Politycy uwierzyli w bzdurę. Szał w sprawie rzekomej placówki Ukraińskiego Korpusu Weteranów w Warszawie
W wiadomości głosowej słychać głos Polaka, jak opętany szaleństwem: "Ty su**, a żebyś zdechła, żeby cię Rosjanie rozjechali, Rosja was pokona, Rosja wygra, będą flaki z ciebie wyciągać, a ja będę patrzył i nic mi nie zrobisz" - potok wyzwisk trwa jeszcze kilka minut.
Takie wiadomości na pocztę głosową otrzymuje ostatnio Kateryna Horodynska, która pracuje w biurze UA HUB w Warszawie. W połowie września gruchnęła plotka, jakoby w tym miejscu 19 września otworzył się punkt Ukraińskiego Korpusu Weteranów. Według internetowej teorii, zaburzeni psychicznie weterani z wojny w Ukrainie mają się tam zgłaszać po pomoc. "A przecież jak przyjdą, to z bronią, na pewno kogoś zabiją" – pada w internetowych komentarzach.
Powielanych w internecie bzdur nikt nie sprawdza. Historia obiegła nawet poważne media. Dotarły również do polityków PiS, którzy pytają o wyjaśnienia. "Ukraiński Korpus Weteranów otwiera placówkę w Warszawie! Kto na to pozwolił? Co wiedział rząd?" – grzmi poseł Przemysław Czarnek (PiS).
– Proszę pana, tu dwa razy była już policja – wzdycha recepcjonistka. Wspomina też o mężczyźnie z legitymacją jakiegoś "wydziału bezpieczeństwa" oraz o ważnym urzędniku z dzielnicy. Wszyscy pytali o jedno. Czy tu są weterani?
W rzeczywistości w biurowcu należącym od kilku lat do ukraińskiego przedsiębiorcy udostępniono pokoje i sale dla szkół, grup artystycznych i przedsiębiorców na jednoosobowej działalności. Weszliśmy tam bez zapowiedzi. Zdyszana Kateryna Horodynska wbiega do biura, odkłada torebkę, bierze białe pudełko z dziesiątkami kluczy.
– Wszyscy pytają... To ja może wszystko panu otworzę, pokój po pokoju. Niech pan zajrzy pod każde biurko, za szafę i sam zobaczy, gdzie są ci weterani – mówi ni to z żartem, ni na poważnie.
Idziemy po pokojach
Na parterze, przy wejściu, jest mata i zabawki dla maluchów. Nieco dalej sala konferencyjna. Potem klub aktora – właśnie trwają zajęcia kilkorga nastolatków. W tej sali jest podest, to scena zaimprowizowanego teatru.
Wychodzimy. Na korytarzu mijam namalowaną na ścianie grafikę "Matka Ukraina" z mapą Ukrainy, wraz z Krymem i okupowanym Donbasem. Wiszą zdjęcia z imprez kulturalnych. Dalej trzy pokoje zajmuje firma organizująca zakupy używanych samochodów za granicą.
Windą wjeżdżamy na górę. Widać długi korytarz. Pokój 224 to "Dobra Szafa". Zaglądam. Mężczyzna projektuje meble. W pokoju 231 nikogo nie ma. Kateryna otwiera. – Tu pracuje taki zegarmistrz. Razem z synami montują zegarki. Marka Kleynod, podobno droga. Proszę bardzo, z części zniszczonego ukraińskiego samolotu Mrija robią gadżety, w tym jeden z zegarków – opowiada, kiedy oglądam pokoje pracowni.
Otwieramy kolejne drzwi. Wszędzie zdziwione spojrzenia. LalaLand to studio nauki śpiewu, Top Stars to nauka aktorstwa, podobnie Kids Artoria, Wonderland i Dance Studio. Obok jest jeszcze klub malucha, prowadzony przez przedszkolankę z Kijowa. To tutaj ukraińscy rodzice zostawiają dzieci i idą do pracy w biurach warszawskiej dzielnicy Mokotów. Idziemy dalej korytarzem, a Kateryna pobrzękuje kluczami jak duch na zamku.
Mijamy Ukrainkę od zajęć jogi, pracownię tatuażu. Do studia makijażu i depilacji nie można wejść. Trwa zabieg, a klientka leży na stole. Drzwi 206 z napisem T-Bud to siedziba "remontowej brygady", czyli ekipy od wykończenia wnętrz. Szarpię za klamkę, ale nikogo nie ma. Pojechali na robotę.
Pokój 222 to Teosmart – sklep internetowy z gazetami. Znad komputera odwraca się młody chłopak i mówi dzień dobry. – Jego ojciec zaginął na wojnie. Całkiem nie ma o nim wiadomości, przepadł. Nie ma go ani na liście zabitych, ani wśród wziętych do niewoli. Szukamy go od dawna – tłumaczy ściszonym głosem Kateryna.
– Klub gry w ping-ponga. Jutro zapraszamy na grę – przewodniczka otwiera kolejne drzwi. Stamtąd przechodzimy do następnego pokoju – przebieralni tego klubu. Nieco dalej wisi plakat Opora in Poland – to fundacja dokumentująca rosyjskie zbrodnie popełnione podczas wojny na Ukrainie. Dalej jest siedziba akcji "Odwaga nie ma granic". Podłużny pokój zastawiają drewniane konstrukcje z drutami. To tutaj trzy starsze panie, w tym 85-letnia Ludmiła spod Kijowa, wplatają z taśm siatki maskujące dla żołnierzy na froncie.
Dowiaduję się, że druga z pań jest z Bachmutu, a trzecia z Kramatorska. Nie mają już dokąd wracać, ich mieszkania są zniszczone. W Polsce podjęły pracę sprzątaczek, aby wspólnie zarobić na czynsz w mieszkaniu pod Warszawą. – Kiedy nie pracują, tkają siatki, a zamówienia mają zapełnione na dwa miesiące naprzód – mówi. Na ścianach wiszą flagi ukraińskich pododdziałów, z autografami żołnierzy i podziękowaniami.
Ostatni w korytarzu pokój zawalony jest kartonami i szpargałami. Ze stosu rzeczy Ukrainka wydłubuje śpiwór. – A tego nie zdążyliśmy wysłać chłopakom na front – wyjaśnia. I to już wszystko. Ponad 40 pokoi.
Hub Ukrainy w centrum Warszawy. Jak to powstało?
Biurowiec przy ulicy Obrzeżnej kupił kilka lat temu ukraiński przedsiębiorca. Wcześniej mieściły się tu pomieszczenia firmy telekomunikacyjnej Orange. - Dwa lata temu właściciel zgodził się udostępnić salę konferencyjną na spotkania wspólnoty Ukraińców. Jak się zgadaliśmy, to każdy chciał jakieś miejsce do prowadzenia działalności, żeby zarobić na wynajem mieszkania. Tyle tu pokoików i tak zajęliśmy sporo pomieszczeń. Każdy ma zarejestrowaną legalną działalność – tłumaczy rozmówczyni WP.
Szefowa UA Hub Olga Kasjan kieruje fundacją o nazwie "Ukraina ponad wszystkim". Wyjaśnia, że Trzeci Korpus rzeczywiście napisał na Instagramie. 16 września Ukraiński Korpus Weteranów ogłosił, m.in. na Instagramie, że weterani znajdą w Warszawie pomoc. Nie chodziło jednak o miejsce spotkań ukraińskich wojskowych, ale o cywilów i ich rodzin.
– Zgłaszają się do nas mieszkające w Polsce rodziny osób zaginionych lub rannych w walkach. Nie wiedzą, co robić, szukają wsparcia psychologicznego czy pomocy w załatwieniu życiowych spraw. Takich tu mamy weteranów, przede wszystkim sporo żon. Dzieci też wymagają pomocy psychologicznej, aby poukładać sobie życie bez taty – opowiada szefowa fundacji.
– I tak uważam, że polscy urzędnicy nie zdają sobie sprawy, że sporo Polaków walczy w Ukrainie obok nas. I oni też są weteranami i zaczynają wracać do kraju lub wrócą w przyszłości - dodaje.
Wskazuje powieszone na ścianie zdjęcie z organizowanego tutaj festiwalu UA Fest. Przewijają się tam ludzie w mundurach. – Tutaj jest Robert, to Polak walczący w Legionie Międzynarodowym w Ukrainie, a to chłopak po amputacji ręki podczas obrony Azowstalu w Mariupolu. Jest znany ze słynnego zdjęcia prasowego. Trzeci wojskowy zabiegał w USA o pomoc wojskową dla Ukrainy - opowiada rozmówczyni.
Jak powstała plotka o punkcie?
Olga Kasian pokazuje nagranie wideo z polskich social mediów. Ktoś zmontował materiały z wpisów fundacji, zwłaszcza ludzi w mundurach, komentuje w tle, że punkt weteranów już został otwarty. Na jednym ze zdjęć występuje sama Olga Kasjan w koszulce z napisem "Uwolnić obrońców Azowstalu". Chodziło o znaną akcję organizowania wymiany jeńców wojennych.
– Uczestniczyłam w manifestacji pod siedzibą Unii Europejskiej. Do tego napisu dorobiono historię o naszych związkach z Azowem. To szalone i fałszywe - mówi.
Pod koniec filmu autor nagrania wstawia zdjęcie Tomasza Siemoniaka (ministra koordynatora służb specjalnych) oraz szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego – lektor twierdzi, że są to Ukraińcy. "Ukraiński rząd Tuska zbudował w Warszawie punkt ukraińskich służb specjalnych" – słychać na nagraniu.
Katerynę Horodynską pytam jeszcze, co zamierza zrobić z pogróżkami, jakie otrzymują na telefony w biurze. – Miałam wczoraj iść na policję, ale akurat zadzwoniła wdowa po żołnierzu. Powiedziała mi, że dostała odszkodowanie i chce kupić w Polsce jakiś dom czy mieszkanie, ale boi się, że zostanie oszukana. Cały dzień szukałam zaufanego agenta nieruchomości i prawnika, którzy zadeklarowali, że jej pomogą. W sumie to wolę poświęcić czas takiej osobie niż hejterom – podsumowuje.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.