To nie koniec świata ani wojna domowa, to tylko panika moralna

Jan Radomski to socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, naukowo zajmuje się strajkiem, ruchami społecznymi, a także innymi formami oporu, publikował między innymi we francuskiej edycji "Le Monde diplomatique".
W latach 70. brytyjski socjolog Stanley Cohen opisał zjawisko paniki moralnej - terminu, który zdobył sporą popularność w języku potocznym, choć nie zawsze jest w pełni rozumiany.
Do czego prowadzi panika moralna
Cohena interesowało to, jak to się stało, że w latach 60. jednym z głównych tematów debaty w Wielkiej Brytanii był konflikt pomiędzy dwiema subkulturami - modsami i rockersami. Pierwsza to ta ubierająca się w eleganckie garnitury w stylu The Who czy Small Faces, a druga bardziej zbuntowana, narzucająca skórzane kurtki, z zaczesanymi do tyłu włosami.
Brytyjska prasa pisała o upadku młodzieży, którą nazywano "robactwem" i "wrogiem narodowym", policja ostrzegała, że przemoc może rozprzestrzenić się na cały kraj, a w obawie przed zamieszkami policyjne posiłki przerzucano do kurortów wojskowymi samolotami.
W rzeczywistości - jak pokazały badania - mieliśmy do czynienia ze zdarzeniami, które w żaden sposób nie wykraczały poza analogiczne sytuacje z wcześniejszych lat. Mimo to sprawa nie tylko omawiana była w mediach, ale także wywołała konkretne działania państwa, takie jak interwencje policji czy zmiany prawne. Policja wprowadzała informatorów do szkół, a parlament uchwalił rygorystyczną ustawę zaostrzającą kary za niszczenie mienia.
Jeszcze bardziej szokujące są inne przykłady z historii. Na przełomie lat 80. i 90. w Stanach Zjednoczonych wybuchła panika satanistyczna. Przez kilka lat media informowały o kolejnych przypadkach przestępstw związanych z kultem.
Dzisiaj badacze i badaczki tego zjawiska mówią nawet o 12 tys. zgłoszonych przypadków rytualnej przemocy. Żaden z nich nie został potwierdzony. Małżeństwo Kellerów spędziło w więzieniu ponad dwie dekady za wykorzystywanie dzieci. W 2017 roku sąd uznał ich niewinność, a ta historia stała się jednym z najbardziej znanych przykładów tego, jakie konsekwencje może mieć panika moralna.
Kto podpala Francję?
Taka perspektywa pozwala znacznie lepiej zrozumieć reakcje na wydarzenia we Francji. Z punktu widzenia tamtejszej kultury politycznej nie są one niczym nadzwyczajnym - od dawna gwałtowne starcia stanowią jeden ze sposobów, w jaki Francuzi i Francuzki wyrażają niezadowolenie i walczą o realizację swoich postulatów.
Nie trzeba sięgać do czasów rewolucji francuskiej. W ostatnich pięciu latach na francuskich ulicach odbywały się protesty przeciwko reformie emerytalnej, podczas których podpalono ratusz w Bordeaux czy protesty rolników, gdy jeden z urzędów w słynnym Carcassonne został wysadzony przez domowej roboty bombę.
Czy zrobili to imigranci? Raczej nie, ponieważ do zamachu przyznała się… radykalna grupa winiarzy - organizacji, która od lat 60. siłowo walczy o interesy sektora winiarskiego. We Francji program polityczny często idzie w parze z przemocą. Sprowadzanie aktualnej sytuacji do obrazu imigrantów, którzy niszczą Europę, jest całkowicie nieuprawnione.
Francuska kultura protestu
Media pokazują zdjęcia zniszczonego ratusza w Limoges, zaznaczając, że europejskie dziedzictwo jest niszczone, choć wcześniej przetrwało wieki. Jednocześnie ataki na publiczne urzędy - jako symbol zwrócenia uwagi władzy - jest całkowicie naturalnym elementem francuskich protestów.
W ostatnich latach robili to także emeryci oraz konserwatywni rolnicy. Uczestnicy ruchu żółtych kamizelek, w którym silnie obecna była także prawica, rzucali koktajlami mołotowa w budynek prefektury w Le Puy-en-Velay, a także zdewastowali Łuk Triumfalny. Tak, ten sam Łuk Triumfalny, który przetrwał nieco dłużej niż ratusz w Limoges.
Stanley Cohen za główny aspekt powstania paniki moralnej uważał wskazanie grupy przedstawianej jako główny winowajca danej sytuacji. Taka grupa - nazwana diabłami ludowymi - musi być wyraźnie odróżnialna, aby łatwo było ją wskazać i poddać stygmatyzacji. Dzisiaj w tej roli obsadzono imigrantów, choć we Francji ratusze i urzędy płonęły od lat.
Każda moralna panika ma swoich beneficjentów
Jednym z mechanizmów paniki moralnej jest wyolbrzymianie zagrożenia poprzez eksponowanie przemocy i zawyżanie skali zdarzeń. Brzmi znajomo? Wystarczy przejrzeć, jak media informowały w ostatnich dniach o wojnie domowej.
Cohen zwracał zresztą uwagę na to, że w przypadku paniki moralnej media nie tylko relacjonują rzeczywistość, ale też projektują. Właśnie dlatego w latach 60. pisały o młodzieży, która zniszczy Wielką Brytanie, a dzisiaj czytamy o imigrantach, którzy zniszczą Europę.
Każda panika moralna ma też tych, którzy na niej korzystają - ekspertów i polityków, którzy dają proste rozwiązania. W przytoczonej wcześniej panice satanistycznej ogromną popularność zdobyli kaznodzieje, którzy przekonywali, że sataniści przeniknęli do szkół w całym kraju, a jedynym ratunkiem jest ich pomoc, a także religijni terapeuci "odzyskujący" w gabinetach wspomnienia ofiar rytualnej przemocy.
Dzisiaj beneficjentami paniki moralnej są politycy, którym zależy na tym, żeby ten stan utrzymywać.
Stanley Cohen pisał także o czymś, co może mieć najbardziej bolesne skutki - amplifikacji dewiacji. Niektórzy modsi i rockersi rzeczywiście zaczęli się nienawidzić, ale dopiero wtedy, gdy przeczytali o tym w gazetach. Jeżeli jakąś grupę codziennie przedstawia się jako wroga Europy, część osób z tej grupy rzeczywiście przestanie się w końcu z Europą utożsamiać. Konsekwencją nie musi być nawet bezpośrednie zagrożenie związane z radykalizmem, ale przede wszystkim osłabienie kulturowe czy gospodarcze.
Komu opłaca się strach?
Od wydania książki "Diabły ludowe i paniki moralne" minęło ponad 50 lat. Tym, co najbardziej zmieniło się od tego czasu, są media społecznościowe. Cohen pisał o tradycyjnych mediach, które napędzane były chęcią zysku i realizowaniem określonej agendy światopoglądowe.
Dzisiaj dochodzi także kwestia algorytmów, promujących treści wywołujące najsilniejsze emocje. Zdjęcie płonącego samochodu zdobędzie większa popularność niż informacja o tym, że nic poza tym się nie stało. Kiedyś do wywołania paniki moralnej potrzeby był redaktor, dzisiaj współtworzymy ją sami.
Do tego dochodzi kwestia dezinformacji - w sieci krążą zdjęcia wygenerowane przez sztuczną inteligencję lub przedstawiające wydarzenia przeszłości czy innych miejsc, które stają się dowodem na to, że dzieje się coś strasznego i wyjątkowego.
Panika moralna prędzej czy później mija, ale jej konsekwencje pozostają. Konsekwencje, których paradoksalnie najbardziej powinni obawiać się ci, którzy dzisiaj najgłośniej podsycają strach. Jednym z głównych skutków jest bowiem zwiększenie kontroli nad całym społeczeństwem.
Dlatego zanim uwierzymy, że Francja płonie, a Europa upada, warto zadać sobie pytanie: kto i dlaczego chce, żebyśmy się bali?
"Polska nie jest wolnym krajem". Weszliśmy do miasteczka przy Trybunale KonstytucyjnymINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.