List żelazny dla Marcina Romanowskiego. Prezes Iustitii o "kontrowersjach" wokół decyzji
Prezes "Iustitia" o liście żelaznym dla Romanowskiego: na rozkładanie rąk, że to był niewłaściwie powołany sędzia, jest zdecydowanie po czasie
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Paweł Supernak/PAP
W środę Sąd Okręgowy w Warszawie wydał list żelazny wobec byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. Orzeczenie jest nieprawomocne. Prokuratura oceniła decyzję sądu jako "niezasadną" i zapowiedziała złożenie zażalenia.
- W tej sprawie kontrowersje budzi to, że wskutek zabetonowania wymiaru sprawiedliwości rozstrzygnięcie to wydawał tak zwany neosędzia, czyli osoba powołana wadliwie przez upolitycznioną Krajową Radę Sądownictwa - skomentował w TVN24 sędzia Bartłomiej Przymusiński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia".
Jak dodał, "jednocześnie prokuratura w ogóle tej okoliczności przed sądem nie podniosła i nie próbowała doprowadzić do prawidłowego składu sądu". - Późniejsze rozkładanie rąk, że to był niewłaściwie powołany sędzia, jest zdecydowanie po czasie - ocenił.
Decyzję o liście żelaznym podjął sędzia Konrad Mielcarek. Więcej o tym, kim jest i dlaczego jego udział w sprawie Romanowskiego budzi kontrowersje, przeczytasz tutaj >>>
Prezes Iustitii: ucieczka z listem żelaznym nie będzie taka prosta
Prezes Iustitii zaznaczył, że do czasu uprawomocnienia decyzja warszawskiego sądu "nie funkcjonuje w obrocie". - Gdyby teraz pan Romanowski postanowił wrócić (do Polski), to ryzykowałby tym, że będzie tymczasowo aresztowany - powiedział. Jego zdaniem w przypadku wydania prawomocnej decyzji o liście żelaznym ewentualna ucieczka Romanowskiego do innego kraju "nie będzie taka prosta".
- Na pewno nie na polskich dokumentach, ponieważ dokumenty paszportowe zostały anulowane. Czyli taka osoba na pewno może wrócić do Polski, bo każdego (...) obywatela polskiego można wpuścić. Natomiast podróż za granicę na dokumentach polskich paszportowych wydaje się, że jednak będzie dalej niemożliwa - wyjaśnił.
Prokuratura unieważniła paszporty - dyplomatyczny i "cywilny" - Romanowskiemu. Natomiast polityk w przesłanym w sierpniu piśmie do sądu oświadczył, że posługuje się dokumentem na inną tożsamość.
Na czym polega instytucja listu żelaznego
Przymusiński mówił też, co oznacza list żelazny i jakie obowiązki nakłada na podejrzanego. - To jest dość stara instytucja. Ona, w skrócie mówiąc, polega na tym, żeby (...) był to swego rodzaju układ: ty wrócisz do kraju, nie będziesz aresztowany, a w zamian za to będziesz stawiał się w sądzie czy też prokuraturze - tłumaczył.
- Proces karny nie może się toczyć bez osobistego udziału oskarżonego, przynajmniej na jego początkowym etapie. Interesem wymiaru sprawiedliwości zawsze jest to, żeby taka osoba w tym sądzie przynajmniej na samym początku się pojawiła - podkreślił sędzia.
Wyjaśnił, że list żelazny zobowiązuje podejrzanego do tego, żeby "w oznaczonym terminie i na każde wezwanie stawił się przed polskimi organami ścigania". Gość TVN24 dopytywany, czy Romanowski będzie musiał wyjaśnić przed prokuraturą, w jaki sposób uciekał przed wymiarem sprawiedliwości, na podstawie jakich dokumentów oraz czy ktoś mu pomagał, odpowiedział: - Jeśli by to miało być objęte jego wyjaśnieniami jako oskarżony, to, przysługuje mu prawo do odmowy składania wyjaśnień i ze skorzystania z tego prawa nie można wyciągnąć żadnych konsekwencji.
Sędzia był też pytany o to, ile zwykle trwa proces wydania prawomocnego listu żelaznego. - W normalnie funkcjonującym wymiarze sprawiedliwości przed kilkoma jeszcze laty to byłaby kwestia kilku miesięcy, o ile nawet nie szybciej - mówił Przymusiński. Podkreślił, że sprawę Romanowskiego będzie rozpoznawał Sąd Apelacyjny w Warszawie, który "de facto jest niemal niedziałającym sądem z uwagi na to, że jest tam znaczna liczba osób wadliwie powołanych".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.