Policjant uratował 17 osób z płonącego budynku. Premier: Podjąłem decyzję

Donald Tusk podjął decyzję o przyznaniu dodatkowego świadczenia dla policjanta Łukasza Schöna, który zasłynął bohaterską akcją ratunkową z płonącego budynku.
Podczas sierpniowego pożaru w Chorzowie w 2025 roku funkcjonariusz Schön wraz z partnerem ewakuowali 17 osób, narażając własne życie i zdrowie.
Po interwencji u policjanta zdiagnozowano zespół Lance'a-Adamsa, rzadką i nieuleczalną chorobę mózgu, która uniemożliwiła mu dalszą służbę w policji.
W sierpniu 2026 roku komisja lekarska orzekła, że Łukasz Schön jest całkowicie niezdolny do pełnienia dalszej służby w szeregach policji.
Policjant w rozmowie z mediami przyznał, że zmaga się z traumą po pożarze i czekał na decyzję w sprawie renty inwalidzkiej przyznawanej przez resort spraw wewnętrznych.
"Bohaterski policjant Łukasz Schön wyprowadził 17 osób z płonącego budynku, ratując im życie. Sam poświęcił swoje zdrowie. Właśnie podjąłem decyzję o dodatkowym świadczeniu z puli premiera" - ogłosił Donald Tusk na platformie społecznościowej X.
Donald Tusk ogłasza decyzję. Dodatkowe świadczenie dla "bohaterskiego policjanta"
Decyzja premiera to reakcja na reportaż opublikowany przez Wirtualną Polskę. Przedstawiono w nim historię policjanta Łukasza Schöna, który przypłacił własnym zdrowiem za bohaterską ewakuację ludzi z płonącego budynku.
Do pożaru doszło w sierpniu 2025 roku w Chorzowie. Schön był akurat na służbie, kiedy nadeszło wezwanie. Wraz z partnerem Patrykiem ruszyli na ul. Morcinka, gdzie w ogniu stanął budynek mieszkalny.
Na miejscu zdarzenia szalały płomienie, które szybko się rozprzestrzeniały. Część mieszkańców ciągle przebywała w mieszkaniach - jedna kobieta została odcięta od wyjścia, kolejna była zamknięta w lokalu.
Policjanci nie czekali na przybycie posiłków i rzucili się do pomocy. Łącznie, wśród dymu i płomieni, ewakuowali z budynku 17 osób. Jeden mężczyzna nie przeżył pożaru. Jego partnerka ratowała życie, skacząc z okna na drugim piętrze.
Historia Łukasza Schöna. Bohaterską akcję przypłacił zdrowiem
Schön zapłacił jednak za swoją interwencję wysoką cenę - sam miejsce zdarzenia opuścił w karetce. Na początku rokowania były dobre, a lekarze zapewniali, że objawy, polegające na niekontrolowanych ruchach mięśni, szybko ustąpią. Tak się jednak nie stało.
Dwa miesiące po pożarze policjant słyszy diagnozę - zespół Lance'a-Adamsa, ekstremalnie rzadką choroba spowodowana niedotlenieniem mózgu. Na świecie odnotowano tylko kilkaset przypadków tego schorzenia. Jest nieuleczalne.
Funkcjonariusz walczy nie tylko z tą chorobą. W nocy regularnie wybudzają go koszmary, w ciągu dnia wybucha niekontrolowanym płaczem. W sierpniu 2026 roku komisja lekarska orzeka, że nie jest zdolny do służby.
- W pewnym sensie zostałem w tamtym płonącym budynku. Definiowałem siebie poprzez pracę w policji. Teraz nie mam pojęcia, kim jestem. Chciałbym być w przyszłości mężem i ojcem. Dzięki rodzinie odnaleźć w życiu sens. Na razie go nie widzę. Gdybym zapytał teraz sam siebie, po co istnieję, nie umiałbym odpowiedzieć - mówił w rozmowie z WP.
W momencie publikacji artykułu, rano 22 października, Schön dalej nie widział, jaką pomoc może otrzymać od państwa. Czekał na decyzję w sprawie renty inwalidzkiej przyznawanej przez Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA.
"Polityczny WF": Tusk dąży do jednej listy. Nigdy nie było tak bliskoINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.