublinie mówił, żeby obie Irlandie stworzyły jedno państwo.
Referendum w Piddington na znak protestu
Uwaga brytyjskiej opinii publicznej skupiła się na niewielkiej miejscowości Piddington koło Oksfordu - jej mieszkańcy wzięli udział w referendum w sprawie wyjścia ze Zjednoczonego Królestwa. Wynik głosowania był przesądzony jeszcze przed jego rozpoczęciem. To rodzaj protestu przeciwko planom rządu, który chce zakwaterować w pobliskich nieczynnych koszarach ponad tysiąc imigrantów.
- Tu żyją 133 kobiety, a 1256 mężczyzn będzie mieszkać w ośrodku, w którym nie ma żadnych udogodnień, nie ma dla nich niczego. Obawiamy się o nasze bezpieczeństwo osobiste i bezpieczeństwo naszych dzieci - powiedziała jedna z mieszkanek Piddington. - Chodzi o to, że nie wiemy, kim oni są i tak, to zagraża naszemu bezpieczeństwu - dodała inna.
Referendum w Piddington nie ma żadnej mocy prawnej, wysyła jednak mocny sygnał sprzeciwu do pobliskiego Londynu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.