Niebezpieczne zajście w Alpach. Powodem spotkanie Polaków z Austriakiem

Podczas schodzenia z Grossglockner austriacki przewodnik górski niebezpiecznie zbliżył się do polskiej pary, gdy kobieta była w trakcie zabezpieczania uprzęży, co doprowadziło do kłótni z Polakiem.
Nagranie opublikowane w mediach społecznościowych pokazuje, że przewodnik przyspieszył i wyprzedził turystów w trudnych warunkach pogodowych, a za nim szły jeszcze dwie osoby.
Stowarzyszenie Przewodników Górskich i Narciarskich w gminie Kals wykluczyło przewodnika z kolejnych zleceń, a policja wszczęła śledztwo w kierunku podejrzeń sprowadzenia zagrożenia na uczestników wyprawy.
Zdarzenie miało miejsce na wysokości około trzech tysięcy metrów nad poziomem morza. Podczas schodzenia z Grossglockner, drugiego pod względem wybitności szczytu w Alpach, małżeństwo z Polski natknęło się na austriackiego przewodnika górskiego. Ten nie odpowiedział na ich pozdrowienie i zaczął wyprzedzać kobietę, gdy trzymała się lin przymocowanych do ściany.
- Jesteś szalony, czy co? - krzyczał Polak, gdy zdał sobie sprawę ze sprowadzonego na jego żonę zagrożenia.
- Jestem przewodnikiem górskim, zamknij się! - oparł mężczyzna.
Kłótnia Polaka z Austriakiem. Niebezpieczny manewr w Alpach
W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie tej sytuacji. Widać na nim, jak wraz z rozwojem awantury Austriak przyspiesza. Jego ruchy stają się jeszcze bardziej energiczne, gdy Polak deklaruje, że chciał zejść pierwszy. Za rzekomym przewodnikiem górskim podążają dwie kolejne osoby.
Warunki panujące wówczas na szlaku (z nagrania wynika, że był to 22 sierpnia) stwarzały ryzyko groźnego upadku. W wyższych partiach zamglenie znacznie ograniczało widoczność.
"Wyprzedzanie innych wędrowców lub wspinaczy w górach jest całkowicie normalne i zrozumiałe. Jednak oczekiwałbym, że profesjonalny przewodnik górski wykaże się podstawową uprzejmością, dobrym osądem i, przede wszystkim, odpowiedzialnością za bezpieczeństwo wszystkich wokół siebie" - napisał autor nagrania na Instagramie.
Skandaliczne zachowanie w górach zaaferowało policję
Stowarzyszenie Przewodników Górskich i Narciarskich w gminie Kals, które według ustaleń austriackich mediów pośredniczyło w organizacji wycieczki przez przewodnika, wykluczyło mężczyznę z kolejnych zleceń. - Jego zachowanie było katastrofalne i absolutnie nie do zaakceptowania - powiedział prezes związku Michael Amraser w rozmowie z "Tiroler Tageszeitung".
Z kolei w rozmowie z dziennikarzami "Bild" polski alpinista przekazał, że nie zgłosił sprawy na policję. Służby jednak same zainteresowały się sprawą - prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku podejrzeń sprowadzenia zagrożenia na uczestników górskiej wyprawy. Austriakowi grozi do trzech miesięcy więzienia.
Źródło: "Bild"
"Polityczny WF": Czy PiS kończy się na naszych oczach? INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.